( i zwiedzanie sterowca, kurde dajcie mapę bo znowu się zgubiłem!!)
Noo w końcu wyruszyliśmy, dokonaliśmy ostatnich zakupów i zawinęliśmy
dupy w troki, o dziwo Otr i Manro naprawdę umieli sterować tym potworem, bo
start był łagodny i bez wstrząsów (choć szkoda bo trochę bujania mogłoby być zabawne).
Ja zająłem się zwiedzaniem tego żelaznego bydlaka, kazali mi se wybrać kajutę... taaa, szkoda że nie powiedzieli, które są już zajęte… zwłaszcza że NIEKTÓRE indywidua
nie zamykają drzwi na klucz, no, do cholery, ale jak ktoś jest wielką damulką i pożal
się bogowie księżniczka, zwłaszcza jak się kurde przebiera, to się zamyka te
pieprzone drzwi, a nie, że ja tu wchodzę, a ta z kijem w dupie (nadal nie pamiętam
imienia) pół naga stoi, nooo nie powiem widok piękny, ale do cholery, do dziś
zachodzę w głowę, skąd ona wtedy wyciągnęła ten pieprzony pistolet, dobrze, że
mam dobrze refleks wyuczony. Jak w karczemnych walkach różne rzeczy we mnie
leciały i to gorsze od naboi ledwo żem uniknął, no co za przewrażliwiona
damulka, niby takie dworskie wychowanie, a głupich drzwi na klucz nie umie zamknąć,
walnięta jakaś, a szkoda bo ciałko zajebiste, tylko z głową do dupy …
Przy okazji dalszego zwiedzania (i otwierania kolejnych drzwi
które powinny być zamknięte) natknąłem się na, jak się dowiedziałem, kolejnych
członków drużyny, których Lancelo nie był łaska mi przedstawić, baaa nie był
nawet kurde łaskawy wspomnieć, że istnieją (ja mu kiedyś wpierdziele, naprawdę się
prosi )
Pierwszą spotkaną była niejaka Szeila…Szail….Szeeeli… czy
jakoś tak w każdym razie, drobna panienka o dosłownie jebitnie czerwonych
włosach, no na bank smoczyca, spytała mi się kim jestem i czy już pora
kolacji i poszła dalej (nawet niezła, taka drobna, ale pewnie siła taka, że by
mnie nieźle mogła przytrzymać …. Hmmm w
sumie mogłoby być zabawnie, ciekawe, czy już jest świadoma tych spraw) tylko po
cholerę łazi z tym workiem pełnych śmieci? Jakieś połamane strzały jakiś łańcuch itp. może
ona lubi takie ostre zabawy, będę musiał się dowiedzieć….
Następnego wolałbym w ogóle nie oglądać, na początku myślałem, że spotkałem samuraja z ohydną maską do odstraszania wszystkiego, co inteligentne, ale, na Torpa, to była jego GĘBA, ja pierdziele ktoś mu łeb haratał przy pomocy
szponów warga i zapomniał uzdrowić? Ten to nigdy niczego nie zaliczy, dobrze, że
jak mnie zobaczył to założył maskę, od razu był przystojniejszy, dopiero wtedy
się zorientowałem, że ….. PROTEZY??? Obydwie łapy i giry, co oni go, z litości trzymają? Jakiś weteran wielu walk czy po prostu wielki pechowiec? No cóż, później z nim
pogadam na razie trzeba znaleźć sobie pokój.
Kolejne drzwi wyglądały dość obiecująco, no to wlazłem i jak
zwykle natknąłem się na narwaną babę, co nie wie co to są te kurde mol pieprzone
klucze do zamykania drzwi, co oni te choleryczki kolekcjonują?? Ledwo co żem
wlazł od razu jakieś ostre przedmioty lecące w moją stronę, znowu cudem
uniknąłem... jeden tylko wbił mi się w nogę no aaałaaaaaaa, wydarłem się: kurcze co jest z
wami? wszystkie macie okres dziś czy jakieś święto atakowania ludzi?? Ja tu
nie zdążę se tego cholerstwa z giry wyjąć, a ta (jak się później dowiedziałem
Tasha) rzuca się na mnie z mieczem,
ledwo uniknąłem tego cięcia, na szczęście ostrze wbiło się w drzwi, więc szybko ją
odepchnąłem, co sprawiło, że pościła swój mieczyk, nooo i nagle zrobiło się ciekawiej, bo ta mała, ale dość krępej budowy avvarka leci na mnie z pięściami, jakieś
wykopy i jęki jak przy dobrym seksie, nie wiem czy chciała mnie wystraszyć czy zachęcić
(niestety jednak to pierwsze), ale na łapy to ja się mogę lać, niestety widać te
jej latanie po ścianach i machanie dookoła na nić się zdało, bo szybko ją
złapałem i się skończyło, próbowała się ze mną siłować, skubana silna była, ale i na takie są sposoby, od czego ma się swoje
talenty, szybko jakby straciła na sile to ją wrzuciłem przez bark i do szafy, a
co, zastawiłem drzwi krzesłem, przecież nie będzie mi się jakaś mała narwana cholera rzucała do
gardła, Niech posiedzi i sobie odpocznie i się uspokoi (hmm... ciekawe co zrobi
jak się uwolni w końcu, hehe może być ciekawie)
Szukając swojej „komnaty marzeń” natknąłem się na pokoiki
piratów Valarada, noo w końcu jakaś przyjemność, chłopaki mieli wódę to se strzeliłem
kilka z nimi i było wesoło od razu, któryś z nich chciał się siłować na ręce i zaczęli
zakłady przyjmować... no cóż, 20 koron do przodu, ale chłopaki spoko, poczułem się jak
w karczmie - ta atmosfera, wóda, zakazane gęby, zakłady, itp. Mały raj w tym zoo narwanych bab,
przy okazji opowiedzieli mi o ich „niedoszłej przyszłej byłej pani kapitanowej
latającej zadufanej dziewiczej cholerze”, okazało się ze ta popijawa, co akurat się
wbiłem, to było świętowanie na cześć jej odejścia... hehe zabawna historia była, ale
się uśmiałem... no, ale trzeba było ruszać dupę i szukać dalej….
Po drodze znalazłem jeszcze bibliotekę, pracownie alchemiczną,
mała stajnię dla jednorożca, ładownię, magazyn, zbrojownię... kurde mogliby mi dąć
jakąś mapę, a nie szukaj na oślep, no ale w końcu znalazłem wolny niezamieszkany
pokój, dość duży z wyrem, szafką, oknem... noo się wstawi jakiś stół i worek do
trzaskania i będzie git, przy okazji okazało się, że na tym samym piętrze są
łazienki. Już będąc obok postanowiłem skorzystać,
no to wchodzę (tym razem ostrożnie bo niedajbogowie będzie koedukacyjna i znowu
spotkam którą z tych wściekłych panienek, to uzna, że podglądałem i znowu będą próbować
mnie zajebać na dzień dobry; w sumie niech próbują będzie ciekawiej, hehe). No więc
ładuję się do łazienki, a tam …. ja pierdzielę jacuzzi, prawdziwe, duże, zajebiste, luksusowe jacuzzi... noo to moja wędrówka się skończyła w tym miejscu. Od razu napuściłem
sobie wody, włączyłem ustrojstwo i.... aaaaaaaaach... taaa długa, gorąca kąpiel tego mi
było trzeba po dzisiejszych przeżyciach. Hmmm... tylko jedno mnie zastanawiało, po
jaką cholerę obudowali jakieś badziewie podwójnym sejfem w łazience? No, jak
kiedyś dorwę narzędzia to sprawdzę co tam trzymają ….interesujące.
Po kąpieli wróciłem do pokoju (trafiłem bez zgubienia się) i
padłem na łóżko, kurde cały miesiąc w tym więzieniu, bez możliwości wyjścia na
ląd po zapasy, eh… dobra jakoś to przeżyjemy. Dobrze, że Tut i załoga piratów
mają alkohol i lubią pić w towarzystwie, w ładowni widziałem wór z jakimiś
szmatami czy coś, no na razie będzie musiał starczyć jako worek treningowy
(tylko czemu te szmaty to w większości czarne suknie w koronki i czaszki? ktoś
tu miał dziwny gust...)
Reszta podróży minęła nam bez większych przygód, jedynie Tasha co jakiś czas próbowała mnie zabić, a panna z kijem w dupie co chwila
sprawdzała na mnie jakość swoich przyrządów celowniczych... no przynajmniej się nie
nudziłem tak bardzo jak myślałem. W końcu po miesiącu wylądowaliśmy, kurde w
końcu pieprzona ziemia, pieprzone świeże powietrze i wreszcie można się iść
normalnie odlać pod drzewo, niby człowiek cywilizowany, ale jednak lanie pod
drzewem ma swój urok...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz