czwartek, 16 kwietnia 2015

Jak zaczęłam podróż


Porwanie
Urodziłam się jako najmłodsza z rodzeństwa. W rodzinie były same dziewczyny, co nie zadowalało ojca. Miał on 4 córki: Stefania, Elonela, Miriana i Irina (czyli mnie). Marzył o synu, który by zarabiał, jednak ja mu te nadzieję odebrałam. Byłam ostatnim dzieckiem naszej matki, ponieważ krótko po moich narodzinach zmarła. Ojciec nauczył nas ciężko pracować, a siostry przekazały mi to co powinna umieć każda kobieta. I na początku głównie prałam, cerowałam, sprzątałam, gotowałam. Siostry gdzieś wychodziły, a gdy pytałam gdzie idą zbywały mnie. Ojciec często się denerwował na nas i karał jak nie zrobiłyśmy czegoś po jego myśli. Ja w większości przypadków miałam szczęście i sam sobie robił krzywdę niż mnie. Gdy dorastałyśmy dostałyśmy więcej obowiązków. Nie należeliśmy do bogatej rodziny dlatego nauczyłam się potem szyć ubrania dla sióstr i taty. Nosiłam i rąbałam drewno na opał. Wszystkie obowiązki w domu spadły na mnie. Osobiście się cieszyłam, dzięki temu więcej wiedziałam, wyrabiałam sobie siłę i potrafiłam coraz lepiej organizować sobie czas. Ojciec potem nie miał o nic do mnie pretensji, bo wypełniałam wszystkie jego polecenia w błyskawicznym tempie, gorzej było z moimi siostrami, które zaczęły się potem do mnie wrogo odnosić.
- Idź po zakupy – powiedziała jedna złośliwie. – Nie ma czego go garnka włożyć.
Wszystko jedzenie kupowaliśmy, nie mieliśmy własnego gospodarstwa, choć ojciec chciał by mieć. Jednak jakoś nasze pieniądze dziwnym trafem znikały.
- Dobrze, a dasz trochę pieniędzy? – spytałam.
- Skombinuj sobie – zaśmiała się najstarsza z sióstr Stefania.
- Dobrze – odparłam i wyszłam z koszykiem z naszej chaty. Nasza chata składała się z dwóch izb. W jednej była kuchnia ze spiżarnią, w drugiej wszyscy spaliśmy. Udałam się do sąsiadów.
- Przepraszam – zaczepiłam sąsiadkę – Może w czymś pomóc?
- Jak dobrze, że przyszłaś – ucieszyła się na mój widok. Znana byłam w okolicy z niesienia pomocy. – Pomogłabyś mi z praniem? Muszę szybko ugotować obiad nim mąż wróci.
- No pewnie – odrzekłam z entuzjazmem.
Postawiłam koszyk przy drzwiach do chaty. Chwyciłam brudne ubrania i pomogłam z praniem. Dość szybko się z tym uwinęłam.
- Wysłali cię na zakupy? – spytała mnie patrząc na koszyk.
- No niby tak, ale nie dali mi pieniędzy – odpowiedziałam.
- Twój ojciec nie zasługuje na ciebie – stwierdziła dając mi do koszyka kilka produktów.
- Nie musi pani – powiedziałam chcąc oddać podarowane jedzenie.
- Jesteś dobrą osobą Irino, będzie z ciebie wspaniała kobieta – odparła.
Miałam wtedy 15 lat. Wszystko co przynosiłam do domu dostawałam od sąsiadów, którym pomagałam gdy wykonałam obowiązki w chacie. Ojciec chwalił moją zaradność karząc siostry za to, że same nie były takie zaradne. Siostry miały już tego dość i postanowiły się mnie pozbyć z chaty. Nie mogły tego zrobić oficjalnie, ponieważ cała nasza wioska była za moją osobą. Wynajęły dwóch mężczyzn, którzy mieli mnie porwać. Wybrali moment gdy zbierałam drewno w lesie. Poczułam jak jeden z nich uderza mnie w kark i straciłam przytomność. Obudziłam się w powozie. Miałam związane ręce i nogi. Otworzyłam oczy, obok mnie siedział jeden z mężczyzn.
- Przepraszam – odezwałam się. – Mógłby pan mnie posadzić, niewygodnie mi trochę.
Zobaczyłam jego twarz. Był to młody chłopak, pewnie niewiele starszy ode mnie. Chyba należał do przyjaciół jednej z moich sióstr.
- Nie zasłoniłeś jej ust? – spytał drugi, który prowadził powóz.
- Zasłaniałem – odburknął i szukał szmatki by przymknąć mi usta.
- Nie będę krzyczeć – obiecałam – Chce tylko usiąść.
- Nie słuchaj jej, jeszcze zobaczy, gdzie jedziemy – odkrzyknął tamten.
Chłopak patrzył się na mnie z zaciekawieniem. Ignorując polecenie kolegi posadził mnie bym mogła lepiej mu się przyjrzeć. Miał ciemne włosy i podobnego koloru oczy. Był trochę umięśniony.
- Dokąd mnie wieziecie? – spytałam szeptem, by nie usłyszał nas woźnica.
- Daleko od twojego domu – odszepnął tylko.
- Mam na imię Irina – przedstawiłam się i wystawiłam związane ręce by się przywitać.
- Kes – odpowiedział przyglądając mi się uważniej.
Ja w tym czasie ułożyłam się wygodniej, by mi nie cierpły nogi. Specjalnie nie patrzyłam w stronę woźnicy, gdzie widać byłoby drogę. Nie chciałam prowokować porywaczy.
- Czy mogłabym trochę wody? – poprosiłam. Kes podał mi wodę bym mogła się napić. Byłam bardzo spragniona, nawet nie wiedziałam ile czasu byliśmy w drodze.
- Ile czasu spałam? – spytałam się.
- Dwa dni.
- I przez cały czas jechaliśmy? – byłam zaskoczona faktem, że człowiek może być tak długo nieprzytomny.
Kiwnął głową.
- To daleko pewnie jesteśmy – zamarzyłam się. Kiedyś marzyłam o odwiedzeniu jakiegoś odległego miejsca. A byłam w podróży dwa dni. Odwiedzę dalekie miejsce. Spojrzałam na związane ręce i nogi. Raczej nie będę zwiedzać.
- Co zamierzacie ze mną zrobić? – spytałam cicho po chwili.
- Nic szczególnego – uspokoił mnie – zawozimy towar i przy okazji ciebie.
- Jestem towarem? – spytałam trochę przestraszona.
- Nie – pokręcił głową. – Tylko cię tam zawozimy, a potem możesz robić co chcesz.
Odetchnęłam z ulgą. Słyszałam wiele opowieści co robią porywacze z młodymi kobietami. Zerknęłam na swoje ciało. Siostry śmiały się ze mnie, że mam bardziej męskie ciało niż kobiece, choć w ostatnim czasie nabrałam trochę krągłości. Nie były jakoś szczególnie widoczne, ale były.
Powóz się zatrzymał, a woźnica zajrzał do powozu.
- Posadziłeś ją – powiedział gniewnie.
On miał podobne rysy co Kes, tylko był bardziej umięśniony.
- Nie denerwuj się – odparł do niego Kes – Nie krzyczy przecież.
- Ale zapamięta twarze głąbie – Zszedł do nas na powóz patrząc na mnie tak jakby próbował mi zrobić krzywdę. Przestraszyłam się. Nie miałam gdzie uciec, a związane ręce i nogi utrudniały mi jakikolwiek ruch. Zasłoniłam głowę związanymi rękami by choć trochę się uchronić.
- Przestań – powstrzymał mojego oprawcę Kes.
- Co przestań? – spytał się gniewnie – Przecież ona może zgłosić porwanie, wiesz co za to grozi takim jak my?
- Nic nie zgłoszę – powiedziałam szybko.
- Ty się nie odzywaj – machnął rękę uderzając o rękę, którą przysłoniłam głowę. Siła uderzenia spowodowała utracenie przeze mnie równowagi. Upadłam na podłogę powozu.
- Nie bij jej – usłyszałam swojego wybawcę.
- Bo co? Zakochałeś się w niej? – zaśmiał się. – Przecież ona nawet ciała nie ma. Choć zawsze możemy sprawdzić.
Usłyszałam kroki. Woźnica odwrócił mnie do siebie. Miał rubaszny uśmiech. Dotknął mojej prawej piersi. Pisnęłam, próbując zasłonić się związanymi rękami. Jednak był ode mnie silniejszy i jedną ręką chwycił moje ręce. Zamknęłam oczy wystraszona. Nagle poczułam jak oprych upada obok mnie.
- Już wszystko dobrze – uspokajał mnie Kes. Wziął nóż i przeciął więzy. Przytuliłam go próbując opanować strach.
- Odbiło ci – oprawca wstał.
Słysząc to odsunęłam się od Kesa i spojrzałam na łotra. Byłam wystraszona, ale miałam wolne ręce. Mogłam się bronić.
- Po prostu jedźmy – stwierdził Kes powstrzymując swojego kolegę.
- Ona powinna być związana – oznajmił kolega szukając liny. Znalazł tylko tą przeciętą nożem.
- Nie ucieknie nam.
- Skąd ta pewność? – spytał gniewnie.
- Czy widzisz by próbowała?
Zerknął na mnie, a ja patrzyłam mu w oczy. Był człowiekiem w gorącej wodzie kąpanym.
- A zresztą – machnął ręką zrezygnowany, minął mnie i wsiadł z powrotem na kozła.
Powóz po chwili ruszył.
- Przepraszam cię za mojego brata – powiedział Kes.
- Nic mi nie jest – zapewniłam go – Wystraszyłam się po prostu.
Powoli roztrzęsienie mi mijało. Nie byłam już związana, więc mogłam swobodnie oprzeć się o ścianę powozu. Rozcierałam nadgarstki, które otarły się od sznura.
- Może byś coś zjadła? – spytał się przerywając ciszę.
- Z chęcią – uśmiechnęłam się do niego, a on odwzajemnił uśmiech.
Podał mi chleb i kawałek kiełbasy. Zjadłam to w dość szybkim tempie. Kiełbasa była dla mnie rarytasem. Nie miałam zbyt często okazji jeść takie potrawy. Po zapełnieniu żołądka pragnęłam się odświeżyć. Od dwóch dni w jednej sukni. Może moim prześladowcom to nie przeszkadzało, ale ja wolałabym zmienić suknię. Nie miałam ze sobą nic na przebranie, ogólnie nic nie miałam. Zabrali mnie w sukni i szmacie, w której noszę chrust.
- Daleko jeszcze mamy do miasta? – tym razem ja przerwałam ciszę.
- Niedługo powinniśmy dojechać – odpowiedział.
- A możemy się gdzieś zatrzymać po drodze? – spytałam.
- Po co? – uniósł brwi zaskoczony – Nie zależy ci na szybszym uwolnieniu się od nas?
- Nie – pokręciłam głową. – Chciałam się odświeżyć przy jakimś strumieniu.
- Dziewczyny – westchnął tylko. – Ej bracie zrobimy przerwę?
- Na co ci przerwa?
- Muszę się odlać.
Powóz skręcił trochę z traktu. Zaskoczyła mnie bezpośredniość Kesa. Ja nie odważyłabym się powiedzieć tego tak beztrosko. Chyba musiałam zmienić podejście.
Po chwili stanęliśmy. Usłyszałam jak brat Kesa zeskakuje z kozła. Kes zszedł z powozu i podał mi rękę bym zeszła.
- Nie rozpieszczaj tak tej panny – krzyknął do niego woźnica – Przecież i tak się jej pozbędziemy.
- Możesz się odświeżyć – wskazał na las, zignorował zaczepkę brata.
Weszłam do lasu z zamiarem znalezienia strumienia. Na swoje szczęście znalazłam takie po krótkim szukaniu. Rozejrzałam się w koło. Nikogo w zasięgu wzroku nie widziałam. Ściągnęłam suknię i obmyłam swoje ciało. Dało mi to odrobinę świeżości. Woda w strumieniu była chłodna. Założyłam z powrotem suknię. Może w mieście uda mi się jakąś nową skombinować. Tam było wiele możliwości do zarobku. Liczyłam na to, że uda mi się zatrzymać u kogoś, a potem wrócić do rodziny. Może i siostry chciały mnie się pozbyć, a ojciec nie grzeszył w stosunku do nas miłością, ale tam był mój dom. Tam się wychowałam i chciałam wrócić, by pomagać sąsiadom. Kto wie, może nauczę się czegoś o leczeniu.
Skierowałam się ponownie do powozu. Drogę mniej więcej kojarzyłam, widziałam prześwit między drzewami, więc nie odeszłam za daleko. Nagle usłyszałam jakiś hałas. Zatrzymałam się i schowałam za drzewem. Wyjrzałam za niego pełna obaw. Słyszałam odgłosy walki. Byłam zbyt wystraszona by wyjść pomóc. Na walce nie znałam się zupełnie. Do tej pory tego nie potrzebowałam. Czekałam ukryta za drzewem. Słaba to była kryjówka, ale za bardzo się bałam by ruszyć z miejsca. Gdy wszystko ucichło ruszyłam w kierunku powozu. Wyszłam z lasu jednak nie widziałam ani wozu ani moich oprawców.
- Kes – zawołałam szeptem.
Rozejrzałam się dookoła. Z obu stron otaczał mnie las. Może wyszłam z innej strony? Szłam trochę blisko głównego traktu. Zobaczyłam ślady powozu, a niedaleko od nich leżące ciała. Podbiegłam. Ciała należały do moich oprawców. Nie musiałam podchodzić bliżej by wiedzieć, że nie żyją. Co ich zaatakowało? Kolejne pytanie: Czy to nadal tutaj jest? Jedyne co mi pozostało to iść dalej tym traktem z nadzieją na spotkanie jakiegoś człowieka.
Do zmroku zostało mi niewiele czasu, więc musiałam się spieszyć. Wędrowanie po ciemku nie jest dobrym pomysłem. W ciemności czai się wiele zła. Różne potwory, groźni ludzie. Szłam szybkim krokiem. Z tego co mówił Kes miasto powinno być gdzieś blisko.
Podsumowując: wyszłam z tego bez obrażeń, uwolniłam się od oprawców, przewietrzyłam się, no i poznam nowe miejsce. Wykluczając martwe ciała i zbliżający się wieczór, to nie było tak źle.

Piratka
Słońce chyliło się już ku zachodowi, a nadal nie widziałam miasta. Zaczynałam się martwić o swoje bezpieczeństwo. Światło dnia powoli znikało. Gdy myślałam, że będę musiała walczyć usłyszałam jadący powóz. Zatrzymałam się i pomachałam. Powóz zatrzymał się przy mnie, a powoził go olbrzym. Może nie tak zupełnie olbrzym, ale był duży, umięśniony i łypał na mnie spod oczu.
- Panienka się zgubiła? – spytał głośno, w jego głosie wyczułam groźbę.
- Tak trochę – odpowiedziałam spokojnie. Byłam w pełni nadziei, że on nie jest groźny.
- Chłopaki mamy panienkę – zaśmiał się rubieżnie. Ja tymczasem zrobiłam krok w tył.
Z wozu wysypało się pięciu oprychów. Wszyscy byli podobnie zbudowani do woźnicy. Zbliżali się powolnym krokiem. Nie byłam w stanie nic zrobić. Stałam w miejscu czekając aż podejdą.
- Chciałam się spytać czy byście nie podwieźli mnie do miasta? – miałam wielką nadzieję, że moje obawy się nie spełnią.
W odpowiedzi wszyscy zaśmiali się.
- Ta panienka jest zabawna – powiedział jeden z nich.
- Trzeba jej to przyznać, może będzie naszym błaznem? – zapytał drugi.
- No nie wiem – kolejny się zastanowił – szkoda marnować takie ciało.
- Chłopaki opanujcie narządy – krzyknęła z wozu jakaś kobieta. Wyskoczyła i mogłam się jej lepiej przyjrzeć. Kobieta była umięśniona, miała na sobie ciemną zbroję, a przy pasie długi miecz. Wzbudzała większy strach niż ci wszyscy mężczyźni. Podeszła do mnie.
- No kochaniutka, co tutaj robisz sama? – spytała się mrużąc oczy.
- Zgubiłam się – powtórzyłam to co wcześniej mówiłam.
Kobieta bardziej zmrużyła oczy, jakby chciała czegoś się dowiedzieć od samego patrzenia na mnie.
- Sama po świecie podróżujesz? – nie dawała spokoju – Przecież jest niebezpiecznie dla takich kobiet – przy tym zdaniu się uśmiechnęła paskudnie.
- Nie podróżuję – zaprzeczyłam – Po prostu mnie wywieźli i tutaj zostawili. Nie mam pojęcia gdzie jestem – powiedziałam szczerze. Nie chciałam ukrywać prawdy przed tą kobietą, wydawało mi się, że ona wie wiele i próbowała coś ode mnie wyciągnąć.
- Od razu widać, że żadna z ciebie podróżniczka – zaśmiała się. – Podwieziemy cię – obiecała – Ej chłopaki tylko bez numerów – pogroziła do nich.
- Dziękuję – uśmiechnęłam się – Nie wiem jak się odwdzięczyć.
- Nie martw się o to – uspokoiła mnie – Już ja coś wymyślę.
Wpuścili mnie na powóz z szerokimi uśmiechami. Miałam złe przeczucia co do życzliwości kobiety. Dość szybko przekonałam się do czego chciała mnie wykorzystać. Zostałam „pomocnicą”. Głównie prałam, gotowałam, nosiłam ich niektóre rzeczy, robiłam zakupy jak czegoś potrzebowali. Żyli wszyscy razem w gospodzie. Dużo pili, mnie też częstowali, ale odmawiałam. Żaden z piratów, bo byli piratami, mnie nie męczył. Odpowiadała mi praca u nich, ponieważ płacili mi za to co robiłam. Może to nie było dużo, ale znacznie więcej niż miałam dotychczas. Opowiadali mi różne historie: o bohaterach, złoczyńcach, pewnych zdarzeniach ze świata. Dzięki temu byłam w miarę na bieżąco. Do mojej wioski niewiele dochodziło wiadomości ze świata.
- Trzeba ci inny strój załatwić – stwierdziła pijana piratka. Nosiła imię Egratlina – Ten mi nie pasuje. Ej chłopaki kupmy naszej służce strój.
Zaprowadzili mnie na rynek by wyszukać odpowiedni strój. Do tej pory nikt mi nic nie kupował, więc byłam podekscytowana. Przeglądali suknie dla mnie, potem przeszli do sukienek, niektóre były naprawdę kuse. W końcu wybrali mi granatową sukienkę sięgającą poniżej kolan oraz długi płaszcz podobnego koloru. Jeszcze dodali kilka podobnych sukien bym miała na zapas.
- Jak podróżujesz z nami powinnaś wyglądać – oznajmiła Egratlina.
- Ale chciałabym wrócić do rodziny – przypomniałam.
- Bzdura – machnęła ręką dając mi pakunki – Od razu się przebierz.
Kiwnęłam głową. Może to nie był czas jeszcze powrotu, a podróżowanie kusiło. Pewnego dnia pani kapitan zakupiła statek by ruszyć się z lądu. Do tej pory piraci o mnie dbali i trzymali mnie z daleka od większych burd. Od mojej strony byli bardzo przyjaźni. Szykowaliśmy się do wypłynięcia. Mi kazano zostać na statku bym nikogo nie kusiła. Nie wiedziałam wtedy o co dokładnie chodzi. Posłusznie zostałam na statku i czekałam na powrót piratów. W nowej sukni czułam się rewelacyjnie. Była zupełnie inaczej uszyta niż te, które do tej pory nosiłam. Jakby dopasowana do mojego ciała.
Nagle usłyszałam krzyk niedaleko od statku. Ktoś wołał pomocy. Zeszłam ze statku i udałam się w miejsce skąd dochodziło wołanie. Potknęłam się o linę, by złapać równowagę chwyciłam latarni. Przed sobą zobaczyłam piratów z którymi podróżowałam. Napadli na kobietę, która ze wszystkich sił próbowała się bronić. Miała rozdartą suknię, drogi do ucieczek brak.
- Co wy robicie? – spytałam.
Wszyscy odwrócili się w moją stronę. Ich wzrok mówił mi, że oni nie myślą, oni działają. Chcieli zrobić krzywdę tej kobiecie i teraz skierowali tę chęć na mnie.
- Panienka przyszła się zabawić – odpowiedział jeden z nich zbliżając się do mnie.
Wszyscy byli ode mnie szybsi. Szanse na ucieczkę były marne.
- Nie wygląda to na zabawę – stwierdziłam – Przy zabawie muszą się obie strony bawić.
- Ona się bawi tylko jeszcze o tym nie wie – powiedział inny pirat.
Wszyscy byli mocno pijani. Trzech szło w moim kierunku, a pozostała czwórka nadal próbowała dobrać się do kobiety.
- Przestańcie – poprosiłam.
Tym razem wątpiłam w to czy mnie posłuchają. Gdy alkohol wchodzi w grę sprawa z góry jest przegrana. Nie ma miejsca na myślenie. Wiedziałam, że nie mogę zacząć uciekać. Myślałam co zrobić by uratować i siebie, i kobietę. Odór alkoholu powoli obejmował najbliższą okolicę. Uratował nas wybuch. Wszyscy padliśmy na ziemię. Na moment mnie ogłuszyło.
Budynek koło nas stanął w płomieniach, a na jego tle widziałam Egratlinę.
- No chłopaki mamy łupy – zawołała – Nie leżcie tak, mówiłam byście się odsunęli. Spojrzała na mnie – Miałaś siedzieć na statku.
Oparłam się rękoma o podłożę i podniosłam do pozycji siedzącej.
- Oni napadli kobietę – powiedziałam z wyrzutem.
- Muszą się jakoś zabawić – zaśmiała się – w końcu są piratami.
- Ale przecież tak się nie robi – pokręciłam głową.
- A chcesz być ich zabawką? – spytała z groźbą w głosie.
Piraci wstawali otrzeźwieni wybuchem. Kobieta, która była przez nich zaatakowana leżała nieprzytomna. Jeden z piratów wziął ją na ręce i przerzucił sobie przez ramię.
- Idziemy się zabawić chłopaki – zaśmiał się rubasznie.
Nie mogłam w to uwierzyć. Podróżowałam z nimi tyle czasu i nie widziałam jacy oni są. Jak można tak krzywdzić drugą osobę.
- Nie róbcie jej krzywdy! – krzyknęłam do nich. Odwrócili się do mnie. Każdy miał poirytowanie w oczach.
- Uspokój się dziewczynko, bo ciebie spotka to samo – zagroził pirat trzymający nieprzytomną kobietę.
Piratka podeszła do mnie i uderzyła mnie w twarz. Upadłam na kolana.
- Nie waż się mi przeciwstawiać – ostrzegła groźnie – jesteś moją własnością.
Własnością. Czyli tak mnie postrzegali piraci. Dlatego nic mi nie groziło. Byłam kogoś własnością, rzeczą, którą można wyrzucić. Nie byłam nawet dla nich człowiekiem. Policzek bolał mnie od uderzenia, ale nie wstałam z ziemi. Głowę miałam pochyloną. Nie byłam w stanie uratować tej kobiety, ale mogłam spowodować, że piraci zapłacą za swój czyn.
- Wróć na statek Irina i nawet nogi stamtąd nie ruszaj – rozkazała Egratlina.
Odeszła zostawiając mnie siedzącą na ziemi. Wstałam rozglądając się wokół. Nie było śladów po piratach, a budynek jeszcze płonął, choć ogień powoli gasł. Widziałam w którą stronę odchodzili, dlatego skierowałam się w przeciwną stronę. Chciałam uratować tę kobietę. Może jeszcze dam radę. Pobiegłam. W planach miałam zgłosić straży miejskiej. Jednak powstrzymała mnie piratka.
- Sprzeciwiasz mi się – zagrzmiała.
Zatrzymałam się. Urosła w moich oczach. Już nie wyglądała na piękną kobietę. W oczach miała wściekłość, jej postawa wyrażała wrogość. Cofnęłam się o krok.
- Teraz ci pokażę co znaczy przeciwstawianie się mi – w ręku miała miecz, na ciele zbroję. Uniosła miecz do ciosu. Czas zwolnił. Widziałam wyraźnie jak ten miecz się do mnie powoli zbliża. Wrosłam w ziemię, nie byłam w stanie się ruszyć. Zdążyłam jedynie zamknąć oczy. Usłyszałam upadek. Otworzyłam oczy i zobaczyłam leżącą przede mną Egratlinę.
- Egratlina? – kucnęłam przy niej.
Kobieta była nieprzytomna. Sprawdziłam puls. Nie mogłam go wyczuć. Rozejrzałam się za jakąś pomocą, jednak w zasięgu wzroku nikogo nie było. Udałam się do bardziej zaludnionego miejsca by znaleźć pomoc. Nadal chciałam uratować kobietę. Zaczepił mnie jeden mężczyzna.
- Widziałaś tę kobietę? – spytał pokazując mi kobietę, którą atakowali piraci.
- Tak – kiwnęłam głową – Została porwana, właśnie szukałam pomocy.
- Porwana? – jego głos stał się pusty, a w oczach zobaczyłam czerń.
- Mogę wskazać miejsce, gdzie ostatnio ją widziałam – zaproponowałam.
Kiwnął głową i poszedł za mną. Wskazałam mężczyźnie miejsce w które udali się piraci.
- A czasem nie wezwać jeszcze strażników? – spytałam.
- Nie trzeba – zaprzeczył – Sam sobie z nimi poradzę.
Zabrzmiało to jak groźba. Stanęłam przed dylematem czy iść z tym mężczyzną czy pomóc Egratlinie. Wybrałam piratkę. Nie wiedziałam z jakiego powodu padła na ziemię bez życia, więc chciałam jej pomóc. Wróciłam na miejsce gdzie zostawiłam kobietę. Zobaczyłam rozbebeszone ciało. Zakryłam usta dłońmi. Nie było mnie tylko kilka minut. Kto mógł coś takiego zrobić? Obok nie było żywej duszy. Postanowiłam udać się do strażników zgłosić sprawę. Na ten moment zapomniałam o piratach. Szybko znalazłam jakiegoś strażnika i zaprowadziłam na miejsce zbrodni. Kazali mi zostać w mieście jako świadek, a ja na to przystałam. Jeden ze strażników zaprowadził mnie w bezpieczne miejsce. Gdy opowiedziałam co się wydarzyło, puścili mnie. Nie stanowiłam zagrożenia. Udałam się na okręt, który kupiła Egratlina. Zostałam jedyna przy życiu. Statek do niczego nie był mi potrzebny, ale zostawiłam tak kilka rzeczy. Gdy doszłam na okręt zobaczyłam wbite we włócznie głowy każdego z piratów. Czyli nie zostali zamknięci tylko zabici. Weszłam na okręt i szybko odeszłam z tego miejsca. Na moje szczęście nikt mnie nie widział. Ponownie wróciłam do strażników by zgłosić trupy na statku. Dość szybko sprawa się rozwiązała, a ja mogłam potem opuścić miasto. Odjechałam jednym z powozów. Zaoferowałam swoją pomoc pewnemu kupcowi nie żądając nic w zamian.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz