Porwanie
Urodziłam się jako najmłodsza z rodzeństwa. W rodzinie były same
dziewczyny, co nie zadowalało ojca. Miał on 4 córki: Stefania, Elonela,
Miriana i Irina (czyli mnie). Marzył o synu, który by zarabiał, jednak ja mu te
nadzieję odebrałam. Byłam ostatnim dzieckiem naszej matki, ponieważ krótko po
moich narodzinach zmarła. Ojciec nauczył nas ciężko pracować, a siostry
przekazały mi to co powinna umieć każda kobieta. I na początku głównie prałam,
cerowałam, sprzątałam, gotowałam. Siostry gdzieś wychodziły, a gdy pytałam
gdzie idą zbywały mnie. Ojciec często się denerwował na nas i karał jak nie
zrobiłyśmy czegoś po jego myśli. Ja w większości przypadków miałam szczęście i
sam sobie robił krzywdę niż mnie. Gdy dorastałyśmy dostałyśmy więcej obowiązków.
Nie należeliśmy do bogatej rodziny dlatego nauczyłam się potem szyć ubrania dla
sióstr i taty. Nosiłam i rąbałam drewno na opał. Wszystkie obowiązki w domu
spadły na mnie. Osobiście się cieszyłam, dzięki temu więcej wiedziałam,
wyrabiałam sobie siłę i potrafiłam coraz lepiej organizować sobie czas. Ojciec
potem nie miał o nic do mnie pretensji, bo wypełniałam wszystkie jego polecenia
w błyskawicznym tempie, gorzej było z moimi siostrami, które zaczęły się potem
do mnie wrogo odnosić.
- Idź po zakupy – powiedziała jedna złośliwie. – Nie ma czego go
garnka włożyć.
Wszystko jedzenie kupowaliśmy, nie mieliśmy własnego gospodarstwa,
choć ojciec chciał by mieć. Jednak jakoś nasze pieniądze dziwnym trafem
znikały.
- Dobrze, a dasz trochę pieniędzy? – spytałam.
- Skombinuj sobie – zaśmiała się najstarsza z sióstr Stefania.
- Dobrze – odparłam i wyszłam z koszykiem z naszej chaty. Nasza chata
składała się z dwóch izb. W jednej była kuchnia ze spiżarnią, w drugiej wszyscy
spaliśmy. Udałam się do sąsiadów.
- Przepraszam – zaczepiłam sąsiadkę – Może w czymś pomóc?
- Jak dobrze, że przyszłaś – ucieszyła się na mój widok. Znana byłam w
okolicy z niesienia pomocy. – Pomogłabyś mi z praniem? Muszę szybko ugotować
obiad nim mąż wróci.
- No pewnie – odrzekłam z entuzjazmem.
Postawiłam koszyk przy drzwiach do chaty. Chwyciłam brudne ubrania i
pomogłam z praniem. Dość szybko się z tym uwinęłam.
- Wysłali cię na zakupy? – spytała mnie patrząc na koszyk.
- No niby tak, ale nie dali mi pieniędzy – odpowiedziałam.
- Twój ojciec nie zasługuje na ciebie – stwierdziła dając mi do
koszyka kilka produktów.
- Nie musi pani – powiedziałam chcąc oddać podarowane jedzenie.
- Jesteś dobrą osobą Irino, będzie z ciebie wspaniała kobieta –
odparła.
Miałam wtedy 15 lat. Wszystko co przynosiłam do domu dostawałam od
sąsiadów, którym pomagałam gdy wykonałam obowiązki w chacie. Ojciec chwalił
moją zaradność karząc siostry za to, że same nie były takie zaradne. Siostry
miały już tego dość i postanowiły się mnie pozbyć z chaty. Nie mogły tego
zrobić oficjalnie, ponieważ cała nasza wioska była za moją osobą. Wynajęły
dwóch mężczyzn, którzy mieli mnie porwać. Wybrali moment gdy zbierałam drewno w
lesie. Poczułam jak jeden z nich uderza mnie w kark i straciłam przytomność.
Obudziłam się w powozie. Miałam związane ręce i nogi. Otworzyłam oczy, obok
mnie siedział jeden z mężczyzn.
- Przepraszam – odezwałam się. – Mógłby pan mnie posadzić, niewygodnie
mi trochę.
Zobaczyłam jego twarz. Był to młody chłopak, pewnie niewiele starszy
ode mnie. Chyba należał do przyjaciół jednej z moich sióstr.
- Nie zasłoniłeś jej ust? – spytał drugi, który prowadził powóz.
- Zasłaniałem – odburknął i szukał szmatki by przymknąć mi usta.
- Nie będę krzyczeć – obiecałam – Chce tylko usiąść.
- Nie słuchaj jej, jeszcze zobaczy, gdzie jedziemy – odkrzyknął
tamten.
Chłopak patrzył się na mnie z zaciekawieniem. Ignorując polecenie
kolegi posadził mnie bym mogła lepiej mu się przyjrzeć. Miał ciemne włosy i
podobnego koloru oczy. Był trochę umięśniony.
- Dokąd mnie wieziecie? – spytałam szeptem, by nie usłyszał nas
woźnica.
- Daleko od twojego domu – odszepnął tylko.
- Mam na imię Irina – przedstawiłam się i wystawiłam związane ręce by
się przywitać.
- Kes – odpowiedział przyglądając mi się uważniej.
Ja w tym czasie ułożyłam się wygodniej, by mi nie cierpły nogi.
Specjalnie nie patrzyłam w stronę woźnicy, gdzie widać byłoby drogę. Nie
chciałam prowokować porywaczy.
- Czy mogłabym trochę wody? – poprosiłam. Kes podał mi wodę bym mogła
się napić. Byłam bardzo spragniona, nawet nie wiedziałam ile czasu byliśmy w
drodze.
- Ile czasu spałam? – spytałam się.
- Dwa dni.
- I przez cały czas jechaliśmy? – byłam zaskoczona faktem, że człowiek
może być tak długo nieprzytomny.
Kiwnął głową.
- To daleko pewnie jesteśmy – zamarzyłam się. Kiedyś marzyłam o
odwiedzeniu jakiegoś odległego miejsca. A byłam w podróży dwa dni. Odwiedzę
dalekie miejsce. Spojrzałam na związane ręce i nogi. Raczej nie będę zwiedzać.
- Co zamierzacie ze mną zrobić? – spytałam cicho po chwili.
- Nic szczególnego – uspokoił mnie – zawozimy towar i przy okazji
ciebie.
- Jestem towarem? – spytałam trochę przestraszona.
- Nie – pokręcił głową. – Tylko cię tam zawozimy, a potem możesz robić
co chcesz.
Odetchnęłam z ulgą. Słyszałam wiele opowieści co robią porywacze z
młodymi kobietami. Zerknęłam na swoje ciało. Siostry śmiały się ze mnie, że mam
bardziej męskie ciało niż kobiece, choć w ostatnim czasie nabrałam trochę
krągłości. Nie były jakoś szczególnie widoczne, ale były.
Powóz się zatrzymał, a woźnica zajrzał do powozu.
- Posadziłeś ją – powiedział gniewnie.
On miał podobne rysy co Kes, tylko był bardziej umięśniony.
- Nie denerwuj się – odparł do niego Kes – Nie krzyczy przecież.
- Ale zapamięta twarze głąbie – Zszedł do nas na powóz patrząc na mnie
tak jakby próbował mi zrobić krzywdę. Przestraszyłam się. Nie miałam gdzie
uciec, a związane ręce i nogi utrudniały mi jakikolwiek ruch. Zasłoniłam głowę
związanymi rękami by choć trochę się uchronić.
- Przestań – powstrzymał mojego oprawcę Kes.
- Co przestań? – spytał się gniewnie – Przecież ona może zgłosić
porwanie, wiesz co za to grozi takim jak my?
- Nic nie zgłoszę – powiedziałam szybko.
- Ty się nie odzywaj – machnął rękę uderzając o rękę, którą przysłoniłam
głowę. Siła uderzenia spowodowała utracenie przeze mnie równowagi. Upadłam na
podłogę powozu.
- Nie bij jej – usłyszałam swojego wybawcę.
- Bo co? Zakochałeś się w niej? – zaśmiał się. – Przecież ona nawet
ciała nie ma. Choć zawsze możemy sprawdzić.
Usłyszałam kroki. Woźnica odwrócił mnie do siebie. Miał rubaszny
uśmiech. Dotknął mojej prawej piersi. Pisnęłam, próbując zasłonić się
związanymi rękami. Jednak był ode mnie silniejszy i jedną ręką chwycił moje
ręce. Zamknęłam oczy wystraszona. Nagle poczułam jak oprych upada obok mnie.
- Już wszystko dobrze – uspokajał mnie Kes. Wziął nóż i przeciął
więzy. Przytuliłam go próbując opanować strach.
- Odbiło ci – oprawca wstał.
Słysząc to odsunęłam się od Kesa i spojrzałam na łotra. Byłam
wystraszona, ale miałam wolne ręce. Mogłam się bronić.
- Po prostu jedźmy – stwierdził Kes powstrzymując swojego kolegę.
- Ona powinna być związana – oznajmił kolega szukając liny. Znalazł
tylko tą przeciętą nożem.
- Nie ucieknie nam.
- Skąd ta pewność? – spytał gniewnie.
- Czy widzisz by próbowała?
Zerknął na mnie, a ja patrzyłam mu w oczy. Był człowiekiem w gorącej
wodzie kąpanym.
- A zresztą – machnął ręką zrezygnowany, minął mnie i wsiadł z
powrotem na kozła.
Powóz po chwili ruszył.
- Przepraszam cię za mojego brata – powiedział Kes.
- Nic mi nie jest – zapewniłam go – Wystraszyłam się po prostu.
Powoli roztrzęsienie mi mijało. Nie byłam już związana, więc mogłam
swobodnie oprzeć się o ścianę powozu. Rozcierałam nadgarstki, które otarły się
od sznura.
- Może byś coś zjadła? – spytał się przerywając ciszę.
- Z chęcią – uśmiechnęłam się do niego, a on odwzajemnił uśmiech.
Podał mi chleb i kawałek kiełbasy. Zjadłam to w dość szybkim tempie. Kiełbasa
była dla mnie rarytasem. Nie miałam zbyt często okazji jeść takie potrawy. Po
zapełnieniu żołądka pragnęłam się odświeżyć. Od dwóch dni w jednej sukni. Może
moim prześladowcom to nie przeszkadzało, ale ja wolałabym zmienić suknię. Nie
miałam ze sobą nic na przebranie, ogólnie nic nie miałam. Zabrali mnie w sukni
i szmacie, w której noszę chrust.
- Daleko jeszcze mamy do miasta? – tym razem ja przerwałam ciszę.
- Niedługo powinniśmy dojechać – odpowiedział.
- A możemy się gdzieś zatrzymać po drodze? – spytałam.
- Po co? – uniósł brwi zaskoczony – Nie zależy ci na szybszym uwolnieniu
się od nas?
- Nie – pokręciłam głową. – Chciałam się odświeżyć przy jakimś
strumieniu.
- Dziewczyny – westchnął tylko. – Ej bracie zrobimy przerwę?
- Na co ci przerwa?
- Muszę się odlać.
Powóz skręcił trochę z traktu. Zaskoczyła mnie bezpośredniość Kesa. Ja
nie odważyłabym się powiedzieć tego tak beztrosko. Chyba musiałam zmienić
podejście.
Po chwili stanęliśmy. Usłyszałam jak brat Kesa zeskakuje z kozła. Kes
zszedł z powozu i podał mi rękę bym zeszła.
- Nie rozpieszczaj tak tej panny – krzyknął do niego woźnica –
Przecież i tak się jej pozbędziemy.
- Możesz się odświeżyć – wskazał na las, zignorował zaczepkę brata.
Weszłam do lasu z zamiarem znalezienia strumienia. Na swoje szczęście
znalazłam takie po krótkim szukaniu. Rozejrzałam się w koło. Nikogo w zasięgu
wzroku nie widziałam. Ściągnęłam suknię i obmyłam swoje ciało. Dało mi to
odrobinę świeżości. Woda w strumieniu była chłodna. Założyłam z powrotem
suknię. Może w mieście uda mi się jakąś nową skombinować. Tam było wiele
możliwości do zarobku. Liczyłam na to, że uda mi się zatrzymać u kogoś, a potem
wrócić do rodziny. Może i siostry chciały mnie się pozbyć, a ojciec nie
grzeszył w stosunku do nas miłością, ale tam był mój dom. Tam się wychowałam i
chciałam wrócić, by pomagać sąsiadom. Kto wie, może nauczę się czegoś o
leczeniu.
Skierowałam się ponownie do powozu. Drogę mniej więcej kojarzyłam,
widziałam prześwit między drzewami, więc nie odeszłam za daleko. Nagle
usłyszałam jakiś hałas. Zatrzymałam się i schowałam za drzewem. Wyjrzałam za
niego pełna obaw. Słyszałam odgłosy walki. Byłam zbyt wystraszona by wyjść
pomóc. Na walce nie znałam się zupełnie. Do tej pory tego nie potrzebowałam.
Czekałam ukryta za drzewem. Słaba to była kryjówka, ale za bardzo się bałam by
ruszyć z miejsca. Gdy wszystko ucichło ruszyłam w kierunku powozu. Wyszłam z
lasu jednak nie widziałam ani wozu ani moich oprawców.
- Kes – zawołałam szeptem.
Rozejrzałam się dookoła. Z obu stron otaczał mnie las. Może wyszłam z
innej strony? Szłam trochę blisko głównego traktu. Zobaczyłam ślady powozu, a
niedaleko od nich leżące ciała. Podbiegłam. Ciała należały do moich oprawców.
Nie musiałam podchodzić bliżej by wiedzieć, że nie żyją. Co ich zaatakowało?
Kolejne pytanie: Czy to nadal tutaj jest? Jedyne co mi pozostało to iść dalej
tym traktem z nadzieją na spotkanie jakiegoś człowieka.
Do zmroku zostało mi niewiele czasu, więc musiałam się spieszyć.
Wędrowanie po ciemku nie jest dobrym pomysłem. W ciemności czai się wiele zła.
Różne potwory, groźni ludzie. Szłam szybkim krokiem. Z tego co mówił Kes miasto
powinno być gdzieś blisko.
Podsumowując: wyszłam z tego bez obrażeń, uwolniłam się od oprawców,
przewietrzyłam się, no i poznam nowe miejsce. Wykluczając martwe ciała i
zbliżający się wieczór, to nie było tak źle.
Piratka
Słońce chyliło się już ku zachodowi, a nadal nie widziałam miasta.
Zaczynałam się martwić o swoje bezpieczeństwo. Światło dnia powoli znikało. Gdy
myślałam, że będę musiała walczyć usłyszałam jadący powóz. Zatrzymałam się i
pomachałam. Powóz zatrzymał się przy mnie, a powoził go olbrzym. Może nie tak
zupełnie olbrzym, ale był duży, umięśniony i łypał na mnie spod oczu.
- Panienka się zgubiła? – spytał głośno, w jego głosie wyczułam
groźbę.
- Tak trochę – odpowiedziałam spokojnie. Byłam w pełni nadziei, że on nie
jest groźny.
- Chłopaki mamy panienkę – zaśmiał się rubieżnie. Ja tymczasem
zrobiłam krok w tył.
Z wozu wysypało się pięciu oprychów. Wszyscy byli podobnie zbudowani
do woźnicy. Zbliżali się powolnym krokiem. Nie byłam w stanie nic zrobić.
Stałam w miejscu czekając aż podejdą.
- Chciałam się spytać czy byście nie podwieźli mnie do miasta? –
miałam wielką nadzieję, że moje obawy się nie spełnią.
W odpowiedzi wszyscy zaśmiali się.
- Ta panienka jest zabawna – powiedział jeden z nich.
- Trzeba jej to przyznać, może będzie naszym błaznem? – zapytał drugi.
- No nie wiem – kolejny się zastanowił – szkoda marnować takie ciało.
- Chłopaki opanujcie narządy – krzyknęła z wozu jakaś kobieta.
Wyskoczyła i mogłam się jej lepiej przyjrzeć. Kobieta była umięśniona, miała na
sobie ciemną zbroję, a przy pasie długi miecz. Wzbudzała większy strach niż ci
wszyscy mężczyźni. Podeszła do mnie.
- No kochaniutka, co tutaj robisz sama? – spytała się mrużąc oczy.
- Zgubiłam się – powtórzyłam to co wcześniej mówiłam.
Kobieta bardziej zmrużyła oczy, jakby chciała czegoś się dowiedzieć od
samego patrzenia na mnie.
- Sama po świecie podróżujesz? – nie dawała spokoju – Przecież jest
niebezpiecznie dla takich kobiet – przy tym zdaniu się uśmiechnęła paskudnie.
- Nie podróżuję – zaprzeczyłam – Po prostu mnie wywieźli i tutaj
zostawili. Nie mam pojęcia gdzie jestem – powiedziałam szczerze. Nie chciałam
ukrywać prawdy przed tą kobietą, wydawało mi się, że ona wie wiele i próbowała
coś ode mnie wyciągnąć.
- Od razu widać, że żadna z ciebie podróżniczka – zaśmiała się. –
Podwieziemy cię – obiecała – Ej chłopaki tylko bez numerów – pogroziła do nich.
- Dziękuję – uśmiechnęłam się – Nie wiem jak się odwdzięczyć.
- Nie martw się o to – uspokoiła mnie – Już ja coś wymyślę.
Wpuścili mnie na powóz z szerokimi uśmiechami. Miałam złe przeczucia
co do życzliwości kobiety. Dość szybko przekonałam się do czego chciała mnie
wykorzystać. Zostałam „pomocnicą”. Głównie prałam, gotowałam, nosiłam ich
niektóre rzeczy, robiłam zakupy jak czegoś potrzebowali. Żyli wszyscy razem w
gospodzie. Dużo pili, mnie też częstowali, ale odmawiałam. Żaden z piratów, bo
byli piratami, mnie nie męczył. Odpowiadała mi praca u nich, ponieważ płacili
mi za to co robiłam. Może to nie było dużo, ale znacznie więcej niż miałam dotychczas.
Opowiadali mi różne historie: o bohaterach, złoczyńcach, pewnych zdarzeniach ze
świata. Dzięki temu byłam w miarę na bieżąco. Do mojej wioski niewiele
dochodziło wiadomości ze świata.
- Trzeba ci inny strój załatwić – stwierdziła pijana piratka. Nosiła
imię Egratlina – Ten mi nie pasuje. Ej chłopaki kupmy naszej służce strój.
Zaprowadzili mnie na rynek by wyszukać odpowiedni strój. Do tej pory
nikt mi nic nie kupował, więc byłam podekscytowana. Przeglądali suknie dla
mnie, potem przeszli do sukienek, niektóre były naprawdę kuse. W końcu wybrali
mi granatową sukienkę sięgającą poniżej kolan oraz długi płaszcz podobnego
koloru. Jeszcze dodali kilka podobnych sukien bym miała na zapas.
- Jak podróżujesz z nami powinnaś wyglądać – oznajmiła Egratlina.
- Ale chciałabym wrócić do rodziny – przypomniałam.
- Bzdura – machnęła ręką dając mi pakunki – Od razu się przebierz.
Kiwnęłam głową. Może to nie był czas jeszcze powrotu, a podróżowanie
kusiło. Pewnego dnia pani kapitan zakupiła statek by ruszyć się z lądu. Do tej
pory piraci o mnie dbali i trzymali mnie z daleka od większych burd. Od mojej
strony byli bardzo przyjaźni. Szykowaliśmy się do wypłynięcia. Mi kazano zostać
na statku bym nikogo nie kusiła. Nie wiedziałam wtedy o co dokładnie chodzi.
Posłusznie zostałam na statku i czekałam na powrót piratów. W nowej sukni
czułam się rewelacyjnie. Była zupełnie inaczej uszyta niż te, które do tej pory
nosiłam. Jakby dopasowana do mojego ciała.
Nagle usłyszałam krzyk niedaleko od statku. Ktoś wołał pomocy. Zeszłam
ze statku i udałam się w miejsce skąd dochodziło wołanie. Potknęłam się o linę,
by złapać równowagę chwyciłam latarni. Przed sobą zobaczyłam piratów z którymi
podróżowałam. Napadli na kobietę, która ze wszystkich sił próbowała się bronić.
Miała rozdartą suknię, drogi do ucieczek brak.
- Co wy robicie? – spytałam.
Wszyscy odwrócili się w moją stronę. Ich wzrok mówił mi, że oni nie
myślą, oni działają. Chcieli zrobić krzywdę tej kobiecie i teraz skierowali tę
chęć na mnie.
- Panienka przyszła się zabawić – odpowiedział jeden z nich zbliżając
się do mnie.
Wszyscy byli ode mnie szybsi. Szanse na ucieczkę były marne.
- Nie wygląda to na zabawę – stwierdziłam – Przy zabawie muszą się
obie strony bawić.
- Ona się bawi tylko jeszcze o tym nie wie – powiedział inny pirat.
Wszyscy byli mocno pijani. Trzech szło w moim kierunku, a pozostała
czwórka nadal próbowała dobrać się do kobiety.
- Przestańcie – poprosiłam.
Tym razem wątpiłam w to czy mnie posłuchają. Gdy alkohol wchodzi w grę
sprawa z góry jest przegrana. Nie ma miejsca na myślenie. Wiedziałam, że nie
mogę zacząć uciekać. Myślałam co zrobić by uratować i siebie, i kobietę. Odór
alkoholu powoli obejmował najbliższą okolicę. Uratował nas wybuch. Wszyscy
padliśmy na ziemię. Na moment mnie ogłuszyło.
Budynek koło nas stanął w płomieniach, a na jego tle widziałam
Egratlinę.
- No chłopaki mamy łupy – zawołała – Nie leżcie tak, mówiłam byście
się odsunęli. Spojrzała na mnie – Miałaś siedzieć na statku.
Oparłam się rękoma o podłożę i podniosłam do pozycji siedzącej.
- Oni napadli kobietę – powiedziałam z wyrzutem.
- Muszą się jakoś zabawić – zaśmiała się – w końcu są piratami.
- Ale przecież tak się nie robi – pokręciłam głową.
- A chcesz być ich zabawką? – spytała z groźbą w głosie.
Piraci wstawali otrzeźwieni wybuchem. Kobieta, która była przez nich
zaatakowana leżała nieprzytomna. Jeden z piratów wziął ją na ręce i przerzucił
sobie przez ramię.
- Idziemy się zabawić chłopaki – zaśmiał się rubasznie.
Nie mogłam w to uwierzyć. Podróżowałam z nimi tyle czasu i nie
widziałam jacy oni są. Jak można tak krzywdzić drugą osobę.
- Nie róbcie jej krzywdy! – krzyknęłam do nich. Odwrócili się do mnie.
Każdy miał poirytowanie w oczach.
- Uspokój się dziewczynko, bo ciebie spotka to samo – zagroził pirat
trzymający nieprzytomną kobietę.
Piratka podeszła do mnie i uderzyła mnie w twarz. Upadłam na kolana.
- Nie waż się mi przeciwstawiać – ostrzegła groźnie – jesteś moją
własnością.
Własnością. Czyli tak mnie postrzegali piraci. Dlatego nic mi nie
groziło. Byłam kogoś własnością, rzeczą, którą można wyrzucić. Nie byłam nawet
dla nich człowiekiem. Policzek bolał mnie od uderzenia, ale nie wstałam z
ziemi. Głowę miałam pochyloną. Nie byłam w stanie uratować tej kobiety, ale
mogłam spowodować, że piraci zapłacą za swój czyn.
- Wróć na statek Irina i nawet nogi stamtąd nie ruszaj – rozkazała
Egratlina.
Odeszła zostawiając mnie siedzącą na ziemi. Wstałam rozglądając się
wokół. Nie było śladów po piratach, a budynek jeszcze płonął, choć ogień powoli
gasł. Widziałam w którą stronę odchodzili, dlatego skierowałam się w przeciwną
stronę. Chciałam uratować tę kobietę. Może jeszcze dam radę. Pobiegłam. W
planach miałam zgłosić straży miejskiej. Jednak powstrzymała mnie piratka.
- Sprzeciwiasz mi się – zagrzmiała.
Zatrzymałam się. Urosła w moich oczach. Już nie wyglądała na piękną
kobietę. W oczach miała wściekłość, jej postawa wyrażała wrogość. Cofnęłam się
o krok.
- Teraz ci pokażę co znaczy przeciwstawianie się mi – w ręku miała
miecz, na ciele zbroję. Uniosła miecz do ciosu. Czas zwolnił. Widziałam
wyraźnie jak ten miecz się do mnie powoli zbliża. Wrosłam w ziemię, nie byłam w
stanie się ruszyć. Zdążyłam jedynie zamknąć oczy. Usłyszałam upadek. Otworzyłam
oczy i zobaczyłam leżącą przede mną Egratlinę.
- Egratlina? – kucnęłam przy niej.
Kobieta była nieprzytomna. Sprawdziłam puls. Nie mogłam go wyczuć.
Rozejrzałam się za jakąś pomocą, jednak w zasięgu wzroku nikogo nie było. Udałam
się do bardziej zaludnionego miejsca by znaleźć pomoc. Nadal chciałam uratować
kobietę. Zaczepił mnie jeden mężczyzna.
- Widziałaś tę kobietę? – spytał pokazując mi kobietę, którą atakowali
piraci.
- Tak – kiwnęłam głową – Została porwana, właśnie szukałam pomocy.
- Porwana? – jego głos stał się pusty, a w oczach zobaczyłam czerń.
- Mogę wskazać miejsce, gdzie ostatnio ją widziałam – zaproponowałam.
Kiwnął głową i poszedł za mną. Wskazałam mężczyźnie miejsce w które
udali się piraci.
- A czasem nie wezwać jeszcze strażników? – spytałam.
- Nie trzeba – zaprzeczył – Sam sobie z nimi poradzę.
Zabrzmiało to jak groźba. Stanęłam przed dylematem czy iść z tym
mężczyzną czy pomóc Egratlinie. Wybrałam piratkę. Nie wiedziałam z jakiego
powodu padła na ziemię bez życia, więc chciałam jej pomóc. Wróciłam na miejsce
gdzie zostawiłam kobietę. Zobaczyłam rozbebeszone ciało. Zakryłam usta dłońmi.
Nie było mnie tylko kilka minut. Kto mógł coś takiego zrobić? Obok nie było
żywej duszy. Postanowiłam udać się do strażników zgłosić sprawę. Na ten moment
zapomniałam o piratach. Szybko znalazłam jakiegoś strażnika i zaprowadziłam na
miejsce zbrodni. Kazali mi zostać w mieście jako świadek, a ja na to
przystałam. Jeden ze strażników zaprowadził mnie w bezpieczne miejsce. Gdy
opowiedziałam co się wydarzyło, puścili mnie. Nie stanowiłam zagrożenia. Udałam
się na okręt, który kupiła Egratlina. Zostałam jedyna przy życiu. Statek do
niczego nie był mi potrzebny, ale zostawiłam tak kilka rzeczy. Gdy doszłam na
okręt zobaczyłam wbite we włócznie głowy każdego z piratów. Czyli nie zostali
zamknięci tylko zabici. Weszłam na okręt i szybko odeszłam z tego miejsca. Na
moje szczęście nikt mnie nie widział. Ponownie wróciłam do strażników by zgłosić
trupy na statku. Dość szybko sprawa się rozwiązała, a ja mogłam potem opuścić
miasto. Odjechałam jednym z powozów. Zaoferowałam swoją pomoc pewnemu kupcowi
nie żądając nic w zamian.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz