Powrót
Złodzieja
Dżejbols po
moich opowieściach o Złodzieju napisał o nim pieśń pochwalną. Bardzo mi się
spodobała i nie mogłam się doczekać aż ją zaśpiewa. On postanowił zaśpiewać
moim towarzyszom. Prawie wszyscy go lubiliśmy, więc to mogło wyjść nam na
dobre. Gdy byliśmy wszyscy razem Dżejbols zaśpiewał. Słowa odbijały się w mojej
głowie, a pieśń zapadła w serce. Było to dobrym pożegnaniem Złodzieja. Nagle
wyczułam drganie w torbie. Czyżby Złodzieja? Może gdzieś jego dusza cieszyła
się z tej pieśni. Po chwili, gdy skończył grać Złodziej wychylił się z torby.
- Cześć
szefowo – przywitał się.
Wszyscy
patrzyli na niego ze zdziwieniem, potem wzrok skierowali na Dżejbolsa. Zaczęły
się sypać do niego pytania. Ja patrzyłam na Złodzieja zadowolona. Wrócił do
mnie.
- A kto to
jest szefowo? – spytał Złodziej patrząc na Dżejbolsa.
- To
Dżejbols, mój chłopak – przedstawiłam Złotego Smoka.
- Dziwny
jest – stwierdził w odpowiedzi.
Dla mnie
Dżejbols był wspaniały, ale Złodziej miał inne patrzenie na świat. Cieszyłam
się tylko, że wrócił i znowu będzie wśród nas. Mogłam z powrotem owinąć go
wokół swojej talii.
Wezwanie
brata
Gdy
siedzieliśmy w karczmie po pieśni na rynku przybył jeden z kolegów Kajresa.
- Kajres was
wzywa – powiedział.
Towarzysze
spojrzeli się na nas, ale o nic nie pytali mnie. Ja wstałam, a Dżejbols razem
ze mną. Ruszyliśmy w stronę mojego brata.
- No tak
zapomniałam o nim – pacnęłam się w czoło, taki nawyk od ludzi – Chyba trochę
czasu minęło – zwróciłam się do Dżejbolsa.
- No
faktycznie – zgodził się.
Dotarliśmy
do miejsca gdzie był Kajres.
- O
jesteście – powiedział brat – Ostatnio nam przerwali. Chcecie dołączyć do
bractwa?
Zaskoczyło
mnie to pytanie. Brat był upierdliwy, jednak na ogół potrafił wyczuć co myślę.
Zmienił się i to bardzo. Nie minęło przecież dużo czasu od naszego rozstania.
Zbyłam ostrzegawczą lampkę. Ufałam bratu tak samo jak ufałam Dżejbolsowi. Brat
był dla mnie więcej wart niż moi towarzysze. W sumie towarzysze nie dali mi powodu
bym im ufała tak jak ufam bratu. On był zawsze mi wierny, mimo naszych różnic
poglądów. Trzymaliśmy się razem mimo wszystko. Wspieraliśmy siebie gdy były
kłopoty. Choć nie raz on nazywał mnie naiwną i upominał, że każdy może
zdradzić.
- No wiesz –
zaczęłam – teraz to nie. Wolę pozostać z towarzyszami.
Dżejbols też
zaprzeczył.
Kajres za to
się zdenerwował.
- Zawiodłem
się – stwierdził z obrzydzeniem.
- Ale
bracie, przecież mnie znasz…
- Nie
tłumacz się – uciął moje tłumaczenie- Nie wchodź mi tylko w drogę.
- Nie wejdę,
jakbym mogła? – pokręciłam głową, jednak brat na mnie już nie patrzył.
Co się z nim
stało? Gdzie podziała się jego lojalność do rodziny? Gdzie nasze obietnice?
Gdzie szacunek? Czyżby tak zapędził się w swoich przekonaniach, że zapomniał o
tym wszystkim co nas łączyło? Spojrzałam na niego ostatni raz. Nie zrobił mi
krzywdy mimo, że odrzuciłam propozycje, więc pewnie nadal trzyma się obietnicy.
Wróciliśmy
do karczmy. Nikogo z towarzyszy nie było, więc zamówiliśmy tylko jedzenie i
spokojnie spożywaliśmy posiłek. Skończyło się to gdy tylko pojawił się Ravis.
Wygnanie
Ravis
przycinął mnie do ściany. Nie wiedziałam o co mu chodzi. Wszyscy byli jakoś
wrogo nastawieni. Co im się nagle tak stało?
- Powiedz
gdzie jest twój brat – wycedził.
Wystraszyłam
się patrząc w stronę Dżejbolsa. Obiecaliśmy sobie chronić siebie nawzajem, ale
ja znałam swoich towarzyszy. Oni byli bardzo silni i nieoliczalni.
- Mówiłam,
oni zabijają – powiedziałam z nutą złości w głosie do Dżejbolsa.
Chciałam go
ostrzec w ten sposób by uciekał, choć wiedziałam, że on tego nie zrobi.
Dżejbols próbował jakoś mnie ratować, ale był zbywany. Widziałam bezradność w
jego oczach i ten sam strach co u siebie.
- Gdzie jest
twój brat tylko to chce wiedzieć – Ponowił Ravis.
Patrzyłam na
niego. Widząc ich twarze nie miałam zamiaru zdradzać brata. Zabiją go. Nie
byłam jeszcze pewna za co, być może chodziło o to śmieszne bractwo. Czemu tak
na mnie napadli? Za to, że brat był w bractwie? Owszem słyszałam coś co tam
wspominali, ale oni na ogół rozmawiali ze sobą, ja nie byłam aż tak
wtajemniczana w plany. Podążałam za nimi, bo lubiłam zwiedzać i zbierać
pamiątki, a cele ich podróży były mi obojętne. Nie chciałam wydać brata w ich
ręce. Nie ważne co on zrobił. Był moim bratem, a ja byłam oddana swojemu bratu.
Pewnie i tak go znajdą, więc nie rozumiałam czemu tak reagują.
Ravis
widząc, że tak nic nie osiągnie puścił mnie na ziemię, jednak nie pozwolił
wstać. Vivienne za to dostała się do mojego umysłu. Widziałam jak wertowała
przez moje wspomnienia. Przez moją rozmowę z bratem, spotkanie Dżejbolsa, moją
odmowę.
- Ty suko –
powiedziała.
- Nie
rozumiem was – powiedziałam.
- Zdradziłaś
nas, jak mogłaś to wszystko powiedzieć? – spytała.
Nadal nie
rozumiałam o co jej chodzi. Co z tego, że opowiedziałam bratu to wszystko?
Dżejbolsowi także wszystko opowiedziałam. Tylko Dżejbolsowi opowiedziałam
jeszcze więcej. Brat i Dżejbols wiedzieli wszystko o mojej drużynie.
- Czy ty
wiesz czym dokładnie jest smocze bractwo? – spytał Lancello.
- Nie –
pokręciłam głową.
W sumie
jedynie się domyślałam. Mówili mi, że są źli, ale nie łączyłam tego z moim
bratem. Mój brat może i robił złe rzeczy, ale wiedział, że lubię swoich
towarzyszy. Nie zrobiłby nic co by im zaszkodziło. Skoro Vivienne czytała w
moim umyśle powinna zobaczyć co myślałam. Przecież nie myślałam o zdradzie, ja
jestem lojalna w stosunku do towarzyszy, ale widać ci którzy czytają w myślach
widzą tylko to co chcą widzieć. Dla mnie to już nie będzie argument jeśli
będzie chodzić o kogoś winę. Widać, że ci co czytają w myślach i oglądają
wspomnienia, tak naprawdę nie potrafią racjonalnie myśleć.
- Jesteś
głupia? Przecież wiele razy ja i Ravis opowiadaliśmy o tym bractwie –
odpowiedziała Vivienne ze złością. Patrzyła na mnie z pogardą. Wiedziałam, że
chcą mnie zabić. Mogli sobie robić co chcą ze mną, ale bałam się o Dżejbolsa.
Milczałam.
Nie ma sensu się bronić, nie ma sensu tłumaczyć. Brat miał rację. Może i
należał do bractwa, może i był zły, ale miał racje. Dwunogi nie myślą, reagują
tylko pod wpływem emocji. Zabijają niewinnych dla własnej uciechy. Pewnie mój
brat robił to samo. A ja zaczęłam się zastanawiać czy przypadkiem coraz więcej
nie zaczyna ich łączyć z moim bratem. Byli silni i wykorzystywali to na swoją
korzyść. Jeśli chcieli zabić zabijali.
Opowiadali
między sobą swoje historie i myśleli, że ja wszystko wiem. Tylko, że nie
bywałam tak często przy nich. Jak byliśmy na sterowcu większość czasu spędzałam
w bibliotece próbując przetłumaczyć księgę alchemiczną. Nie lubiłam stać w
miejscu i strzępić języka. Byłam przy nich jeśli mnie potrzebowali. Zresztą
Vivienne była dla mnie teraz obcą osobą. Od kiedy pojawiło się dziecko i była z
Lancello zmieniła się nie do poznania. To już nie ta sama wampirzyca, którą
poznałam na samym początku. Omijałam ich by unikać niektórych sytuacji. Więc
nie słyszałam o ich przeszłości. O Ravesie opowiadali, że bractwo go
zniszczyło, ale to było tylko wtedy jak Vivienne mówiła co jej zrobił. Reszty
historii nie słyszałam. Zresztą nie podejrzewałam, by mój brat miałby zmienić
stosunek do mnie przez jakieś bractwo. Wtedy nie zdawałam sobie sprawy. W tym
momencie nie byłam pewna kto jest zły. Patrząc na swoich towarzyszy miałam
wątpliwości czy oni są dobrzy.
- Czekajcie
przecież ona nie chciała nas zdradzić – bronił mnie Mikur – To nie było
świadome.
- Mikur ona
powiedziała o nas wszystko – tłumaczyła Vivienne – O tym jak walczymy, co masz
na sobie. Dokładnie wszystko.
Jeszcze
próbował mnie bronić. Widziałam, że Mikur nie podejrzewał mnie o zdradę, że to
tylko mój głupi błąd. Ravis i Vivienne go przekrzyczeli mówiąc, że jest
dzieckiem i się nie zna. Byłam wdzięczna Mikurowi za próbę. Gdy go kiedyś
spotkam postaram się mu jakoś odwdzięczyć.
Dżejbols nie
wytrzymał.
- Ona nie
chciała was zdradzić puśćcie ją –spróbował się do mnie dostać, ale Ravis
uniemożliwił mu to.
- Nie
wtrącaj się, jesteś z nami od dwóch dni, nic nie wiesz – zagroził mu.
- Pierdol
się – odpowiedział Dżejbols, a chwilę potem leżał na ziemi uderzony przez
Ravisa.
Moje oczy
się powiększyły. Strach chciał zapanować nad moim umysłem. Wszystko przestało
mieć znaczenie. Musiałam uratować chłopaka. A oni mi na to nie pozwalali.
Chciałam wstać, jednak Ravis mi to uniemożliwiał.
Mikur
spróbował uleczyć Dżejbolsa, jednak jego zaklęcie nie wyszło. Chłopak umarł. W
oczach mi pociemniało. Walczyłam ze sobą by nic głupiego nie zrobić. Trzeba
było uratować chłopaka. Zaczęłam się bardziej wyrywać do niego. Zabili go,
zabili. Niewinnego. Co on im zrobił? Chciał mnie tylko chronić. A oni
wykorzystali swoją siłę by go zabić. Ravis był taki sam jak to bractwo, które
ściga. Dokładnie taki sam.
Już pojęłam,
że Mścibor i Złodziej zginęli przez swoje czyny, ale Dżejbols nic złego nie
zrobił. Był po prostu bardem, zakochanym smokiem próbującym chronić swoją ukochaną.
- Puśćcie
mnie – powiedziałam ze złością. Ledwo panowałam nad smoczym instynktem, by nie
roznieść wszystkiego w pył. Nie chciałam walczyć i zabijać. Nie towarzyszy.
Obiecałam, że będę im pomagać. Towarzyszy się nie zabija.
- Puszczę
cię jeśli odejdziesz od nas i nigdy nie wrócisz – usłyszałam od Ravisa.
Nie miałam
wyboru. Z początku nic nie mówiłam, ale widziałam, że cierpliwość towarzyszy
się kończy. Nie miałam wyjścia. Kiedyś planowałam ich opuścić wiele razy, ale
trzymałam się przy nich, bo ich lubiłam. Wszystko się skończyło. Przestali dla
mnie cokolwiek znaczyć. Spojrzałam na Mikura, widziałam, że on żałował. Lubił
mnie i ja jego lubiłam. Moja sympatia do niego nie minęła, żałowałam tylko, że
tak się z nim żegnałam. Nagle usłyszałam głos Talatsu w głowie.
- Uwolnij
mnie, a się zemszczę. Pożegnaj się ze Złodziejem i smagnij na mnie nim.
-
Złodziejowi nic się nie stanie? – spytałam w myślach.
- Nie.
- Dobrze.
Czyli
Talatsu był uwięziony. Nie przypuszczałam. Myślałam, że tak jak Brandivor po
prostu to jest jedna z jego postaci. A skoro prosił mnie o uwolnienie to po
prostu chciałam mu pomóc. A jeśli chodzi o pytanie o zemstę było mi wszystko
jedno. Chciałam uratować chłopaka, zabrać go jak najdalej.
- Oddaj
Talatsu – usłyszałam od Vivienne.
- Przystanę
na propozycję Ravisa – odpowiedziałam. W moim głosie nie było strachu, smutku,
jedynie złość, ale też i nie wściekłość. Opanowałam się na tyle by nie zrobić
czegoś głupiego – Nie oddam Talatsu. Odejdę i nie wrócę, ale Talatsu nie oddam.
- Dobrze.
Odejdź i nie wracaj – powiedział Ravis puszczając mnie.
Wzięłam na
ręce swojego chłopaka. Do czego ja doprowadziłam? Przeze mnie mój chłopak był w
moich ramionach martwy. Nie chciałam już do nich wracać. Oni byli gorsi od
bractwa, nawet od Malarów. Bo po nich wiedziałam czego się spodziewać. Co
prawda zaskoczył mnie fakt dotyczący brata. Nie myślałam, że brata tak popsują.
Ci towarzysze byli nieobliczalni, niebezpieczni i udawali dobrych. To gorsze
niż jakiekolwiek bractwo. Bo przed bractwem można się bronić, ma się
świadomość.
- Złodzieju
jak chcesz możesz z nimi zostać – zwróciłam się do Złodzieja – Choć chciałabym
spędzić trochę czasu z tobą.
- Wynoś się
– powiedział Ravis, a Vivienne mu zawtórowała.
Po krótkim
wahaniu Mikur wypuścił Złodzieja, którego wcześniej trzymał, a Złodziej poszedł
ze mną.
Gdy tylko
oddaliłam się od karczmy Talatsu wysunął się z torby. Przeniosłam ciało
Dżejbolsa na jedną stronę, a drugą chwyciłam Złodzieja i smagnęłam nim w
Talatsu. Rozbrzmiał dźwięk metalu, a uwolniony demon zaśmiał się złowieszczo.
Poczułam, że ten demon sprowadzi wiele złego, ale było mi to w tym momencie
obojętne. Chciałam jak najszybciej ożywić chłopaka. Udałam się od razu do
swojego brata.
Ucieczka
Przyszłam z
ciałem chłopaka do brata. Jak mnie zobaczył zdziwił się. Zobaczyłam w jego
oczach iskry mojego dawnego brata.
- Co się
stało? – spytał z niewyczuwalną troską w głosie.
- Moi
towarzysze go zabili – odpowiedziałam załamana, przyciskając bardziej jego
ciało do siebie.
- Kto
dokładnie? – zadał pytanie, w jego oczach pojawiła się chęć mordu.
- Ten smok –
wyrzuciłam to z siebie z obrzydzeniem. Nie chciałam nawet wymawiać jego
imienia.
- Zemścimy
się, choć jesteś mało smocza, nadal jesteś moją siostrą – rzekł.
- Możecie go
wskrzesić? – spojrzałam na towarzyszy brata.
Brat kiwnął
głową.
- Wskrzesimy
go, zaprowadzimy cie w pewne miejsce – spojrzał na mnie – ale chce cie
uprzedzić, że nasz dowódca ma osobliwy charakter.
-
Oczywiście, nie przeszkadza mi to – chciałam jak najszybciej wskrzesić
chłopaka.
Brat
zaprowadził mnie do ich kryjówki. Zobaczyłam starszego smoka, który zajmował
większość sali. Podeszłam do niego wraz z ciałem.
-
Przepraszam, mógłbyś wskrzesić mojego chłopaka? – spytałam.
Jego
charakter był dziwny. Był ciągle rozkojarzony. Wiele razy musiałam prosić o
wskrzeszenie Dżejbolsa nim ten go zupełnie wskrzesił. W między czasie pojawił
się Złodziej, który odgryzł kawałek ciała mojego chłopaka. Chciałam jak
najszybciej wyjść, uciec z tego miasta, chronić Dżejbolsa. Więc jak tylko
został wskrzeszony, wyciągnęłam płaszcz z torby by zasłonić jego dziurę w
piersi.
- Dziękuję –
powiedziałam i zabrałam ze sobą Dżejbolsa.
Oddaliliśmy
się szybko z kryjówki.
-
Przepraszam, że cię nie ochroniłem – powiedział do mnie Dżejbols.
- To ja cię
przepraszam – chwyciłam go za rękę – Przeze mnie zginąłeś. Gdybyś tam ze mną
nie był nie zginąłbyś.
Na zawsze
razem, ale on będąc przy mnie naraził się na niebezpieczeństwo. Zamierzałam
wrócić na kontynent smoków. Tam moi towarzysze nie mają praw. Na swoim
rodzinnym kontynencie mogłam zadbać o bezpieczeństwo chłopaka. Już mogłam
zrezygnować z podróży byle by tylko chronić go.
Wsiedliśmy
do pociągu i uciekliśmy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz