niedziela, 22 marca 2015

Trucizna duszy

Pamiętać o smoczej naturze
By pamiętać o tym kim się jest należy dość często sobie o tym przypominać. Kazali nam wtopić się w życie ludzi, jednak nie należy zapominać, że nadal jesteśmy smokami. Spotkałam wiele smoków, które skażone ludzkością nie wracały na kontynent smoków, co gorsza zachowywali się bardziej jak ludzie niż smoki. Przykładem tego jest jeden z moich towarzyszy: Ravis. Ani razu od kiedy dołączył do drużyny, nie widziałam jaką ma prawdziwą postać. Ciągle nosi zbroję. Zbroja daje mu dodatkową siłę, dlatego zrezygnował z bycia prawdziwym sobą. Smutne to, że niektóre smoki polegają na zbroi, a nie na własnym ciele.
Chcąc przypomnieć sobie jak to jest być smokiem po przyjęciu poszłam w miejsce, gdzie nikt nie zagląda. Schowałam wszystkie rzeczy do kryształu, który powiesiłam na szyi. Powróciłam do swojej pierwotnej postaci. Odbiłam się od ziemi i poszybowałam w niebo. Dobrze było ponownie czuć swoje skrzydła, ogon, pazury. Nie musiałam dbać o śmieszne ubrania. Jako smoczyca byłam wolna od wszelkich zmartwień, etykiet, zasad zachowań. Po prostu leciałam gdzie mnie skrzydła niosły. Leciałam nisko przy drzewach, ale dostatecznie wysoko by nie dotykać żadnego z nich. W powietrzu byłam długi czas, a potem na powrót przybrałam postać ludzką. Doszłam wtedy do wniosku, że łatwiej ściąga się sukienkę niż cały komplet ubrań. Postanowiłam wybrać taką sukienkę, którą łatwo się zdejmuje i nie niszczy się zbyt szybko.

Śmierć Złodzieja
Gdy wróciłam z zakupów zobaczyłam Złodzieja bezwładnie leżącego na ziemi. Przykucłam przy nim i lekko go pchnęłam. Był zupełnie bez życia. Pełna obaw włożyłam go ostrożnie do torby i udałam się do kantyny by dowiedzieć się co dolega mojemu koledze.
- Wiecie co się stało Złodziejowi? – spytałam wyciągając go z torby.
- Spytaj Manro – odpowiedziała Vivienne.
- Ja go zabiłem, wyrwał mi serce. – powiedział bezdusznie.
Coś we mnie pękło. Umysł zalała mi wściekłość pomieszana z niedowierzaniem i żalem.
- Jak to zabiłeś? – uniosłam głos.
- Wyrwał mi serce.
- To nie jest wytłumaczenie – odpowiedziałam gniewnie. On sobie żył, jedynie z trochę zmienionym ciałem, a Złodzieja nie było. Wiedziałam o demoniej naturze, nie wróci. A Manro przecież możemy wskrzeszać. Nie mogłam pojąć czemu on tego nie widział. Zabił mojego kolegę, który zawsze mi towarzyszył i był mi oddany. Zabił osobę na której bardzo mi zależało. Wściekłość przepełniała mnie całkowicie, na szczęście miałam na tyle silnej woli by się na niego nie rzucić. Nie jestem mu już nic winna. Moje zabójstwo to nic w porównaniu z jego zabójstwem. Manro wrócić jeszcze silniejszy, a Złodziej zniknął na zawsze. Nie można porównać obu tych zabójstw. Szczególnie, że Manro nie czuł się winny, on z premedytacją zabił Złodzieja.
- On wyrwał moje serce – powtórzył.
Usiadłam nic już nie mówiąc. Towarzysze potwierdzili to co już wiedziałam. Złodziej nie wróci. Zostało mi po nim ciało. Schowałam je ostrożnie do torby. Będę je nosić jak pozostałe moje pamiątki, ale ciało Złodzieja to coś więcej niż pamiątka.

Żałoba
Wszyscy zajęli się ćwiczeniami i swoimi własnymi sprawami. Mogłam się zaszyć w pokoju. Czekała nas na tyle długa podróż bym mogła dojść do siebie. Na łóżku położyłam ciało Złodzieja. Poważnie zastanawiałam się nad zmianą towarzyszy. Zabójstwo mojego najbliższego kolegi mocno mnie zraniło. Nawet nie myślałam, że smoki mogą tak cierpieć. Jako towarzysze ciągle robiliśmy sobie krzywdę, do tego się przyzwyczaiłam. Jednak stracenie Złodzieja to było coś więcej niż to co do tej pory mnie spotkało. Poczułam pustkę. Coraz mniej łączyło mnie z towarzyszami, widziałam jak się oddalam.
- Pamiętaj by pozostać smoczycą – powtarzał mi Kajris.
- Ale nie zapomnij też być człowiekiem – dodawał Torso.
Stawałam się człowiecza, nie mogłam temu zaprzeczyć. Trudniej było dopełnić obietnicy danej Kajrisowi. Może jedynym ratunkiem byłoby dla mnie znalezienie smoka i oddalenie się od towarzyszy. Powstrzymywała mnie ciekawość. Z towarzyszami wiele się działo i lepiej poznawałam świat, a także prawa w nim rządzące. Dzięki nim mogłabym szybciej wrócić na kontynent smoków. Jako smok należy odrzucić smutek, tęsknotę, bo inaczej można popaść w obłęd. Inne rasy przy smutku, złości robią rzeczy, których potem żałują. Jako smoczyca nie mogłam sobie pozwolić na to by uczucia wzięły nade mną górę. I gdy podróż do miasta krasnoludów dobiegała końca pozbyłam się resztek uczuć, które się we mnie obudziły na powrót stając się osobą nieciekawą dla towarzyszy.

Zaproszenie nie do odrzucenia
Zapraszali nas w różne miejsca. Moi towarzysze byli sławni i przyciągali takie sytuacje. Pierwszy raz spotkałam się z zaproszeniem, którego nie można odrzucić. To w sumie jak groźba: przyjdzie i tak nie macie wyboru, bo my was siłą przyprowadzimy. Byłam chętna by przyjąć zaproszenie, po towarzyszach widziałam, że mieli mieszane uczucia. Wszyscy specjalnie się przygotowali na przyjęcie zaproszenia. Ja jedynie miałam na sobie sukienkę, którą wcześniej zakupiłam, zakrytą płaszczem.
Przy wejściu kazali nam oddać bronie.
- Jakie ja mam bronie? – spytałam Ravisa.
Ravis wskazał mi, co ogólnie było uważane za broń. Gdy wskazał na ciało złodzieja serce mi ścisnęło. To jednak mi nie przeszło. Odgoniłam narastające emocje i bez słowa oddałam wszystkie bronie. Weszliśmy do środka. Tam zastaliśmy dużo strażników i kilka osób przy dużym krześle. Na krześle siedział jakiś krasnolud. Patrząc na całą scenerię łatwo zorientować się kto jest najważniejszy. Dojście do naszego króla też jest chronione, jednak jego już w środku nikt nie pilnuje. Widocznie ta ważna osoba tutaj nie była na tyle silna by sama siebie chronić. Nie byłam zainteresowana całym spotkaniem. Dość szybko się znudziłam. Kolejne oficjalne bzdury, niewiadomo komu potrzebne. Zaproponował towarzyszom, w tym mnie udział w turnieju pod jego flagą. Nie miałam w zwyczaju brania udziału w turniejach, więc odmówiłam. Potem nas zatrudnił, to już bardziej mnie zainteresowało. Przeczesanie lochów, pewnie czekała nas walka i możliwe pamiątki. Chciałam jak najszybciej udać się do lochów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz