środa, 8 kwietnia 2015

Niebezpieczne emocje

Wyniosłość drużyny
Od momentu zaręczyn nasza drużyna się podzieliła. Każdy miał swoje sprawy, swoje cele. Wszyscy zajęli się sobą. Ja trzymałam ze Mściborem, bo to była jedyna osoba, która mnie tak silnie wiązała ze Złodziejem. Egzystowałam między nimi, ale coraz mniej mnie wiązało z drużyną. Podróżowałam z nimi bo lepiej poznawałam świat. Byłam w miejscach, gdzie bez nich bym się nie udała. Sporo im zawdzięczałam, jednak na obecną chwilę byli mi obojętni.
Siedząc w karczmie obok Mścibora patrzyłam jak Vivienne znowu się kłóci.
- Nasi towarzysze ostatnio zachowują się wyniośle – przerwał ciszę Mścibor – Od kiedy doznali trochę władzy, zarówno Mikur jako czempion i Vivienne jako narzeczona księcia, zaczęli się unosić i inaczej zachowywać.
- Zgodzę się – przyznałam – Ostatnio wszyscy się rządzą, uważają za najważniejszych. Jakby świat kręcił się wokół nich.
- No strasznie się panoszą – zgodził się patrząc na wrzeszczącą Vivienne.
- Co oni mają z tą władzą?
- Sam nie wiem. – pokręcił głową – Widocznie władza niszczy psychikę.
Patrząc na Vivienne i Lancello stwierdziłam to samo co Mścibor. Oni zmienili się od tej władzy. Szczególnie Vivienne. Stała się bardziej wyniosła, jakby była słonecznym elfem. Jeszcze tylko brakuje poniżania innych, choć chyba jej niewiele brakuje. Lancello był zupełnie inni niż gdy poznałam go na początku. Wtedy miał taki swój własny charakter, a przy Vivienne stracił swój poprzedni charakter. Może i trochę coś jeszcze zostało, ale wszystko głównie wiązało się z wampirzycą.
Mikur z miłego kamiennego chłopaka stał się jakąś skałą, która reaguje emocjonalnie. Był bardziej agresywny, inaczej chodził. Chyba ten tłum fanów wokół niego uderzył mu do głowy.
Patrzyłam na to wszystko z boku obserwując jak drużyna zatraca się we władzy, sławie. Wszyscy byli zajęci sobą i coraz mniej byliśmy drużyną.

Spotkanie Kajresa
Zmęczona towarzystwem drużyny udałam się na stragany. Brakowało mi księgi legend krasnoludzkich. Mścibor załatwiał swoje sprawy, zresztą jak reszta drużyny. Dość szybko nabyłam księgę i gdy przyglądałam się wystawom usłyszałam za sobą głos:
- Sijaka
Odwróciłam się. Przede mną stał mężczyzna w długich czerwonych włosach i elfich uszach.
- Kajres – ucieszyłam się na widok brata.
Powstrzymałam odruch przytulenia się. To było ludzkie, a Kajres wolał smocze zachowanie. Ja akurat miałam mało smocze zachowanie, ale przytulenie nie wchodziło w rachubę.
- Fajnie cię widzieć – powiedziałam z uśmiechem. Od dawna tak się nie cieszyłam. Po śmierci Złodzieja ciężko było panować nad narastającą złością.
- Podróżujesz z dwunogami – stwierdził po chwili z obrzydzeniem.
- Ach no tak wyszło – odpowiedziałam nieco zmieszana. Doskonale pamiętałam jak Kajres gardził innymi gatunkami. Miałam niegdyś podobne zdanie, ale poznałam naprawdę ciekawe niesmoki.
- Bierzemy udział w turnieju. Chcemy wszystkim pokazać, że smoki są lepsze. Może wystartujesz z nami w turnieju? – spytał.
- Ja nie walczę.
- No tak – przypomniał sobie – to takie nie smocze.
Kajres potrafił wprowadzić mnie w zakłopotanie, jednak zbyt bardzo cieszyłam się, że go widzę. Kochałam brata, jedyne uczucie, którym nie gardziłam. Miałam do niego także wielki szacunek. Pewnie dlatego jeszcze znosił moje mało smocze zachowanie. Jego obrzydzenie z twarzy zniknęło.
- Przedstawię ci moich smoczych znajomych – powiedział podkreślając słowo smoczych.
- Z chęcią ich poznam.
Uradowana poszłam za swoim bratem. Trochę się zmienił od naszego rozstania. Wtedy był bardziej pogodny, pełen ambicji i radości. Chciał pomagać smokom w świecie. Aktualnie był ambitny i czułam bijącą od niego siłę. Urósł bardzo w siłę od ostatniego spotkania. Niby minęło mało czasu, ale sporo się zmieniło. Choć ja pozostałam mniej więcej taka sama. Brat widać poszedł w innym kierunku. Stał się bardziej mroczny, bezwzględny. W oczach widziałam okrucieństwo. Pewnie miał na swoich rękach sporo krwi. Ale chociażby czynił wiele zła dla mnie było to nieistotne i Kajres o tym dobrze wiedział. Byłam wobec niego lojalna, ponieważ był moim bratem. Zresztą złożyliśmy sobie obietnicę: nigdy siebie nie atakować i mieć do siebie szacunek. Brat nadal mnie męczył o moją mało smoczą naturę jak za młodszych lat, ale na swój sposób mnie lubił. Miałam ten niepowtarzalny upór, który zawsze go rozbawiał, a niekiedy zastanawiał. Przez ten czas moje myślenie zbytnio nie uległo zmianie.
Zaprowadził mnie do karczmy i poznał ze swoimi kolegami. Oni ucieszyli się, że mnie poznali, ja także się ucieszyłam. Dowiedziałam się przy okazji do jakiej grupy należy brat. Coś zapaliło się w mojej głowie, ale zignorowałam to. To był mój brat. Opowiedziałam mu o swoich przygodach. A gdy poprosił o wszelkie informacje o konkurentach, bo moi towarzysze brali udział w bitwie, wszystko mu powiedziałam. Chciałam pomóc wygrać swojemu bratu i już wiedziałam, że na turnieju będę mu kibicować.
- Jutro zapoznam cię z pewnym znajomym – powiedział na koniec – Nie jest smokiem, ale jest bardzo przydatny.
- Z chęcią go poznam – powiedziałam i pożegnałam się z bratem jak i z jego towarzyszami.
Drużyna smoków była ciekawym pomysłem. Jednak Torso mówił, że należy poznać inne rasy. Dlatego też kupowałam księgi legend. Od legend wszystko się zaczyna, a moja drużyna była mieszanką wielu kultur. Zadowolona ze spotkania z bratem wróciłam do karczmy.
Moje wejście zauważył Lancello i zainteresował się, co mnie trochę zaskoczyło, bo na ogół byłam dla niego tylko nieużyteczną towarzyszką. Zadał mi pytanie, którego treści niestety niekojarze, za bardzo rozkojarzona byłam faktem zainteresowania moją osobą przez kogoś innego niż Mścibor.
- Spotkałam brata – odpowiedziałam uradowana.
Lancello chciał dowiedzieć się więcej, jednak Vivienne odwróciła jego uwagę, a ja udałam się do siebie by zacząć czytać księgę.

Kolega Kajresa
Następnego dnia udałam się do karczmy. Przywitał mnie brat ze znajomym o którym mówił. Postać była zakapturzona, gdy Kajres go mi przedstawił on odsłonił swoje oblicze. Zobaczyłam Malara (Gervallen), którego wcześniej poznałam. To ten sam, który dał mi dzwoneczek.
- Ach to ty – przywitałam się – Miło mi cię widzieć.
Uśmiechnął się w odpowiedzi.
- Widzę, że podoba się dzwoneczek – odparł.
- Tak, jest piękny – zadzwoniłam nim lekko.
Nie spodziewałam się, że będę miała z bratem wspólnego znajomego. Wiedziałam co oznacza przyjaźnienie się z Malarem. Jak moja drużyna pozna mojego brata może być różnie. Trochę cieszyłam się, że brat ma po swojej stronie Malara, dzięki temu moja drużyna będzie miała problem z zabiciem go, gdyby miała taki zamiar. Mimo wszystko nie bałam się o siebie ani o brata, choć wiedziałam o tym, że kontakt z Malarem źle się kończy. Zaczynałam przyciągać kłopoty, co wcześniej robił Pan Wąż.
- Słyszałem, że kilka osób z twojej drużyny coś planuje w nocy – zagadnął – Może dowiesz się o co chodzi?
- Spróbuję – zgodziłam się.
Spotkanie przebiegło spokojnie. Ja potem próbowałam dowiedzieć się od Mścibora czy na noc ma coś zaplanowane, jednak zaprzeczył. Czułam, że nie mówi całej prawdy, ale nie męczyłam go. Spróbowałam.

Śmierć Mścibora
W karczmie zostali tylko Lancello i Vivienne. Nie chciałam im towarzyszyć, więc udałam się do siebie by zacząć czytać księgę. Legendy krasnoludów są ciekawe, o  ile elfie i ludzkie miały podobne wątki, o tyle krasnoludzkie miały w sobie coś wciągającego. Lekturę przerwało mi wrzeszczenie na dole. Wyszłam za drzwi obok, których stali jacyś ludzie, zignorowałam ich i zeszłam na dół. Ci ludzie poszli za mną.
- Co to za wrzaski? – spytałam.
Mikur wrzeszczał jakieś słowa, ale ciężko go było zrozumieć, a Vivienne go uspakajała.
- Mikur zabił Mścibora – oznajmił mi Lancello przyglądając się mojej reakcji.
W mojej głowie powstała pustka. Nie chciałam w to uwierzyć.
- Tam są jego pozostałości – dodał wskazując na kupę prochu.
- Ścierwo – powiedział z obrzydzeniem Mikur patrząc na proch.
Pustka wypełniła się żalem. Chciałam chronić Mścibora, jednak nie udało mi się. Żal został zastąpiony rozpaczą, która szybko zamieniła się we wściekłość. Miałam ochotę zionąć i zniszczyć wszystko co wokół mnie się znajdowało. Przez ten czas patrzyłam na prochy Mścibora. Gdy miałam problem z powstrzymaniem się, odwróciłam wzrok i bez słowa wyszłam poza karczmę. Udałam się prosto do brata. Kolejna śmierć mojego kolegi. Nie mogłam usiedzieć. Świeże powietrze trochę złagodziło moją złość, dzięki czemu emocje nie zawładnęły moim ciałem. Wzięłam kilka wdechów i nim dotarłam do brata byłam w miarę uspokojona. Brat szybko zobaczył, że nie jestem w nastroju. Wiedział jak ode mnie wyciągnąć co mi dolega, nie musiał nawet o nic pytać. Sama mu wszystko opowiedziałam.
- Pomożemy ci się zemścić – obiecał – ale ponieważ to była postać niższa musisz do nas dołączyć. Nie będziesz walczyć, wystarczy, że będziesz do nas należeć.
Wiedziałam, że to źle wróży. Ale w tym momencie było mi wszystko jedno. Brat mnie lubił i nie skrzywdzi mnie. Będzie mnie chronił i dbał o to by niczego mi nie zabrakło. Dołączenie do bractwa miało wiele ze sobą konsekwencji, a także fakt porzucenia drużyny. Uznali by mnie za zdrajczynię. Choć czy oni mnie nie zdradzili zabijając osoby na których mi zależy? Byłam już gotowa zgodzić się. Nie musiałam nic przysięgać. Brat wiedziałby od razu, że nigdy go nie zdradzę i jestem bardzo lojalna. Gdy chciałam się odezwać w drzwiach pojawił się mężczyzna w złotych włosach i niebieskich oczach.
- Znalazłem smoka, może będzie się chciał przyłączyć – oznajmił towarzysz brata.
Brat kiwnął głową, a ja nie odrywałam wzroku od przybysza. Zaciekawił mnie przedmiotem trzymanym w rękach. On zaś dostrzegł moje spojrzenie i powiedział:
- Cześć piękna.
Brat mi odpuścił zostawiając mnie z nowym przybyszem, a ja do niego zagadałam. Powiedziałam o śmierci Mścibora. Chcąc mnie pocieszyć zaśpiewał mi piosenkę.
W trakcie piosenki pomieszczenie się rozjaśniło, ja poczułam gorąco na policzkach, a mój kielich napełnił się winem. Stwierdziłam, że ten smok jest jedyny w swoim rodzaju. Bo który smok gra na gitarze i śpiewa?

Dżejbols
Obudziłam się obok nowo poznanego smoka. Byłam świadoma tego co się wydarzyło, ale działałam jak zaklęta. Nie spodziewałam się nigdy takiej reakcji po sobie. Moje uczucia wcześniej zamknięte wypłynęły. Wszystko co do tej pory mnie złościło zniknęło. Nic nie miało znaczenia. Wszystko co zostało przebudzone skierowało się na Dżejbolsa. Wywołał u mnie uczucia, których nikt z drużyny nie potrafił nawet drgnąć. Zakochanie było naprawdę silnym uczuciem. Nie myślałam, że smoki potrafią tak silnie kochać. A byłam pewna, że go kocham. Nie ważne czy się znaliśmy, że mało o sobie wiemy.
Po przebudzeniu rozmawialiśmy o swoich przygodach. Głównie ja mówiłam, bo więcej zwiedziłam i wiele w moim życiu się wydarzyło. Słuchał mnie zafascynowany. Po drodze zerwał dla mnie kwiata. Nie znałam jeszcze tej tradycji, ale postanowiłam sobie zachować na pamiątkę, więc wrzuciłam do torby. Pokazałam mu kilka przedmiotów i opowiedziałam historie z nimi związane.
Nawet nie da się opisać tego co aktualnie czuje, jest to po prostu niemożliwe. To się nie mieści w mojej smoczej świadomości, wykracza poza moje myślenie.
Związałam się z Dżejbolsem chwilą, która złączyła nas łańcuchem. Byliśmy już sobie oddani i czuliśmy, że będziemy ze sobą aż do śmierci. Krótka chwila nas złączyła, jedno mgnienie.
Zaprowadziłam swojego chłopaka do karczmy w której byłam z towarzyszami. Chciałam im go przedstawić, jednak nie od razu było mi to dane, Vivienne znowu się z kimś kłóciła. Pewnie bym się zirytowała, ale czułam się odporna na negatywne emocje. Przysiadłam przy stole, gdzie siedzieli Ravis i Manro przyglądający się tej sytuacji. Przy okazji wszystko opisywałam smokowi. Był zaciekawiony moimi towarzyszami. Stwierdził, że są zabawni.

Brandivor
Powodem kłótni był miecz. Dokładnie to krwawy elf, który zamieniał się w miecz. Historia jego i Vivienne wydaje mi się zbyt śmieszna i nie godna uwagi by zapisywać ją w dzienniku. Brandivor sam w sobie był ciekawą istotą. Poznałam go gdzieś na początku podróży. Z ciekawością zawsze obserwowałam jego ruchy, zachowanie osób, które go trzymały. Tak też było i tym razem. Sterował naszym towarzyszem. Vivienne była wściekła, a Lancello trzymał w dłoni sztylet. Jak bardzo znana mi scena. W sumie na ogół kiedy oni są razem zawsze jest podobnie. Brandivor przez usta towarzysza szydził z Vivienne. Nie powiem, że w niektórych momentach nie zasłużyła, co potwierdził Manro głośnym śmiechem. Obserwowałam Dżejbolsa, który wyciągnął notes i zaczął pisać. Gdy skończył uderzył w struny i zaśpiewał. Ravis i Manro zwrócili na niego uwagę, a elf pod władzą Brandivora zaczął krwawić.
Brandivor ma osobliwy charakter. Osobiście z nim nie rozmawiałam, ale na ogół towarzysze źle reagowali na jego towarzystwo. Mi osobiście nie przeszkadzał. Był tak samo interesujący jak Talatsu, którego nosiłam w torbie. Będę mu musiała powiedzieć o śmierci Mścibora.

Gdy Vivienne się nakrzyczała, co trwało długo dopiero zwróciła na nas uwagę. Bawiłam się dzwoneczkiem, którego dźwięk mnie uspokajał.
- A co jesteś taka zadowolona? – spytała – I kim jest twój towarzysz?
- To mój chłopak – oznajmiłam krótko.
Zaskoczenie wypłynęło na twarz Vivienne. W sumie nikt z towarzyszy nie spodziewał się, że kogoś ze sobą przyprowadzę.
- Dżejbols – przedstawił się wyciągając do Vivienne rękę.
Miny na twarzach towarzyszy ubawiły mnie. Byłam usatysfakcjonowana całą sytuacją oraz zachwycona Dżejbolsem. Z taką cierpliwością czekał, aż towarzysze zobaczą nową osobę. Ja za to cieszyłam się, że go poznałam.

Gdy w kimś się tak zakochacie uważajcie. Wszystkie uczucia skumulowałam w chłopaku. Co znaczy, że jak ktoś zagrozi mu, ja mogę odpowiedzieć agresją. Wtedy uczucia mają władzę nad twoim ciałem i ciężko panować nad niektórymi odruchami. Jest to niebezpieczny stan, ale warty podjęcia ryzyka. Bo tego uczucia po prostu nie da się opisać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz