Bogini
Korytarze
były ciasne, to nie to samo co nasze jaskinie. W smoczej postaci mogłabym się
nie zmieścić, a jestem małym smokiem. Na końcu jednego z korytarzy znajdowały
się drzwi. Oni wszędzie lubili je umieszczać. Drzwi niby służyły do
bezpieczeństwa, by zagrodzić komuś drogę. Dla mnie to był krzyk rozpaczy: nie
wchodźcie bez mojego pozwolenia! Mimo tak długiej podróży nadal dziwię się temu
zwyczajowi. Przechodziłam przez tyle drzwi. Ludzie potrafią nawet na nich robić
różne wzory. Na ogół drzwi są proste, drewniane i dodatkowo zamykane na klucz.
Choć po dłuższym zastanowieniu można stwierdzić, że drzwi powstrzymują
bezczelnych, a tych wśród ludzi jest od groma. Oni nie mają żadnego szacunku,
za to mają wielkie pokłady głupoty.
Za drzwiami
była wioska goblinów. Gdy przekroczyliśmy próg wszystkie na nas patrzyły
czekając na to co zrobimy. Odezwał się Manro jako pierwszy.
- Sijaka
spytaj się ich czy nie widziały butelki.
Kiwnęłam
głową na zgodę. Wszystko we mnie krzyczało by go nie słuchać. Czemu miałam się
słuchać mordercy mojego kolegi? Nawet nie miał wyrzutów sumienia, olał moje
uczucia. Serce krzyczało, ale u smoków to jest dobre, że nami emocje nie
rządzą. Rozum wziął górę. Podróżowałam z Manro na tyle długo by wiedzieć, że
niekiedy lepiej słuchać. Wszyscy towarzysze byli ode mnie bardziej doświadczeni
w walce i planowaniu. Ja nigdy się tym nie interesowałam i nadal mnie do tego
nie ciągnie.
-
Widzieliście butelkę? – spytałam, a wszystkie oczy zwróciły się na mnie – Taką
z której wylewa się ciągle alkohol.
- Boginii! –
krzyknęły – przyszła nas uratować i zabierze butelkę.
Ja w tym
czasie powtórzyłam wszystkim o co chodziło goblinom. One wskazały nam miejsce
gdzie znajduje się przeklęty przedmiot. Zadanie nie zapowiadało się na łatwe,
ale moi towarzysze zawsze wychodzili zwycięsko, dlatego lubiłam z nimi
podróżować.
- Na pewno
zabierzemy butelkę – obiecałam goblinom gdy zbliżaliśmy się do drzwi.
Polubiłam te
małe stwory. Jeszcze nie wiem co mnie w nich zainteresowało, może to, że były
takie prostolinijne, zupełnie jak ja. Od razu było widać po nich zamiary, a w
ich głowach na pewno nie panował chaos związany z knuciem i oszustwami. To
właśnie lubiłam w prostych istotach.
Druga ja
Wchodząc za
kolejne drzwi naszym oczom ukazała się mała armia składająca się z kilku
goblinów, jaczurowatychludzi oraz jakimś osobnikiem, który wyglądał na silnego.
Ustawiłam się w takim miejscu by nie przeszkadzać towarzyszom podczas walki,
choć i tak źle się ustawiłam. Walka to okazja do bycia w swojej prawdziwej
postaci, więc ściągnęłam wszystko co miałam na sobie i schowałam w kryształ
powracając do pierwotnej postaci. Silny osobnik coś zrobił i gobliny przed nami
stanęły wyprostowane. Chciałam je uratować, aż kusiło mnie by krzyknąć by zabić
tego silnego i uratować te gobliny, ale odpędziłam tę chęć. Podczas walki jest
wróg i są towarzysze, a najważniejsi są towarzysze. Skoro gobliny nas atakowały
trzeba było się ich pozbyć. Tu nie było miejsca na sentymenty czy też uczucia.
Należało działać, bronić się i zabijać. Na tym polega każda walka. Giną inni
byśmy my mogli żyć. Patrzyłam jak po kolei ginęły, atakowały na początku
Mikura, zadawały mu rany, lecz mimo tego, iż wiedziałam o krzywdzie zadawanej
Mikurowi, było mi żal tych goblinów. Wyglądały na takie, które nie mają wyboru.
Moi
towarzysze zadawali spore obrażenia, przy nich byłam słabą smoczych. Swoim
zionięciem udało mi się pokonać jednego wroga, jednak potem dość szybko mnie
zabili. Dryfowałam nad ciałem czekając na ożywienie. Oglądałam walkę. Zdałam
sobie sprawę, że w ogóle nie jestem im potrzebna. Raczej zbędna. Spojrzałam na
swoje cielsko bezwładnie leżące na ziemi. Masa mięsa do niczego nie zdatna,
jedynie zasłaniała widok.
- Lubią cię
– usłyszałam.
Przede mną
stała moja ludzka postać. Jak rozdzielają się twoje dusze to zły znak. Wracając
do życia będę odczuwać tego skutki.
- Masz z
nimi pewną więź i wspólne przygody – próbowała nawiązać ze mną kontakt.
- Bredzisz –
odsunęłam ją łapą od siebie. Swoimi pazurami pozostawiłam na niej ślad.
- Nieprawda
– pokręciła głową. W jej oczach pojawił się błysk. Zrozumiałam co to za zmora.
Była moimi uczuciami, moimi wspomnieniami, tęsknotą, przywiązaniem i wszystkim
tym przed czym się broniłam.
- Wynoś się
stąd, nie potrzebuje cię – machnęłam ogonem odsuwając bardziej tego ducha.
- Nie
pozbywaj się mnie, jestem częścią ciebie – prosiła.
- Nie jesteś
– dmuchnęłam by rozpłynęła się w powietrzu.
Zadowolona
przysiadłam przy swoim ciele. Było już po walce. Gobliny niosły mnie i chciały
zjeść moje ciało na moją cześć. Spodobał mi się ten pomysł, ale wiedziałam, że
nie wrócę jak mnie zjedzą. Towarzysze wybronili mnie przed zjedzeniem i szybko
wskrzesili, a ja by nie kusić goblinów przybrałam ludzką postać, ponownie zakładając
ubranie. Gobliny były zawiedzione, rozumiałam ich, sama bym była zawiedziona.
Talatsu
Za zabicie
Złodzieja dostałam od Manro Talatsu. Niby wynagrodzenie za morderstwo.
Przyjęłam podarunek, bo nie odmawiam gdy ktoś mi coś daje. Chciałam z nim porozmawiać
po wykonaniu zadania, jednak on odezwał się do mnie pierwszy.
- hej –
usłyszałam w swojej głowie – Nie zechciałabyś się zemścić?
- Na kim? –
spytałam.
- Na Manro.
Zabił twojego przyjaciela.
Propozycja
była kusząca. Milczałam dość długo, a Talatsu próbował namówić mnie do zemsty.
Gdyby nie fakt, że byłam winna życie wcześniej pewnie bym się zgodziła. Jednak
coś mnie zobowiązywało do pewnej wierności wobec tego towarzysza. Wiele razy
mnie ratował.
- Niestety
byłam mu winna życie.
- Teraz nie
jesteś mu nic winna – kusił.
- Nie
jestem, jednak na razie nic mu nie zrobię – odparłam.
- Dobrze,
ale jak będziesz chciała pomocy ja ci pomogę.
- A będę
musiała dać coś w zamian? – spytałam.
- Nie.
- Jak będę
potrzebować pomocy to poproszę. Dziękuję za to. To miłe z twojej strony –
powiedziałam do niego.
- Proszę –
odpowiedział.
Czułam, że
coś ukrywa i nie mówi pełnej prawdy. Zapewne będzie chciał wykorzystać moją
osobę do własnych celów. Aktualnie po stracie Złodzieja i po spotkaniu z
własnym ja było mi to obojętne. Cieszyłam się, że znowu mam kogoś przy sobie
przez cały czas.
Mścibor
Wszyscy się
rozeszli zajęci własnymi sprawami, ja udałam się do karczmy by się posilić i
odpocząć. Towarzyszył mi Mścibor. Nie gardziłam jego towarzystwem. Lubiłam go.
Wraz z nim i Złodziejem mieliśmy wspólne wspomnienia. Złodziej bardzo go lubił.
Dlatego byłam rada z takiego towarzystwa. Nie czułam się samotnie, a Mścibor
był dobrym towarzyszem.
- Szkoda, że
ja nie mogę jeść – odezwał się.
- Nie
możesz?
- Dawno nic
nie miałem w ustach – potwierdził.
- To przykre
– stwierdziłam i naprawdę zrobiło mi się żal. Przypomniała mi się historia z
pewnym przedmiotem. Manro dzięki niej odzyskał duszę, może to pomoże Mściborowi
odzyskać swoją dawną postać. Pomysł został w pamięci, przy najbliższej okazji
chciałam go wykorzystać.
- No –
odpowiedział smutno.
Po
ukończonym posiłku i odświeżeniu zostało nam trochę czasu.
- Chyba
poszukam sobie sukienki na zmianę – stwierdziłam do Mścibora.
Udał się ze
mną na stragany. Szukałam podobnej do tej którą miałam na sobie. Towarzysze
mieli tendencje do pakowania się w dziwne kłopoty, więc wolałam mieć coś na
zmianę. Przeglądaliśmy stragany i natknęliśmy się na pozostałych towarzyszy. Gdy
udało mi się wybrać suknię Mikur za nią zapłacił. Nawet nie musiałam o nic
prosić. Za to ceniłam go jako towarzysza tak samo jak Mścibora. Nic nie
musiałam im mówić, gdy potrzebowałam po prostu przy mnie byli. Wróciliśmy do
karczmy, Mścibor odciągnął mnie na bok.
- Mógłbym
użyczyć Talatsu? – spytał.
Już
wcześniej kolegował się ze Złodziejem i Złodziej dobrze z nim spędzał czas,
więc bez zastanowienia odpowiedziałam:
- No jasne,
sięgnij sobie – otworzyłam swoją torbę, którą zawsze nosiłam przy sobie, a
Mścibor sięgnął po Talatsu. – Życzę wam miłej zabawy.
- Na pewno
będziemy się dobrze bawić – odpowiedział Mścibor z tym szczególnym uśmiechem.
Talatsu
także podziękował.
Ja udałam
się na spoczynek. Obudziły mnie hałasy na dworze, gdy zerknęłam przez okno
zobaczyłam walczących ze sobą ludzi. Szybka ocena sytuacji. Ludzie zwykli i
jacyś tacy martwi w oczach. Połączyłam fakty. Mścibor wziął ze sobą Talatsu,
chęć zemsty mojego nowego kolegi i ogólnie jego złowrogi głos. Kojarzyłam
jeszcze to co było na cmentarzu i upodobania Mścibora. Wiedziałam już kto był
sprawcą tego co działo się na dworze. Nikomu z drużyny nie zdradzę Mścibora jak
i Talatsu, próbowałam ponownie zasnąć, jednak hałasy mi w tym przeszkadzały.
Zeszłam na dół coś zjeść. Na dole czekał Mścibor.
- Ale hałasy
na dworze – stwierdził niewinnie.
- No –
zgodziłam się – ciężko spać.
- Co oni tam
robią? Imprezują? – spytał.
- Chyba
walczą. Nie mają co robić – powiedziałam.
Oboje
udawaliśmy, że nic nie wiemy. Jak widzę mieliśmy podobne zdolności. Mikur wraz
z Ravisem ruszyli na pomoc żyjącym ludziom. Ja zaś i Mścibor siedzieliśmy i
czekaliśmy aż wszystko się uspokoi. Cieszyłam się z faktu, że towarzysze nie są
mną zainteresowani. Dzięki temu łatwiej ukrywać prawdę. Nawet nie musiałam
mówić części prawdy. Nikt nie pytał skąd się wziął ten chaos panujący na
dworze. Z Mściborem zawarliśmy pewien pakt, który nie został zawarty. Cicha
umowa, nie musieliśmy sobie nic mówić.
Następnego
dnia Lancello chodził zdenerwowany. Co jakiś czas prosił o pomoc jednego z
towarzyszy. Mnie nie brał pod uwagę, jestem tylko smoczycą siedzącą na uboczu.
Dobry ze mnie obserwator. A gdy Mścibor spełnił prośbę Lancello udaliśmy się na
poszukiwanie jakiś pamiątek. Nie zdążyli jeszcze sprzątnąć ciał po nocnym
mordzie. Spodziewaliśmy się znaleźć coś cennego. Jednak nie tylko my byliśmy tak
bezduszni. Już wcześniej ograbili większość przedmiotów. Ale udało nam się coś
znaleźć.
Złośliwy
uśmiech
Potem
dowiedziałam się czemu Lancello chodził jak wkurzony, okazało się, że ktoś
porwał i zmusił do czegoś Vivienne. A gdy pokazaliśmy nasze znaleziska
towarzyszom Vivienne zamknęła w klatce z kości Mścibora. Mścibor spokojnie
stał, zaś moja obojętność została zasłonięta wściekłością. Lubiłam Vivienne,
jednak byłam gotowa zaatakować w obronie Mścibora.
- Co robisz?
– spytałam.
- On ma
sztylet czerwonych płaszczy, oni mnie uwięzili – oznajmiła wściekła.
Widziałam w jej
oczach determinację, strach. Jednak mnie to nie przekonało. Dla mnie nie było
to wytłumaczenie. Jak można więzić kogoś za to, że znalazł coś co należało do
porywaczy? To w ogóle nie było logiczne. Vivienne nie panowała nad emocjami i
takie są tego skutki. Ale czemu miałby cierpieć na tym ktoś z towarzyszy? Byłam
gotowa zaatakować, jednak Lancello uprzedził mój ruch po prostu sięgając po
sztylet. Gdy mu się przyjrzał uśmiechnął się. Uśmiech należał do tych
paskudniejszych. Spodziewałam się ciekawego obrotu akcji. Może Vivienne zacznie
myśleć logicznie. Ona widząc uśmieszek Lancello przestraszyła się, mnie zaś on
ucieszył. Planował zapewne coś złego, co zapewne zadowoli moją duszę. Może choć
trochę ubiję bardziej uczucia, które mną ostatnio miotały. Postanowiłam
posłużyć się charakterem Lancello do osiągnięcia celu.
Zabrał nas
ze sobą, znaczy się spytał kto chce iść, ale wszyscy byli tak ciekawi tego co
planuje, że wszyscy poszli. Udaliśmy się do starego krasnoluda. Ta wizyta była
tak nudna jak poprzednia, nawet grałam ze Mściborem w karty na spotkaniu, jak
stary krasnolud wyszedł.
Następnie
udaliśmy się do piwnicy jakieś domu pełnego kobiet różnej maści. Tam
zaczekaliśmy na osoby wezwane przez Lancello. Ja w między czasie znowu grałam w
karty. Osobnicy wezwani przez Lancello byli dość osobliwi, jeden z nich był
mistrzem sztuki złodziejskiej. Jakoś zabrał ciało Złodzieja z mojej torby.
Wcale mi się ów fakt nie spodobał, szczególnie, że wszystkie swoje rzeczy
traktowałam jak skarby. Zostało mi to jeszcze z rodzinnego gniazda. Zapowiadała
się fajna zabawa. Tak jak przypuszczałam. Nie mogłam zostawić tych towarzyszy.
Z nimi zawsze coś ciekawego się działo. Ich charaktery, sława przyciągały
zawsze coś takiego dzięki czemu lepiej odkrywałam świat poza kontynentem
smoków. Poznawałam granicę, siłę, rożne możliwości i dokonywanie niemożliwego.
Jeśli ktoś z was kto to czyta trafi na taką drużynę zostańcie z nimi. Warto
zostać, zobaczyć i przeżyć niż szukać niewiadomo czego. I ile przy tym pamiątek
się zbiera.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz