Pamiętać o
smoczej naturze
By pamiętać
o tym kim się jest należy dość często sobie o tym przypominać. Kazali nam
wtopić się w życie ludzi, jednak nie należy zapominać, że nadal jesteśmy
smokami. Spotkałam wiele smoków, które skażone ludzkością nie wracały na
kontynent smoków, co gorsza zachowywali się bardziej jak ludzie niż smoki.
Przykładem tego jest jeden z moich towarzyszy: Ravis. Ani razu od kiedy
dołączył do drużyny, nie widziałam jaką ma prawdziwą postać. Ciągle nosi
zbroję. Zbroja daje mu dodatkową siłę, dlatego zrezygnował z bycia prawdziwym
sobą. Smutne to, że niektóre smoki polegają na zbroi, a nie na własnym ciele.
Chcąc
przypomnieć sobie jak to jest być smokiem po przyjęciu poszłam w miejsce, gdzie
nikt nie zagląda. Schowałam wszystkie rzeczy do kryształu, który powiesiłam na
szyi. Powróciłam do swojej pierwotnej postaci. Odbiłam się od ziemi i
poszybowałam w niebo. Dobrze było ponownie czuć swoje skrzydła, ogon, pazury.
Nie musiałam dbać o śmieszne ubrania. Jako smoczyca byłam wolna od wszelkich
zmartwień, etykiet, zasad zachowań. Po prostu leciałam gdzie mnie skrzydła
niosły. Leciałam nisko przy drzewach, ale dostatecznie wysoko by nie dotykać
żadnego z nich. W powietrzu byłam długi czas, a potem na powrót przybrałam
postać ludzką. Doszłam wtedy do wniosku, że łatwiej ściąga się sukienkę niż
cały komplet ubrań. Postanowiłam wybrać taką sukienkę, którą łatwo się zdejmuje
i nie niszczy się zbyt szybko.
Śmierć
Złodzieja
Gdy wróciłam
z zakupów zobaczyłam Złodzieja bezwładnie leżącego na ziemi. Przykucłam przy
nim i lekko go pchnęłam. Był zupełnie bez życia. Pełna obaw włożyłam go
ostrożnie do torby i udałam się do kantyny by dowiedzieć się co dolega mojemu
koledze.
- Wiecie co
się stało Złodziejowi? – spytałam wyciągając go z torby.
- Spytaj
Manro – odpowiedziała Vivienne.
- Ja go
zabiłem, wyrwał mi serce. – powiedział bezdusznie.
Coś we mnie
pękło. Umysł zalała mi wściekłość pomieszana z niedowierzaniem i żalem.
- Jak to
zabiłeś? – uniosłam głos.
- Wyrwał mi
serce.
- To nie
jest wytłumaczenie – odpowiedziałam gniewnie. On sobie żył, jedynie z trochę
zmienionym ciałem, a Złodzieja nie było. Wiedziałam o demoniej naturze, nie
wróci. A Manro przecież możemy wskrzeszać. Nie mogłam pojąć czemu on tego nie
widział. Zabił mojego kolegę, który zawsze mi towarzyszył i był mi oddany.
Zabił osobę na której bardzo mi zależało. Wściekłość przepełniała mnie
całkowicie, na szczęście miałam na tyle silnej woli by się na niego nie rzucić.
Nie jestem mu już nic winna. Moje zabójstwo to nic w porównaniu z jego
zabójstwem. Manro wrócić jeszcze silniejszy, a Złodziej zniknął na zawsze. Nie
można porównać obu tych zabójstw. Szczególnie, że Manro nie czuł się winny, on
z premedytacją zabił Złodzieja.
- On wyrwał
moje serce – powtórzył.
Usiadłam nic
już nie mówiąc. Towarzysze potwierdzili to co już wiedziałam. Złodziej nie
wróci. Zostało mi po nim ciało. Schowałam je ostrożnie do torby. Będę je nosić
jak pozostałe moje pamiątki, ale ciało Złodzieja to coś więcej niż pamiątka.
Żałoba
Wszyscy
zajęli się ćwiczeniami i swoimi własnymi sprawami. Mogłam się zaszyć w pokoju.
Czekała nas na tyle długa podróż bym mogła dojść do siebie. Na łóżku położyłam
ciało Złodzieja. Poważnie zastanawiałam się nad zmianą towarzyszy. Zabójstwo
mojego najbliższego kolegi mocno mnie zraniło. Nawet nie myślałam, że smoki
mogą tak cierpieć. Jako towarzysze ciągle robiliśmy sobie krzywdę, do tego się
przyzwyczaiłam. Jednak stracenie Złodzieja to było coś więcej niż to co do tej
pory mnie spotkało. Poczułam pustkę. Coraz mniej łączyło mnie z towarzyszami,
widziałam jak się oddalam.
- Pamiętaj
by pozostać smoczycą – powtarzał mi Kajris.
- Ale nie
zapomnij też być człowiekiem – dodawał Torso.
Stawałam się
człowiecza, nie mogłam temu zaprzeczyć. Trudniej było dopełnić obietnicy danej
Kajrisowi. Może jedynym ratunkiem byłoby dla mnie znalezienie smoka i oddalenie
się od towarzyszy. Powstrzymywała mnie ciekawość. Z towarzyszami wiele się
działo i lepiej poznawałam świat, a także prawa w nim rządzące. Dzięki nim
mogłabym szybciej wrócić na kontynent smoków. Jako smok należy odrzucić smutek,
tęsknotę, bo inaczej można popaść w obłęd. Inne rasy przy smutku, złości robią
rzeczy, których potem żałują. Jako smoczyca nie mogłam sobie pozwolić na to by
uczucia wzięły nade mną górę. I gdy podróż do miasta krasnoludów dobiegała
końca pozbyłam się resztek uczuć, które się we mnie obudziły na powrót stając
się osobą nieciekawą dla towarzyszy.
Zaproszenie
nie do odrzucenia
Zapraszali
nas w różne miejsca. Moi towarzysze byli sławni i przyciągali takie sytuacje.
Pierwszy raz spotkałam się z zaproszeniem, którego nie można odrzucić. To w
sumie jak groźba: przyjdzie i tak nie macie wyboru, bo my was siłą
przyprowadzimy. Byłam chętna by przyjąć zaproszenie, po towarzyszach widziałam,
że mieli mieszane uczucia. Wszyscy specjalnie się przygotowali na przyjęcie
zaproszenia. Ja jedynie miałam na sobie sukienkę, którą wcześniej zakupiłam,
zakrytą płaszczem.
Przy wejściu
kazali nam oddać bronie.
- Jakie ja
mam bronie? – spytałam Ravisa.
Ravis
wskazał mi, co ogólnie było uważane za broń. Gdy wskazał na ciało złodzieja
serce mi ścisnęło. To jednak mi nie przeszło. Odgoniłam narastające emocje i
bez słowa oddałam wszystkie bronie. Weszliśmy do środka. Tam zastaliśmy dużo
strażników i kilka osób przy dużym krześle. Na krześle siedział jakiś
krasnolud. Patrząc na całą scenerię łatwo zorientować się kto jest
najważniejszy. Dojście do naszego króla też jest chronione, jednak jego już w
środku nikt nie pilnuje. Widocznie ta ważna osoba tutaj nie była na tyle silna
by sama siebie chronić. Nie byłam zainteresowana całym spotkaniem. Dość szybko
się znudziłam. Kolejne oficjalne bzdury, niewiadomo komu potrzebne.
Zaproponował towarzyszom, w tym mnie udział w turnieju pod jego flagą. Nie
miałam w zwyczaju brania udziału w turniejach, więc odmówiłam. Potem nas
zatrudnił, to już bardziej mnie zainteresowało. Przeczesanie lochów, pewnie
czekała nas walka i możliwe pamiątki. Chciałam jak najszybciej udać się do
lochów.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz