piątek, 9 stycznia 2015

Alphonse

                Zanim jednak dolecieliśmy do Delf na statku wydarzyło się coś, co na długi czas sprawiło, że byłem przekonany o tym, że lepszym wyjściem było by zabicie księżniczki i puszczenie samopas jednorożca. No właśnie… Jednorożec- Alphonse jak go nazywała Konstancja, był i nadal jest istnym utrapieniem dla tego sterowca. Skurczybyk nie dość, że jest silny to jak każdy jednorożec swoją śmierć odpłaca klątwą rzuconą na jego zabójcę jak i tych którzy uczestniczyli w tym cnym incydencie. Nie powiem, nie raz kusiło mnie by spróbować zabić tą magiczną bestie, ale nie jestem idiotą, nie będę rzucał się na takiego tura sam. Niestety nikt nie podziela moich zapędów do posiania małego chaosu. Griselle nawet zajmowała się tym stworem za pozwoleniem księżniczki. Zaiste dziwny ten kawał baby… Nie udało mi się dowiedzieć, czy szpieguje dla Lady Marian, czy może dla innych… A może te wielkie kobiety mają swoje stowarzyszenie… Ale wracając. Pewnej nocy dobiegło nas wszystkich (prócz oczywiście wielmożnej Pani Konstancji jej mać)  rżenie z ładowni i głośne wierzganie. Wszyscy zastanawiali się, co się dzieje z kóniem w ładowni. Avianka postanowiła polecieć do księżniczki by go uspokoiła, lecz zastała zamknięte drzwi. Nasza szlachetnie urodzona smacznie sobie spała wtedy… szlag by ja trafił… Griselle postanowiła wrócić do pokoju. Niestety (lub stety) w tym samym czasie Alphonse wyważył drzwi od ładowni. Chwiejnym krokiem wyszedł naprzeciw jednookiej. Avianka zauważyła jak jego oczy jarzą się czerwienią, a z pyska bucha para. A raczej powinienem powiedzieć opary. Zapomnieliśmy, że w ładowni, oprócz jednorożca, trzymaliśmy motocykle, które były napędzane jak już wspominałem na krasnoludzki spirytus. Nasz białogrzywy kolega po prostu się najebał. I widocznie musiało mu zasmakować. Co więcej jego rzeczywistość troszkę się odwróciła- ruszył chwiejną „szarżą” na Griselle. Kiedy ta zorientowała się, że jej dziewictwo nie stanowi przeszkody, zaczęła uciekać. Jednorożec był blisko za nią, kiedy nagle zaciekawiony stukotem nierównomiernego chodu po korytarzu, Mikur, wyszedł ze swojej komnaty antypsujowej. Usłyszał tylko szybkie „Spierdalaj!!” i spoglądając kątem oka na jednorożca ruszył w drogę za Avianką. Niestety dopadł go dosyć szybko i mocnym zamachem rzucił Mikura na ścianę. I, gdy Mikur znajdował się w  wyżłobionym swoim wgięciu, można by powiedzieć, że ściana nic się nie zmieniła. W tym samym czasie Lancello, ja, JingJang i Valarad na dole doszliśmy co stało się z naszym rumakiem i stwierdziliśmy, że musimy go jakoś wyrzucić ze sterowca, inaczej sterowiec nie przetrwa jego szalonej szarży. Valarad postanowił pójść na górę i go wyblinkować (tak nazywał swoje poruszanie się za pomocą magii). My zaś obudowaliśmy przejście skrzynkami tak aby zostawić mu tylko jedna drogę- na zewnątrz. Sami schowaliśmy się za nimi. Gdy Valarad wparował na górę jego plan nie do końca się udał. Dostał się na jednorożca, a ten w szale wyrzucił do w sufit, który uległ Valaradowi nieco się niszcząc- chyba nie muszę opisywać jak obolały był Valarad. Zaraz po tym powiedział reszcie jaki jest nasz plan. Niestety Griselle nie była w stanie go wypełnić, kiedy to Alphonse dorwał ją przy jednych drzwiach i nadział na róg. Może białogrzywy też obawiał się dużych kobiet… Kto wie. Avianka uciekła do drzwi i się zamknęła, a Alphonse zajął się Steinem, który uwolnił się z wgniecenia. W tym samym czasie Valarad dorwał się do Avianki i ponoć przekonał ją, żeby dała mu się opatrzyć. Cóż.. rana koło biodra, więc mu się nie dziwię, ze ochoczo chciał pomóc. Choć podejrzewam, że gdyby przewidywał przyszłość nie zrobiłby tego „miłego” gestu wobec niej. Ale o tym później. Dzielny Mikur doprowadził jednorożca do wyznaczonej strefy i nagle usłyszeliśmy gromkie walenie do włazu sterowca. Po kilku naszych gromkich, skrytych za skrzyniami ponagleń, Mikur nadal nie chciał otworzyć. Wyszedłem, więc zza skrzynek, nacisnąłem dźwignie, po czym szybko wróciłem za skrzynie. Zdezorientowany Mikur nie wiedział co zrobić patrząc się na moja szybką akcje. Przed włazem na jakiejś dziwnej roślince zawitał do nas druid. Swoja droga bardzo dobrze uzbrojony jak na druida- chyba nie był jednym z tych chowających się po lasach i mówiących ze trawy mają uczucia. Cała zjebka poszła na Mikura- że upijamy jednorożca, że meczymy zwierzę, że nie otwieramy. Nagle łaskawie pojawiła się nasza drogocenna księżniczka. Dostała od druida jakieś środki, po których Alphonse się uspokoił i został zaprowadzony z powrotem do ładowni, ale już każdy alkohol stamtąd zabraliśmy, jak i z najbliższego otoczenia jednorożca. Co było zabawnym zwieńczeniem tej historii? Księżniczka pomyślała, że Griselle została skrzywdzona przez Valarada w wiadomy sposób, więc pozwoliła jej się wylegiwać w jej łóżku i przez dobry tydzień jej usługiwała, sama śpiąc na podłodze obok niej. Ile ja bym dał za takie ukorzenie jej… Tego akurat zazdroszczę Aviance… każdy zdołał się doprowadzić do odpowiedniego stanu kiedy to zbliżaliśmy się do celu naszej obecnej podróży.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz