piątek, 9 stycznia 2015

Podróż przez ocean

( i zwiedzanie sterowca, kurde dajcie mapę bo znowu się zgubiłem!!)

Noo w końcu wyruszyliśmy, dokonaliśmy ostatnich zakupów i zawinęliśmy dupy w troki, o dziwo Otr i Manro naprawdę umieli sterować tym potworem, bo start był łagodny i bez wstrząsów (choć szkoda bo trochę bujania mogłoby być zabawne). Ja zająłem się zwiedzaniem tego żelaznego bydlaka, kazali mi se wybrać kajutę... taaa, szkoda że nie powiedzieli, które są już zajęte… zwłaszcza że NIEKTÓRE indywidua nie zamykają drzwi na klucz, no, do cholery, ale jak ktoś jest wielką damulką i pożal się bogowie księżniczka, zwłaszcza jak się kurde przebiera, to się zamyka te pieprzone drzwi, a nie, że ja tu wchodzę, a ta z kijem w dupie (nadal nie pamiętam imienia) pół naga stoi, nooo nie powiem widok piękny, ale do cholery, do dziś zachodzę w głowę, skąd ona wtedy wyciągnęła ten pieprzony pistolet, dobrze, że mam dobrze refleks wyuczony. Jak w karczemnych walkach różne rzeczy we mnie leciały i to gorsze od naboi ledwo żem uniknął, no co za przewrażliwiona damulka, niby takie dworskie wychowanie, a głupich drzwi na klucz nie umie zamknąć, walnięta jakaś, a szkoda bo ciałko zajebiste, tylko z głową do dupy …

Przy okazji dalszego zwiedzania (i otwierania kolejnych drzwi które powinny być zamknięte) natknąłem się na, jak się dowiedziałem, kolejnych członków drużyny, których Lancelo nie był łaska mi przedstawić, baaa nie był nawet kurde łaskawy wspomnieć, że istnieją (ja mu kiedyś wpierdziele, naprawdę się prosi )

Pierwszą spotkaną była niejaka Szeila…Szail….Szeeeli… czy jakoś tak w każdym razie, drobna panienka o dosłownie jebitnie czerwonych włosach, no na bank smoczyca, spytała mi się kim jestem i czy już pora kolacji i poszła dalej (nawet niezła, taka drobna, ale pewnie siła taka, że by mnie nieźle mogła przytrzymać …. Hmmm  w sumie mogłoby być zabawnie, ciekawe, czy już jest świadoma tych spraw) tylko po cholerę łazi z tym workiem pełnych śmieci? Jakieś połamane strzały jakiś łańcuch itp. może ona lubi takie ostre zabawy, będę musiał się dowiedzieć….

Następnego wolałbym w ogóle nie oglądać, na początku myślałem, że spotkałem samuraja z ohydną maską do odstraszania wszystkiego, co inteligentne, ale, na Torpa, to była jego GĘBA, ja pierdziele ktoś mu łeb haratał przy pomocy szponów warga i zapomniał uzdrowić? Ten to nigdy niczego nie zaliczy, dobrze, że jak mnie zobaczył to założył maskę, od razu był przystojniejszy, dopiero wtedy się zorientowałem, że ….. PROTEZY??? Obydwie łapy i giry, co oni go, z litości trzymają? Jakiś weteran wielu walk czy po prostu wielki pechowiec? No cóż, później z nim pogadam na razie trzeba znaleźć sobie pokój.

Kolejne drzwi wyglądały dość obiecująco, no to wlazłem i jak zwykle natknąłem się na narwaną babę, co nie wie co to są te kurde mol pieprzone klucze do zamykania drzwi, co oni te choleryczki kolekcjonują?? Ledwo co żem wlazł od razu jakieś ostre przedmioty lecące w moją stronę, znowu cudem uniknąłem... jeden tylko wbił mi się w nogę no aaałaaaaaaa, wydarłem się: kurcze co jest z wami? wszystkie macie okres dziś czy jakieś święto atakowania ludzi?? Ja tu nie zdążę se tego cholerstwa z giry wyjąć, a ta (jak się później dowiedziałem Tasha)  rzuca się na mnie z mieczem, ledwo uniknąłem tego cięcia, na szczęście ostrze wbiło się w drzwi, więc szybko ją odepchnąłem, co sprawiło, że pościła swój mieczyk, nooo i nagle zrobiło się ciekawiej, bo ta mała, ale dość krępej budowy avvarka leci na mnie z pięściami, jakieś wykopy i jęki jak przy dobrym seksie, nie wiem czy chciała mnie wystraszyć czy zachęcić (niestety jednak to pierwsze), ale na łapy to ja się mogę lać, niestety widać te jej latanie po ścianach i machanie dookoła na nić się zdało, bo szybko ją złapałem i się skończyło, próbowała się ze mną siłować, skubana silna była, ale i na takie są sposoby, od czego ma się swoje talenty, szybko jakby straciła na sile to ją wrzuciłem przez bark i do szafy, a co, zastawiłem drzwi krzesłem, przecież nie będzie mi się jakaś  mała narwana cholera rzucała do gardła, Niech posiedzi i sobie odpocznie i się uspokoi (hmm... ciekawe co zrobi jak się uwolni w końcu, hehe może być ciekawie)

Szukając swojej „komnaty marzeń” natknąłem się na pokoiki piratów Valarada, noo w końcu jakaś przyjemność, chłopaki mieli wódę to se strzeliłem kilka z nimi i było wesoło od razu, któryś z nich chciał się siłować na ręce i zaczęli zakłady przyjmować... no cóż, 20 koron do przodu, ale chłopaki spoko, poczułem się jak w karczmie - ta atmosfera, wóda, zakazane gęby, zakłady, itp. Mały raj w tym zoo narwanych bab, przy okazji opowiedzieli mi o ich „niedoszłej przyszłej byłej pani kapitanowej latającej zadufanej dziewiczej cholerze”, okazało się ze ta popijawa, co akurat się wbiłem, to było świętowanie na cześć jej odejścia... hehe zabawna historia była, ale się uśmiałem... no, ale trzeba było ruszać dupę i szukać dalej….

Po drodze znalazłem jeszcze bibliotekę, pracownie alchemiczną, mała stajnię dla jednorożca, ładownię, magazyn, zbrojownię... kurde mogliby mi dąć jakąś mapę, a nie szukaj na oślep, no ale w końcu znalazłem wolny niezamieszkany pokój, dość duży z wyrem, szafką, oknem... noo się wstawi jakiś stół i worek do trzaskania i będzie git, przy okazji okazało się, że na tym samym piętrze są łazienki. Już będąc obok postanowiłem skorzystać, no to wchodzę (tym razem ostrożnie bo niedajbogowie będzie koedukacyjna i znowu spotkam którą z tych wściekłych panienek, to uzna, że podglądałem i znowu będą próbować mnie zajebać na dzień dobry; w sumie niech próbują będzie ciekawiej, hehe). No więc ładuję się do łazienki, a tam …. ja pierdzielę jacuzzi, prawdziwe, duże, zajebiste, luksusowe jacuzzi... noo to moja wędrówka się skończyła w tym miejscu. Od razu napuściłem sobie wody, włączyłem ustrojstwo i.... aaaaaaaaach... taaa długa, gorąca kąpiel tego mi było trzeba po dzisiejszych przeżyciach. Hmmm... tylko jedno mnie zastanawiało, po jaką cholerę obudowali jakieś badziewie podwójnym sejfem w łazience? No, jak kiedyś dorwę narzędzia to sprawdzę co tam trzymają ….interesujące.

Po kąpieli wróciłem do pokoju (trafiłem bez zgubienia się) i padłem na łóżko, kurde cały miesiąc w tym więzieniu, bez możliwości wyjścia na ląd po zapasy, eh… dobra jakoś to przeżyjemy. Dobrze, że Tut i załoga piratów mają alkohol i lubią pić w towarzystwie, w ładowni widziałem wór z jakimiś szmatami czy coś, no na razie będzie musiał starczyć jako worek treningowy (tylko czemu te szmaty to w większości czarne suknie w koronki i czaszki? ktoś tu miał dziwny gust...)

Reszta podróży minęła nam bez większych przygód, jedynie Tasha co jakiś czas próbowała mnie zabić, a panna z kijem w dupie co chwila sprawdzała na mnie jakość swoich przyrządów celowniczych... no przynajmniej się nie nudziłem tak bardzo jak myślałem. W końcu po miesiącu wylądowaliśmy, kurde w końcu pieprzona ziemia, pieprzone świeże powietrze i wreszcie można się iść normalnie odlać pod drzewo, niby człowiek cywilizowany, ale jednak lanie pod drzewem ma swój urok...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz