sobota, 10 stycznia 2015

Na ratunek

 (golemy i kanibalistyczne zapędy Mikura)

Nawet nie zdążyliśmy rozprostować kości po lądowaniu, ledwo przeszliśmy kilka kroków  (i ledwo człowiek skończył lanie pod drzewkiem na świeżym powietrzu), a już kurde trzęsienie ziemi, no co jest co cholery? Nie dość, że cały miesiąc lecieliśmy i wybujało i wytrzęsło nami porządnie podczas burz i silnych wiatrów, nieraz to się prawie rozjebaliśmy, i jakimś cudem dolecieliśmy, to znowu coś. A może to tylko moje odczucia? Miesiąc przyzwyczajenia do takich warunków i nagle stały, nie trzęsący się i nie bujający się ląd i organizmowi odbija? Niee, kurde na nasze nieszczęście nie, jednak trzęsienie ziemi….. i jak nagle nie JEBŁO, no ja pierniczę, co do cholery ???... wielka kurde WIELGACHNA ŁAPA, zaraz... WIELGACHNA KAMIENNA ŁAPA złapała nasz kamyczek o złotym sercu !!! i to jak całego normalnie jakby był jakimś szczurem, taaaaaka ta łapa była, i wciągnęła go pod ziemię. Zaraz kurde jak nie jebło drugi raz i jeb Tut złapany, no to reszta zaczęła się ewakuować, kto umiał latać czy miał jakiś magiczny przedmiocik to se poradził, aby uciec od ziemi z zasięgu łap, a JA kurde cooooo??!!?!?!?! Na swoje szczęście akurat byłem za potrzebą więc stałem przy dość dużym drzewie (nie wiedziałem, że umiem się tak kurewsko szybko wspinać). Nawet nie wiem kiedy znalazłem się prawie na szczycie, z którego miałem wgląd na całą sytuację, niestety podczas wspinaczki usłyszałem trzeci huk - to kolejna łapa wyrwała się z ziemi i złapała biednego samuraja-kalekę (Hoashai Miiian czy Hoshai Mino czy jakoś tak mu był, no kurczę nie wiem i kurde nie czas o tym myśleć!!!!).

Po kilku chwilach się wszystko uspokoiło, a po kolejnych kilku minutach pierwsza osoba postanowiła sprawdzić teren, gdy Lancelo stwierdził, że już nie trzęsie, to reszta też postanowiła przypatrzeć się sytuacji z bliska (o mało się nie zjebałem z drzewa schodząc, co ja małpa?). No cóż staliśmy przed niemałym problemem, trzech naszych towarzyszy porwanych przez….. no właśnie kurde CO?? No zaraz, zaraz przecież mamy dwóch długouchych, co są z tego kontynentu, no to, panowie, do spowiedzi. Z tego, co powiedzieli Valarad i Lancelo (i z tego co zrozumiałem), to chyba Steinowie tylko tacy trochę jakby rozjebani umysłowo i zacofani, bo niby jakby ktoś im ukradł jakieś kryształy z ciała, czy coś, to wtedy następuje u Steinów właśnie taki rozrost i utrata inteligencji (hmm... ciekawe, w sumie mamy jednego Steina, więc może kiedyś sprawdzę czy to prawda, co za dziwaczna rasa z tych kamienioludzi). No ale nie pozostało nam nic innego jak ratunek, taaa... tylko kurde jak ? Patrząc na sam rozmiar łap, to te kamienne cholerstwo musiałoby mieć ze 20 metrów !!!!! albo i więcej, to co kurde mamy to bić po palcach i piętach?? A co więksi jebną to coś w kostkę? jak huj, że coś temu zrobimy, ale z drugiej strony zostawić tak tamtych i nawet nie spróbować? To niemęskie kurde, nie ma bata, ruszamy dupska i idziemy.

No to szybko ruszyliśmy (taaa... tak szybko kurcze, że dopiero w podziemiach zorientowaliśmy się, że nie mamy ani jednej pierniczonej pochodni, a nie wszyscy kurde umieją widzieć w ciemności!!!), ale na powrót nie było czasu, gdyż nagle dobiegły nas jęki i wołania o pomoc i coś jakby rozmowa w nieznanym nam języku. Więc zrobiłem to, co zrobiłby każdy rozgarnięty, wziąłem głęboki wdech i krzyknąłem w ciemność tuneli – „GDZIEEEEEEEEEEEE JEEEEEESTEEEEEEŚCIEEEEEEEEEEEEEEE!!!!!!!” -  aaaaaał kurde co jest ?? czemu Otr mnie walnął w łeb? Już ja mu kurde oddam tylko … gdzie on kurde jest? Własnego nosa nie widzę w tych pieprzonych ciemnościach. Po chwili usłyszeliśmy głośne miarowe uderzenia i poczuliśmy równie miarowe drżenia, kurde jeden z nich tu idzie, ja pierdziele i co teraz??  Nagle okazało się, że ten futrzak Otr dysponuje kolejnym dziwnym talentem, złapał mnie i chyba tą babę z kijem w dupie (i chyba pistoletem też, patrząc po tym, że potrafi wyciągnąć spluwę z nikąd, będąc nawet prawie całkowicie naga) i przyparł do ściany, a to coś PRZESZŁO koło nas nawet nas nie zauważyło i polecieliśmy dalej trzymani przez Otra. Z daleka dało się słyszeć tylko jakiś dziwne rozmowy i nagle krzyki, jakby zaprzeczające i jakiś krzyk (tak tym razem to był na pewno troll), a potem jakieś miękkie szarpniecie, po którym nastąpił chrzęst pękających kości (dobrze znam ten odgłos - niejedną szczękę rękę nogę i żebro się połamało), a na koniec krzyk trolla przeszedł w coś w rodzaju pisku zarzynanej świni, a potem jeszcze plaśniecie, jakby ktoś rzucił martwego świniaka na blat (kurde poczułem się głodny, mam ochotę na jakiś dobry kawał mięska). Otr zostawił mnie i sztywną dupę i ruszył sam sprawdzić, każąc nam zostać, no co jest? Może nic nie widzę, ale kurde chyba słyszę, co sie dzieje, poza tym nie lubię stać i nic nie robić. Zrobiłem ledwo kilka kroków i.... ałaa, kurde, co jest? Prawie się wyjebałem po kopnięciu w jakieś żelastwo … po chwili poczułem szarpnięcie i kurde leceeeee …a nie to Otr nas złapał i uciekaliśmy na górę, zdążył jedynie powiedzieć, że wszystko już ok i spierdalamy z tego miejsca.

Po chwili dziki, oślepiający i kurde bolący blask słońca... aaaaaaj, moje oczy kurde, nic nie widzę …. Zanim odzyskałem wzrok poczułem pod dupą zimną podłogę ładowni sterowca, po chwili gdy doszedłem do siebie i przejrzałem na oczy chyba wszyscy byli, zacząłem liczyć: ja, Stein (chociaż jakiś dziwny nieswój był), szlachetna sztywniara, Otr, Valarad, Lancello, PÓŁ TROLLA ??!! heeeee?? Kurde co jest? O i drugie pół Tuta... i... ¾ samuraja?? Znowu heee, a nie tylko protezy łapy mu brakowało (zaraz !!! co ja kopnąłem za żelastwo w jaskini? …. Może lepiej mu nie będę o tym wspominać). Dopiero po chwili zauważyłem, że Mikur ma całą twarz umazaną krwią i jakimiś ochłapami mięsa na torsie, co on kurde, wpierdolił tam kogoś?? Naszego Trolla?? Co do kurde nędzy chodzi tu, ja nie rozumiem, ale niech się do mnie nie zbliża ten kanibal….

Po chwili przybiegła Tasha, lamentując i przeklinając, że zajebaliśmy jej „braciszka” (hee? znaczy... kogo?) (ok. wskazała na Tuta ale co jest Avvarka i troll? Ok. nie wnikam co ich rodzice wyrabiali), no, ale okazało się że Tasha posiada jakieś czary mary i jeb błysło światło i przywróciła trolla do życia całego. Jak ten się nie rzuci na Mikura z pięściami i okrzykami, że ten go zabił, kazał rozszarpać i podać sobie do jedzenia (że co kurde?? Więc jednak Mikur wpierdzielił nam Tuta!!!), a Mikur, że to nie on, że to pomyłka (taaa pomyłka, morda we krwi i ochłapach mięsa) i na trolla z pięściami, zaraz kurde chwila LEJĄ SIĘ ?? BEZE MNIE??  Nie, nie nooo... tak nie będzie, za długo nie było dobrego lania po mordach, nie ma bata, wbijam się do zabawy …  niestety Lancelo wszystko zepsuł, krzycząc, że jak się we trzech nie uspokoimy to rozbije flaszkę krasnoludzkiego spirytusu (taa wszyscy wiemy czym to grozi, pieprzony Jednorożec alkoholik wyczuje każdą krople alkoholu, a jak się nachleje to atakuje wszystko bez pamięci), co to, to nie, na szczęście są sposoby na takie coś, jedna chwila i nim ktokolwiek zauważył flaszka była w mojej ręce. Niestety ten skurczybyk wyciągnął łuk i, nie patrząc, strzelił w butelkę… przez moją drugą rękę, kurde ałaaa, ja pierdziele, ta drużyna sama mnie prędzej zajebie, zanim ktokolwiek inny zdąży, (a Lancelo kiedyś dostanie ode mnie wpierdziel, flaszki się nie rozbija, taka strata), no ale poszło i cała zawartość na podłogę….. następne kilka godzin spędziliśmy w większości wisząc na zewnątrz sterowca i czekając, aż Jednorożec przestanie rozrabiać …. Co też pozwoliło wszystkim się uspokoić i w miarę wyjaśnić sobie sytuację, że to niby te wielkie golemy uznały Mikura za swoje „Dziecko” - buhahahahaha, ale się lałem, jak opowiadał, jak go niańczyli lulali do snu i karmili – no właśnie karmili, ponoć zjadł krasnoluda, potem chcieli mu dać kawałek samuraja, ale mu nie smakował, więc postanowiły go nakarmić trollem, najpierw ręka potem reszta… w każdym razie chłopaki się jakoś dogadali i, gdy już można było bezpiecznie wejść na sterowiec, ruszyliśmy dalej w stronę krasnoludzkiego miasta, bo niby jakiś festyn się zaczynał (zaraz... krasnoludy, festyn, impreza, no kurde tam chlania i żarcia i dobrej rozrywki będzie od zajebania, no jasne, że idę, krasnoludy to jedne z lepszych kompanów do chlania żarcia i napierdalania) ooooj... będzie zabawa… już nie mogę się doczekać...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz