poniedziałek, 30 marca 2015

Zadanie od starego krasnoluda i chaos

Bogini
Korytarze były ciasne, to nie to samo co nasze jaskinie. W smoczej postaci mogłabym się nie zmieścić, a jestem małym smokiem. Na końcu jednego z korytarzy znajdowały się drzwi. Oni wszędzie lubili je umieszczać. Drzwi niby służyły do bezpieczeństwa, by zagrodzić komuś drogę. Dla mnie to był krzyk rozpaczy: nie wchodźcie bez mojego pozwolenia! Mimo tak długiej podróży nadal dziwię się temu zwyczajowi. Przechodziłam przez tyle drzwi. Ludzie potrafią nawet na nich robić różne wzory. Na ogół drzwi są proste, drewniane i dodatkowo zamykane na klucz. Choć po dłuższym zastanowieniu można stwierdzić, że drzwi powstrzymują bezczelnych, a tych wśród ludzi jest od groma. Oni nie mają żadnego szacunku, za to mają wielkie pokłady głupoty.
Za drzwiami była wioska goblinów. Gdy przekroczyliśmy próg wszystkie na nas patrzyły czekając na to co zrobimy. Odezwał się Manro jako pierwszy.
- Sijaka spytaj się ich czy nie widziały butelki.
Kiwnęłam głową na zgodę. Wszystko we mnie krzyczało by go nie słuchać. Czemu miałam się słuchać mordercy mojego kolegi? Nawet nie miał wyrzutów sumienia, olał moje uczucia. Serce krzyczało, ale u smoków to jest dobre, że nami emocje nie rządzą. Rozum wziął górę. Podróżowałam z Manro na tyle długo by wiedzieć, że niekiedy lepiej słuchać. Wszyscy towarzysze byli ode mnie bardziej doświadczeni w walce i planowaniu. Ja nigdy się tym nie interesowałam i nadal mnie do tego nie ciągnie.
- Widzieliście butelkę? – spytałam, a wszystkie oczy zwróciły się na mnie – Taką z której wylewa się ciągle alkohol.
- Boginii! – krzyknęły – przyszła nas uratować i zabierze butelkę.
Ja w tym czasie powtórzyłam wszystkim o co chodziło goblinom. One wskazały nam miejsce gdzie znajduje się przeklęty przedmiot. Zadanie nie zapowiadało się na łatwe, ale moi towarzysze zawsze wychodzili zwycięsko, dlatego lubiłam z nimi podróżować.
- Na pewno zabierzemy butelkę – obiecałam goblinom gdy zbliżaliśmy się do drzwi.
Polubiłam te małe stwory. Jeszcze nie wiem co mnie w nich zainteresowało, może to, że były takie prostolinijne, zupełnie jak ja. Od razu było widać po nich zamiary, a w ich głowach na pewno nie panował chaos związany z knuciem i oszustwami. To właśnie lubiłam w prostych istotach.

Druga ja
Wchodząc za kolejne drzwi naszym oczom ukazała się mała armia składająca się z kilku goblinów, jaczurowatychludzi oraz jakimś osobnikiem, który wyglądał na silnego. Ustawiłam się w takim miejscu by nie przeszkadzać towarzyszom podczas walki, choć i tak źle się ustawiłam. Walka to okazja do bycia w swojej prawdziwej postaci, więc ściągnęłam wszystko co miałam na sobie i schowałam w kryształ powracając do pierwotnej postaci. Silny osobnik coś zrobił i gobliny przed nami stanęły wyprostowane. Chciałam je uratować, aż kusiło mnie by krzyknąć by zabić tego silnego i uratować te gobliny, ale odpędziłam tę chęć. Podczas walki jest wróg i są towarzysze, a najważniejsi są towarzysze. Skoro gobliny nas atakowały trzeba było się ich pozbyć. Tu nie było miejsca na sentymenty czy też uczucia. Należało działać, bronić się i zabijać. Na tym polega każda walka. Giną inni byśmy my mogli żyć. Patrzyłam jak po kolei ginęły, atakowały na początku Mikura, zadawały mu rany, lecz mimo tego, iż wiedziałam o krzywdzie zadawanej Mikurowi, było mi żal tych goblinów. Wyglądały na takie, które nie mają wyboru.
Moi towarzysze zadawali spore obrażenia, przy nich byłam słabą smoczych. Swoim zionięciem udało mi się pokonać jednego wroga, jednak potem dość szybko mnie zabili. Dryfowałam nad ciałem czekając na ożywienie. Oglądałam walkę. Zdałam sobie sprawę, że w ogóle nie jestem im potrzebna. Raczej zbędna. Spojrzałam na swoje cielsko bezwładnie leżące na ziemi. Masa mięsa do niczego nie zdatna, jedynie zasłaniała widok.
- Lubią cię – usłyszałam.
Przede mną stała moja ludzka postać. Jak rozdzielają się twoje dusze to zły znak. Wracając do życia będę odczuwać tego skutki.
- Masz z nimi pewną więź i wspólne przygody – próbowała nawiązać ze mną kontakt.
- Bredzisz – odsunęłam ją łapą od siebie. Swoimi pazurami pozostawiłam na niej ślad.
- Nieprawda – pokręciła głową. W jej oczach pojawił się błysk. Zrozumiałam co to za zmora. Była moimi uczuciami, moimi wspomnieniami, tęsknotą, przywiązaniem i wszystkim tym przed czym się broniłam.
- Wynoś się stąd, nie potrzebuje cię – machnęłam ogonem odsuwając bardziej tego ducha.
- Nie pozbywaj się mnie, jestem częścią ciebie – prosiła.
- Nie jesteś – dmuchnęłam by rozpłynęła się w powietrzu.
Zadowolona przysiadłam przy swoim ciele. Było już po walce. Gobliny niosły mnie i chciały zjeść moje ciało na moją cześć. Spodobał mi się ten pomysł, ale wiedziałam, że nie wrócę jak mnie zjedzą. Towarzysze wybronili mnie przed zjedzeniem i szybko wskrzesili, a ja by nie kusić goblinów przybrałam ludzką postać, ponownie zakładając ubranie. Gobliny były zawiedzione, rozumiałam ich, sama bym była zawiedziona.

Talatsu
Za zabicie Złodzieja dostałam od Manro Talatsu. Niby wynagrodzenie za morderstwo. Przyjęłam podarunek, bo nie odmawiam gdy ktoś mi coś daje. Chciałam z nim porozmawiać po wykonaniu zadania, jednak on odezwał się do mnie pierwszy.
- hej – usłyszałam w swojej głowie – Nie zechciałabyś się zemścić?
- Na kim? – spytałam.
- Na Manro. Zabił twojego przyjaciela.
Propozycja była kusząca. Milczałam dość długo, a Talatsu próbował namówić mnie do zemsty. Gdyby nie fakt, że byłam winna życie wcześniej pewnie bym się zgodziła. Jednak coś mnie zobowiązywało do pewnej wierności wobec tego towarzysza. Wiele razy mnie ratował.
- Niestety byłam mu winna życie.
- Teraz nie jesteś mu nic winna – kusił.
- Nie jestem, jednak na razie nic mu nie zrobię – odparłam.
- Dobrze, ale jak będziesz chciała pomocy ja ci pomogę.
- A będę musiała dać coś w zamian? – spytałam.
- Nie.
- Jak będę potrzebować pomocy to poproszę. Dziękuję za to. To miłe z twojej strony – powiedziałam do niego.
- Proszę – odpowiedział.
Czułam, że coś ukrywa i nie mówi pełnej prawdy. Zapewne będzie chciał wykorzystać moją osobę do własnych celów. Aktualnie po stracie Złodzieja i po spotkaniu z własnym ja było mi to obojętne. Cieszyłam się, że znowu mam kogoś przy sobie przez cały czas.

Mścibor
Wszyscy się rozeszli zajęci własnymi sprawami, ja udałam się do karczmy by się posilić i odpocząć. Towarzyszył mi Mścibor. Nie gardziłam jego towarzystwem. Lubiłam go. Wraz z nim i Złodziejem mieliśmy wspólne wspomnienia. Złodziej bardzo go lubił. Dlatego byłam rada z takiego towarzystwa. Nie czułam się samotnie, a Mścibor był dobrym towarzyszem.
- Szkoda, że ja nie mogę jeść – odezwał się.
- Nie możesz?
- Dawno nic nie miałem w ustach – potwierdził.
- To przykre – stwierdziłam i naprawdę zrobiło mi się żal. Przypomniała mi się historia z pewnym przedmiotem. Manro dzięki niej odzyskał duszę, może to pomoże Mściborowi odzyskać swoją dawną postać. Pomysł został w pamięci, przy najbliższej okazji chciałam go wykorzystać.
- No – odpowiedział smutno.
Po ukończonym posiłku i odświeżeniu zostało nam trochę czasu.
- Chyba poszukam sobie sukienki na zmianę – stwierdziłam do Mścibora.
Udał się ze mną na stragany. Szukałam podobnej do tej którą miałam na sobie. Towarzysze mieli tendencje do pakowania się w dziwne kłopoty, więc wolałam mieć coś na zmianę. Przeglądaliśmy stragany i natknęliśmy się na pozostałych towarzyszy. Gdy udało mi się wybrać suknię Mikur za nią zapłacił. Nawet nie musiałam o nic prosić. Za to ceniłam go jako towarzysza tak samo jak Mścibora. Nic nie musiałam im mówić, gdy potrzebowałam po prostu przy mnie byli. Wróciliśmy do karczmy, Mścibor odciągnął mnie na bok.
- Mógłbym użyczyć Talatsu? – spytał.
Już wcześniej kolegował się ze Złodziejem i Złodziej dobrze z nim spędzał czas, więc bez zastanowienia odpowiedziałam:
- No jasne, sięgnij sobie – otworzyłam swoją torbę, którą zawsze nosiłam przy sobie, a Mścibor sięgnął po Talatsu. – Życzę wam miłej zabawy.
- Na pewno będziemy się dobrze bawić – odpowiedział Mścibor z tym szczególnym uśmiechem.
Talatsu także podziękował.
Ja udałam się na spoczynek. Obudziły mnie hałasy na dworze, gdy zerknęłam przez okno zobaczyłam walczących ze sobą ludzi. Szybka ocena sytuacji. Ludzie zwykli i jacyś tacy martwi w oczach. Połączyłam fakty. Mścibor wziął ze sobą Talatsu, chęć zemsty mojego nowego kolegi i ogólnie jego złowrogi głos. Kojarzyłam jeszcze to co było na cmentarzu i upodobania Mścibora. Wiedziałam już kto był sprawcą tego co działo się na dworze. Nikomu z drużyny nie zdradzę Mścibora jak i Talatsu, próbowałam ponownie zasnąć, jednak hałasy mi w tym przeszkadzały. Zeszłam na dół coś zjeść. Na dole czekał Mścibor.
- Ale hałasy na dworze – stwierdził niewinnie.
- No – zgodziłam się – ciężko spać.
- Co oni tam robią? Imprezują? – spytał.
- Chyba walczą. Nie mają co robić – powiedziałam.
Oboje udawaliśmy, że nic nie wiemy. Jak widzę mieliśmy podobne zdolności. Mikur wraz z Ravisem ruszyli na pomoc żyjącym ludziom. Ja zaś i Mścibor siedzieliśmy i czekaliśmy aż wszystko się uspokoi. Cieszyłam się z faktu, że towarzysze nie są mną zainteresowani. Dzięki temu łatwiej ukrywać prawdę. Nawet nie musiałam mówić części prawdy. Nikt nie pytał skąd się wziął ten chaos panujący na dworze. Z Mściborem zawarliśmy pewien pakt, który nie został zawarty. Cicha umowa, nie musieliśmy sobie nic mówić.
Następnego dnia Lancello chodził zdenerwowany. Co jakiś czas prosił o pomoc jednego z towarzyszy. Mnie nie brał pod uwagę, jestem tylko smoczycą siedzącą na uboczu. Dobry ze mnie obserwator. A gdy Mścibor spełnił prośbę Lancello udaliśmy się na poszukiwanie jakiś pamiątek. Nie zdążyli jeszcze sprzątnąć ciał po nocnym mordzie. Spodziewaliśmy się znaleźć coś cennego. Jednak nie tylko my byliśmy tak bezduszni. Już wcześniej ograbili większość przedmiotów. Ale udało nam się coś znaleźć.

Złośliwy uśmiech
Potem dowiedziałam się czemu Lancello chodził jak wkurzony, okazało się, że ktoś porwał i zmusił do czegoś Vivienne. A gdy pokazaliśmy nasze znaleziska towarzyszom Vivienne zamknęła w klatce z kości Mścibora. Mścibor spokojnie stał, zaś moja obojętność została zasłonięta wściekłością. Lubiłam Vivienne, jednak byłam gotowa zaatakować w obronie Mścibora.
- Co robisz? – spytałam.
- On ma sztylet czerwonych płaszczy, oni mnie uwięzili – oznajmiła wściekła.
Widziałam w jej oczach determinację, strach. Jednak mnie to nie przekonało. Dla mnie nie było to wytłumaczenie. Jak można więzić kogoś za to, że znalazł coś co należało do porywaczy? To w ogóle nie było logiczne. Vivienne nie panowała nad emocjami i takie są tego skutki. Ale czemu miałby cierpieć na tym ktoś z towarzyszy? Byłam gotowa zaatakować, jednak Lancello uprzedził mój ruch po prostu sięgając po sztylet. Gdy mu się przyjrzał uśmiechnął się. Uśmiech należał do tych paskudniejszych. Spodziewałam się ciekawego obrotu akcji. Może Vivienne zacznie myśleć logicznie. Ona widząc uśmieszek Lancello przestraszyła się, mnie zaś on ucieszył. Planował zapewne coś złego, co zapewne zadowoli moją duszę. Może choć trochę ubiję bardziej uczucia, które mną ostatnio miotały. Postanowiłam posłużyć się charakterem Lancello do osiągnięcia celu.
Zabrał nas ze sobą, znaczy się spytał kto chce iść, ale wszyscy byli tak ciekawi tego co planuje, że wszyscy poszli. Udaliśmy się do starego krasnoluda. Ta wizyta była tak nudna jak poprzednia, nawet grałam ze Mściborem w karty na spotkaniu, jak stary krasnolud wyszedł.
Następnie udaliśmy się do piwnicy jakieś domu pełnego kobiet różnej maści. Tam zaczekaliśmy na osoby wezwane przez Lancello. Ja w między czasie znowu grałam w karty. Osobnicy wezwani przez Lancello byli dość osobliwi, jeden z nich był mistrzem sztuki złodziejskiej. Jakoś zabrał ciało Złodzieja z mojej torby. Wcale mi się ów fakt nie spodobał, szczególnie, że wszystkie swoje rzeczy traktowałam jak skarby. Zostało mi to jeszcze z rodzinnego gniazda. Zapowiadała się fajna zabawa. Tak jak przypuszczałam. Nie mogłam zostawić tych towarzyszy. Z nimi zawsze coś ciekawego się działo. Ich charaktery, sława przyciągały zawsze coś takiego dzięki czemu lepiej odkrywałam świat poza kontynentem smoków. Poznawałam granicę, siłę, rożne możliwości i dokonywanie niemożliwego. Jeśli ktoś z was kto to czyta trafi na taką drużynę zostańcie z nimi. Warto zostać, zobaczyć i przeżyć niż szukać niewiadomo czego. I ile przy tym pamiątek się zbiera.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz