wtorek, 14 kwietnia 2015

Wygnanie

Powrót Złodzieja
Dżejbols po moich opowieściach o Złodzieju napisał o nim pieśń pochwalną. Bardzo mi się spodobała i nie mogłam się doczekać aż ją zaśpiewa. On postanowił zaśpiewać moim towarzyszom. Prawie wszyscy go lubiliśmy, więc to mogło wyjść nam na dobre. Gdy byliśmy wszyscy razem Dżejbols zaśpiewał. Słowa odbijały się w mojej głowie, a pieśń zapadła w serce. Było to dobrym pożegnaniem Złodzieja. Nagle wyczułam drganie w torbie. Czyżby Złodzieja? Może gdzieś jego dusza cieszyła się z tej pieśni. Po chwili, gdy skończył grać Złodziej wychylił się z torby.
- Cześć szefowo – przywitał się.
Wszyscy patrzyli na niego ze zdziwieniem, potem wzrok skierowali na Dżejbolsa. Zaczęły się sypać do niego pytania. Ja patrzyłam na Złodzieja zadowolona. Wrócił do mnie.
- A kto to jest szefowo? – spytał Złodziej patrząc na Dżejbolsa.
- To Dżejbols, mój chłopak – przedstawiłam Złotego Smoka.
- Dziwny jest – stwierdził w odpowiedzi.
Dla mnie Dżejbols był wspaniały, ale Złodziej miał inne patrzenie na świat. Cieszyłam się tylko, że wrócił i znowu będzie wśród nas. Mogłam z powrotem owinąć go wokół swojej talii.

Wezwanie brata
Gdy siedzieliśmy w karczmie po pieśni na rynku przybył jeden z kolegów Kajresa.
- Kajres was wzywa – powiedział.
Towarzysze spojrzeli się na nas, ale o nic nie pytali mnie. Ja wstałam, a Dżejbols razem ze mną. Ruszyliśmy w stronę mojego brata.
- No tak zapomniałam o nim – pacnęłam się w czoło, taki nawyk od ludzi – Chyba trochę czasu minęło – zwróciłam się do Dżejbolsa.
- No faktycznie – zgodził się.
Dotarliśmy do miejsca gdzie był Kajres.
- O jesteście – powiedział brat – Ostatnio nam przerwali. Chcecie dołączyć do bractwa?
Zaskoczyło mnie to pytanie. Brat był upierdliwy, jednak na ogół potrafił wyczuć co myślę. Zmienił się i to bardzo. Nie minęło przecież dużo czasu od naszego rozstania. Zbyłam ostrzegawczą lampkę. Ufałam bratu tak samo jak ufałam Dżejbolsowi. Brat był dla mnie więcej wart niż moi towarzysze. W sumie towarzysze nie dali mi powodu bym im ufała tak jak ufam bratu. On był zawsze mi wierny, mimo naszych różnic poglądów. Trzymaliśmy się razem mimo wszystko. Wspieraliśmy siebie gdy były kłopoty. Choć nie raz on nazywał mnie naiwną i upominał, że każdy może zdradzić.
- No wiesz – zaczęłam – teraz to nie. Wolę pozostać z towarzyszami.
Dżejbols też zaprzeczył.
Kajres za to się zdenerwował.
- Zawiodłem się – stwierdził z obrzydzeniem.
- Ale bracie, przecież mnie znasz…
- Nie tłumacz się – uciął moje tłumaczenie- Nie wchodź mi tylko w drogę.
- Nie wejdę, jakbym mogła? – pokręciłam głową, jednak brat na mnie już nie patrzył.
Co się z nim stało? Gdzie podziała się jego lojalność do rodziny? Gdzie nasze obietnice? Gdzie szacunek? Czyżby tak zapędził się w swoich przekonaniach, że zapomniał o tym wszystkim co nas łączyło? Spojrzałam na niego ostatni raz. Nie zrobił mi krzywdy mimo, że odrzuciłam propozycje, więc pewnie nadal trzyma się obietnicy.
Wróciliśmy do karczmy. Nikogo z towarzyszy nie było, więc zamówiliśmy tylko jedzenie i spokojnie spożywaliśmy posiłek. Skończyło się to gdy tylko pojawił się Ravis.

Wygnanie
Ravis przycinął mnie do ściany. Nie wiedziałam o co mu chodzi. Wszyscy byli jakoś wrogo nastawieni. Co im się nagle tak stało?
- Powiedz gdzie jest twój brat – wycedził.
Wystraszyłam się patrząc w stronę Dżejbolsa. Obiecaliśmy sobie chronić siebie nawzajem, ale ja znałam swoich towarzyszy. Oni byli bardzo silni i nieoliczalni.
- Mówiłam, oni zabijają – powiedziałam z nutą złości w głosie do Dżejbolsa.
Chciałam go ostrzec w ten sposób by uciekał, choć wiedziałam, że on tego nie zrobi. Dżejbols próbował jakoś mnie ratować, ale był zbywany. Widziałam bezradność w jego oczach i ten sam strach co u siebie.
- Gdzie jest twój brat tylko to chce wiedzieć – Ponowił Ravis.
Patrzyłam na niego. Widząc ich twarze nie miałam zamiaru zdradzać brata. Zabiją go. Nie byłam jeszcze pewna za co, być może chodziło o to śmieszne bractwo. Czemu tak na mnie napadli? Za to, że brat był w bractwie? Owszem słyszałam coś co tam wspominali, ale oni na ogół rozmawiali ze sobą, ja nie byłam aż tak wtajemniczana w plany. Podążałam za nimi, bo lubiłam zwiedzać i zbierać pamiątki, a cele ich podróży były mi obojętne. Nie chciałam wydać brata w ich ręce. Nie ważne co on zrobił. Był moim bratem, a ja byłam oddana swojemu bratu. Pewnie i tak go znajdą, więc nie rozumiałam czemu tak reagują.
Ravis widząc, że tak nic nie osiągnie puścił mnie na ziemię, jednak nie pozwolił wstać. Vivienne za to dostała się do mojego umysłu. Widziałam jak wertowała przez moje wspomnienia. Przez moją rozmowę z bratem, spotkanie Dżejbolsa, moją odmowę.
- Ty suko – powiedziała.
- Nie rozumiem was – powiedziałam.
- Zdradziłaś nas, jak mogłaś to wszystko powiedzieć? – spytała.
Nadal nie rozumiałam o co jej chodzi. Co z tego, że opowiedziałam bratu to wszystko? Dżejbolsowi także wszystko opowiedziałam. Tylko Dżejbolsowi opowiedziałam jeszcze więcej. Brat i Dżejbols wiedzieli wszystko o mojej drużynie.
- Czy ty wiesz czym dokładnie jest smocze bractwo? – spytał Lancello.
- Nie – pokręciłam głową.
W sumie jedynie się domyślałam. Mówili mi, że są źli, ale nie łączyłam tego z moim bratem. Mój brat może i robił złe rzeczy, ale wiedział, że lubię swoich towarzyszy. Nie zrobiłby nic co by im zaszkodziło. Skoro Vivienne czytała w moim umyśle powinna zobaczyć co myślałam. Przecież nie myślałam o zdradzie, ja jestem lojalna w stosunku do towarzyszy, ale widać ci którzy czytają w myślach widzą tylko to co chcą widzieć. Dla mnie to już nie będzie argument jeśli będzie chodzić o kogoś winę. Widać, że ci co czytają w myślach i oglądają wspomnienia, tak naprawdę nie potrafią racjonalnie myśleć.
- Jesteś głupia? Przecież wiele razy ja i Ravis opowiadaliśmy o tym bractwie – odpowiedziała Vivienne ze złością. Patrzyła na mnie z pogardą. Wiedziałam, że chcą mnie zabić. Mogli sobie robić co chcą ze mną, ale bałam się o Dżejbolsa.
Milczałam. Nie ma sensu się bronić, nie ma sensu tłumaczyć. Brat miał rację. Może i należał do bractwa, może i był zły, ale miał racje. Dwunogi nie myślą, reagują tylko pod wpływem emocji. Zabijają niewinnych dla własnej uciechy. Pewnie mój brat robił to samo. A ja zaczęłam się zastanawiać czy przypadkiem coraz więcej nie zaczyna ich łączyć z moim bratem. Byli silni i wykorzystywali to na swoją korzyść. Jeśli chcieli zabić zabijali.
Opowiadali między sobą swoje historie i myśleli, że ja wszystko wiem. Tylko, że nie bywałam tak często przy nich. Jak byliśmy na sterowcu większość czasu spędzałam w bibliotece próbując przetłumaczyć księgę alchemiczną. Nie lubiłam stać w miejscu i strzępić języka. Byłam przy nich jeśli mnie potrzebowali. Zresztą Vivienne była dla mnie teraz obcą osobą. Od kiedy pojawiło się dziecko i była z Lancello zmieniła się nie do poznania. To już nie ta sama wampirzyca, którą poznałam na samym początku. Omijałam ich by unikać niektórych sytuacji. Więc nie słyszałam o ich przeszłości. O Ravesie opowiadali, że bractwo go zniszczyło, ale to było tylko wtedy jak Vivienne mówiła co jej zrobił. Reszty historii nie słyszałam. Zresztą nie podejrzewałam, by mój brat miałby zmienić stosunek do mnie przez jakieś bractwo. Wtedy nie zdawałam sobie sprawy. W tym momencie nie byłam pewna kto jest zły. Patrząc na swoich towarzyszy miałam wątpliwości czy oni są dobrzy.
- Czekajcie przecież ona nie chciała nas zdradzić – bronił mnie Mikur – To nie było świadome.
- Mikur ona powiedziała o nas wszystko – tłumaczyła Vivienne – O tym jak walczymy, co masz na sobie. Dokładnie wszystko.
Jeszcze próbował mnie bronić. Widziałam, że Mikur nie podejrzewał mnie o zdradę, że to tylko mój głupi błąd. Ravis i Vivienne go przekrzyczeli mówiąc, że jest dzieckiem i się nie zna. Byłam wdzięczna Mikurowi za próbę. Gdy go kiedyś spotkam postaram się mu jakoś odwdzięczyć.
Dżejbols nie wytrzymał.
- Ona nie chciała was zdradzić puśćcie ją –spróbował się do mnie dostać, ale Ravis uniemożliwił mu to.
- Nie wtrącaj się, jesteś z nami od dwóch dni, nic nie wiesz – zagroził mu.
- Pierdol się – odpowiedział Dżejbols, a chwilę potem leżał na ziemi uderzony przez Ravisa.
Moje oczy się powiększyły. Strach chciał zapanować nad moim umysłem. Wszystko przestało mieć znaczenie. Musiałam uratować chłopaka. A oni mi na to nie pozwalali. Chciałam wstać, jednak Ravis mi to uniemożliwiał.
Mikur spróbował uleczyć Dżejbolsa, jednak jego zaklęcie nie wyszło. Chłopak umarł. W oczach mi pociemniało. Walczyłam ze sobą by nic głupiego nie zrobić. Trzeba było uratować chłopaka. Zaczęłam się bardziej wyrywać do niego. Zabili go, zabili. Niewinnego. Co on im zrobił? Chciał mnie tylko chronić. A oni wykorzystali swoją siłę by go zabić. Ravis był taki sam jak to bractwo, które ściga. Dokładnie taki sam.
Już pojęłam, że Mścibor i Złodziej zginęli przez swoje czyny, ale Dżejbols nic złego nie zrobił. Był po prostu bardem, zakochanym smokiem próbującym chronić swoją ukochaną.
- Puśćcie mnie – powiedziałam ze złością. Ledwo panowałam nad smoczym instynktem, by nie roznieść wszystkiego w pył. Nie chciałam walczyć i zabijać. Nie towarzyszy. Obiecałam, że będę im pomagać. Towarzyszy się nie zabija.
- Puszczę cię jeśli odejdziesz od nas i nigdy nie wrócisz – usłyszałam od Ravisa.
Nie miałam wyboru. Z początku nic nie mówiłam, ale widziałam, że cierpliwość towarzyszy się kończy. Nie miałam wyjścia. Kiedyś planowałam ich opuścić wiele razy, ale trzymałam się przy nich, bo ich lubiłam. Wszystko się skończyło. Przestali dla mnie cokolwiek znaczyć. Spojrzałam na Mikura, widziałam, że on żałował. Lubił mnie i ja jego lubiłam. Moja sympatia do niego nie minęła, żałowałam tylko, że tak się z nim żegnałam. Nagle usłyszałam głos Talatsu w głowie.
- Uwolnij mnie, a się zemszczę. Pożegnaj się ze Złodziejem i smagnij na mnie nim.
- Złodziejowi nic się nie stanie? – spytałam w myślach.
- Nie.
- Dobrze.
Czyli Talatsu był uwięziony. Nie przypuszczałam. Myślałam, że tak jak Brandivor po prostu to jest jedna z jego postaci. A skoro prosił mnie o uwolnienie to po prostu chciałam mu pomóc. A jeśli chodzi o pytanie o zemstę było mi wszystko jedno. Chciałam uratować chłopaka, zabrać go jak najdalej.
- Oddaj Talatsu – usłyszałam od Vivienne.
- Przystanę na propozycję Ravisa – odpowiedziałam. W moim głosie nie było strachu, smutku, jedynie złość, ale też i nie wściekłość. Opanowałam się na tyle by nie zrobić czegoś głupiego – Nie oddam Talatsu. Odejdę i nie wrócę, ale Talatsu nie oddam.
- Dobrze. Odejdź i nie wracaj – powiedział Ravis puszczając mnie.
Wzięłam na ręce swojego chłopaka. Do czego ja doprowadziłam? Przeze mnie mój chłopak był w moich ramionach martwy. Nie chciałam już do nich wracać. Oni byli gorsi od bractwa, nawet od Malarów. Bo po nich wiedziałam czego się spodziewać. Co prawda zaskoczył mnie fakt dotyczący brata. Nie myślałam, że brata tak popsują. Ci towarzysze byli nieobliczalni, niebezpieczni i udawali dobrych. To gorsze niż jakiekolwiek bractwo. Bo przed bractwem można się bronić, ma się świadomość.
- Złodzieju jak chcesz możesz z nimi zostać – zwróciłam się do Złodzieja – Choć chciałabym spędzić trochę czasu z tobą.
- Wynoś się – powiedział Ravis, a Vivienne mu zawtórowała.
Po krótkim wahaniu Mikur wypuścił Złodzieja, którego wcześniej trzymał, a Złodziej poszedł ze mną.
Gdy tylko oddaliłam się od karczmy Talatsu wysunął się z torby. Przeniosłam ciało Dżejbolsa na jedną stronę, a drugą chwyciłam Złodzieja i smagnęłam nim w Talatsu. Rozbrzmiał dźwięk metalu, a uwolniony demon zaśmiał się złowieszczo. Poczułam, że ten demon sprowadzi wiele złego, ale było mi to w tym momencie obojętne. Chciałam jak najszybciej ożywić chłopaka. Udałam się od razu do swojego brata.

Ucieczka
Przyszłam z ciałem chłopaka do brata. Jak mnie zobaczył zdziwił się. Zobaczyłam w jego oczach iskry mojego dawnego brata.
- Co się stało? – spytał z niewyczuwalną troską w głosie.
- Moi towarzysze go zabili – odpowiedziałam załamana, przyciskając bardziej jego ciało do siebie.
- Kto dokładnie? – zadał pytanie, w jego oczach pojawiła się chęć mordu.
- Ten smok – wyrzuciłam to z siebie z obrzydzeniem. Nie chciałam nawet wymawiać jego imienia.
- Zemścimy się, choć jesteś mało smocza, nadal jesteś moją siostrą – rzekł.
- Możecie go wskrzesić? – spojrzałam na towarzyszy brata.
Brat kiwnął głową.
- Wskrzesimy go, zaprowadzimy cie w pewne miejsce – spojrzał na mnie – ale chce cie uprzedzić, że nasz dowódca ma osobliwy charakter.
- Oczywiście, nie przeszkadza mi to – chciałam jak najszybciej wskrzesić chłopaka.
Brat zaprowadził mnie do ich kryjówki. Zobaczyłam starszego smoka, który zajmował większość sali. Podeszłam do niego wraz z ciałem.
- Przepraszam, mógłbyś wskrzesić mojego chłopaka? – spytałam.
Jego charakter był dziwny. Był ciągle rozkojarzony. Wiele razy musiałam prosić o wskrzeszenie Dżejbolsa nim ten go zupełnie wskrzesił. W między czasie pojawił się Złodziej, który odgryzł kawałek ciała mojego chłopaka. Chciałam jak najszybciej wyjść, uciec z tego miasta, chronić Dżejbolsa. Więc jak tylko został wskrzeszony, wyciągnęłam płaszcz z torby by zasłonić jego dziurę w piersi.
- Dziękuję – powiedziałam i zabrałam ze sobą Dżejbolsa.
Oddaliliśmy się szybko z kryjówki.
- Przepraszam, że cię nie ochroniłem – powiedział do mnie Dżejbols.
- To ja cię przepraszam – chwyciłam go za rękę – Przeze mnie zginąłeś. Gdybyś tam ze mną nie był nie zginąłbyś.
Na zawsze razem, ale on będąc przy mnie naraził się na niebezpieczeństwo. Zamierzałam wrócić na kontynent smoków. Tam moi towarzysze nie mają praw. Na swoim rodzinnym kontynencie mogłam zadbać o bezpieczeństwo chłopaka. Już mogłam zrezygnować z podróży byle by tylko chronić go.
Wsiedliśmy do pociągu i uciekliśmy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz