poniedziałek, 5 stycznia 2015

Odbicie sterowca

                Wiele razy wspominałem o sterowcu. Tak, drużyna ta posiada sterowiec. Choć wchodząc do składu nie mieliśmy o tym pojęcia i okazało się, że naszą pierwszą wspólną przygodą było odzyskanie tego sterowca z rąk wroga. Tak przynajmniej mi mówili, do dziś nie mam pewności czy po prostu go nie ukradliśmy właścicielom. Drużyna do, której się przyłączyliśmy dostała informacje, że ich sterowiec, który im skradziono dawno temu stacjonuje w mieście w którym, się znajdujemy. Wszystko wskazywało na to, że jest to pułapka. Zero straży, zero problemów, ze zbliżeniem się. Jednak pozorne szczęście trwało dosyć krótko. Tuż po zbliżeniu się na pewien dystans do sterowca nagle zewsząd otoczyli nas ludzie w czarnych płaszczach. Ich liczba była przytłaczająca jak na naszą mała grupkę. Plan pojawił się nagle- dostać się do sterowca i uciec nim. Jednak ze sterowca wylazła jakaś kreatura, a Pan Wąż zniknął pod czarną kopułą, która nagle utworzyła się w miejscu, gdzie się znajdował. Ktoś z załogi przykuł swoją uwagę kreatury, kiedy reszta skrupulatnie poczęła wślizgiwać się do sterowca. Kiedy wszyscy oprócz Pana Węża znaleźli się na sterowcu zaczęliśmy uciekać. Oni chyba naprawdę nie lubią Pana Węża… Jakoś udało nam się uciec. Szczerze mówiąc nie pamiętam jak, ale w końcu i Pan Wąż znalazł się z nami. Zaczęło się wypytywanie go co się stało. Mówił coś o umowie z Malarem i drużyna stwierdziła, że trzeba go wydać Lady Marian, władczyni Marianburgu. Marianburg to chyba najbardziej spokojne wolne miasto w całym Oneiros. Przestępczość tutaj osiąga poziom sporadyczności, a ja miałem okazję przekonać się na własnej skórze dlaczego. Złe wspomnienia… które z chęcią odłożę na później. W każdym bądź razie Manro uwięził w klatce z aury Pana Węża, a ja wraz z Mikurem mieliśmy go pilnować dopóki nie przyjdzie Lady Marian. Nie miałem nic przeciwko temu- i tak byłem nowy tutaj i jeszcze nie ogarniałem do końca kto jest kim, więc to, że drużyna wydawała swojego władczyni jakiegoś tam miasta? Naprawdę miałem to gdzieś. Była tam też ta Słoneczna… na szczęście była zbyt zajęta opierniczaniem się w pokoju i nie stała nam nad głową gadając trzy po trzy. Może jeszcze kiedyś spotkam tego Pana Węża. Przybyła Lady Marian na statek wraz ze swoimi Różowymi Misiami. Nie wiem, czym sobie zasłużyli na taką niewdzięczną nazwę, ale wyglądali naprawdę postawnie i wojowniczo. Nie śmiałbym wtedy zaatakować żadnego z nich, na pewno nie w pojedynkę. No chyba, że za tarczę używałbym tej słonecznej szmaty, nawet bym się poświęcił chwytając ją w ręce. Stein widząc zbliżającą się władczynię wraz z niewielką eskortą delikatnie usunął się w cień, choć w jego przypadku „delikatnie” oznacza coś zupełnie innego niż w przypadku innych ras. Lady Marian to istny babochłop, gdyby ktoś nie powiedział mi, że to kobieta, spytałbym się czy generał wie kiedy przyjdzie władczyni. Nawet Orcze kobiety są ładniejsze od niej… Choć umięśnienia pewnie nie jeden mężczyzna by jej pozazdrościł, tak samo jak i zarostu, to i tak była najbrzydszą kobietą jaką widziałem i już sam nie wiem czy bardziej wzbudzała we mnie obrzydzenie, czy jakiś niewiadomego pochodzenia strach. Lady przyjrzała się mi przez chwilę z ciekawością w oczach (nadal przechodzą mnie ciarki), ale zaraz zwróciła się do Pana Węża i zabrała go ze sobą. Słyszałem potem, że ponoć chciał zabić ową Lady i został gdzieś zesłany. My natomiast ruszyliśmy w dalszą podróż. Razem z Tashą stwierdziliśmy iż skoro jesteśmy teraz częścią drużyny, to moglibyśmy dostać niedawno pożyczone nam rzeczy, które zresztą obiecał nam Lancello, kiedy nas werbował. Tak też dostała mi się piękna pawęż żmija, która służyła mi bardzo długo oraz niedźwiedź, który chronił mi plecy, ramiona, jak i głowę. Udało mi się też dozbroić w pełni w kolczugę. Jednak nie wyrzuciłem tamtej pamiętnej tarczy drewnianej- nadal trzymam ją jak mówiłem wcześniej na pamiątkę i nie tylko oraz dbam o jej dobry stan.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz