Wyniosłość
drużyny
Od momentu
zaręczyn nasza drużyna się podzieliła. Każdy miał swoje sprawy, swoje cele.
Wszyscy zajęli się sobą. Ja trzymałam ze Mściborem, bo to była jedyna osoba,
która mnie tak silnie wiązała ze Złodziejem. Egzystowałam między nimi, ale
coraz mniej mnie wiązało z drużyną. Podróżowałam z nimi bo lepiej poznawałam
świat. Byłam w miejscach, gdzie bez nich bym się nie udała. Sporo im
zawdzięczałam, jednak na obecną chwilę byli mi obojętni.
Siedząc w
karczmie obok Mścibora patrzyłam jak Vivienne znowu się kłóci.
- Nasi
towarzysze ostatnio zachowują się wyniośle – przerwał ciszę Mścibor – Od kiedy
doznali trochę władzy, zarówno Mikur jako czempion i Vivienne jako narzeczona
księcia, zaczęli się unosić i inaczej zachowywać.
- Zgodzę się
– przyznałam – Ostatnio wszyscy się rządzą, uważają za najważniejszych. Jakby
świat kręcił się wokół nich.
- No
strasznie się panoszą – zgodził się patrząc na wrzeszczącą Vivienne.
- Co oni
mają z tą władzą?
- Sam nie
wiem. – pokręcił głową – Widocznie władza niszczy psychikę.
Patrząc na
Vivienne i Lancello stwierdziłam to samo co Mścibor. Oni zmienili się od tej
władzy. Szczególnie Vivienne. Stała się bardziej wyniosła, jakby była
słonecznym elfem. Jeszcze tylko brakuje poniżania innych, choć chyba jej
niewiele brakuje. Lancello był zupełnie inni niż gdy poznałam go na początku.
Wtedy miał taki swój własny charakter, a przy Vivienne stracił swój poprzedni
charakter. Może i trochę coś jeszcze zostało, ale wszystko głównie wiązało się
z wampirzycą.
Mikur z
miłego kamiennego chłopaka stał się jakąś skałą, która reaguje emocjonalnie.
Był bardziej agresywny, inaczej chodził. Chyba ten tłum fanów wokół niego
uderzył mu do głowy.
Patrzyłam na
to wszystko z boku obserwując jak drużyna zatraca się we władzy, sławie.
Wszyscy byli zajęci sobą i coraz mniej byliśmy drużyną.
Spotkanie
Kajresa
Zmęczona
towarzystwem drużyny udałam się na stragany. Brakowało mi księgi legend krasnoludzkich.
Mścibor załatwiał swoje sprawy, zresztą jak reszta drużyny. Dość szybko nabyłam
księgę i gdy przyglądałam się wystawom usłyszałam za sobą głos:
- Sijaka
Odwróciłam
się. Przede mną stał mężczyzna w długich czerwonych włosach i elfich uszach.
- Kajres –
ucieszyłam się na widok brata.
Powstrzymałam
odruch przytulenia się. To było ludzkie, a Kajres wolał smocze zachowanie. Ja
akurat miałam mało smocze zachowanie, ale przytulenie nie wchodziło w rachubę.
- Fajnie cię
widzieć – powiedziałam z uśmiechem. Od dawna tak się nie cieszyłam. Po śmierci
Złodzieja ciężko było panować nad narastającą złością.
-
Podróżujesz z dwunogami – stwierdził po chwili z obrzydzeniem.
- Ach no tak
wyszło – odpowiedziałam nieco zmieszana. Doskonale pamiętałam jak Kajres
gardził innymi gatunkami. Miałam niegdyś podobne zdanie, ale poznałam naprawdę
ciekawe niesmoki.
- Bierzemy
udział w turnieju. Chcemy wszystkim pokazać, że smoki są lepsze. Może
wystartujesz z nami w turnieju? – spytał.
- Ja nie
walczę.
- No tak –
przypomniał sobie – to takie nie smocze.
Kajres
potrafił wprowadzić mnie w zakłopotanie, jednak zbyt bardzo cieszyłam się, że
go widzę. Kochałam brata, jedyne uczucie, którym nie gardziłam. Miałam do niego
także wielki szacunek. Pewnie dlatego jeszcze znosił moje mało smocze
zachowanie. Jego obrzydzenie z twarzy zniknęło.
-
Przedstawię ci moich smoczych znajomych – powiedział podkreślając słowo
smoczych.
- Z chęcią
ich poznam.
Uradowana
poszłam za swoim bratem. Trochę się zmienił od naszego rozstania. Wtedy był
bardziej pogodny, pełen ambicji i radości. Chciał pomagać smokom w świecie.
Aktualnie był ambitny i czułam bijącą od niego siłę. Urósł bardzo w siłę od
ostatniego spotkania. Niby minęło mało czasu, ale sporo się zmieniło. Choć ja
pozostałam mniej więcej taka sama. Brat widać poszedł w innym kierunku. Stał
się bardziej mroczny, bezwzględny. W oczach widziałam okrucieństwo. Pewnie miał
na swoich rękach sporo krwi. Ale chociażby czynił wiele zła dla mnie było to
nieistotne i Kajres o tym dobrze wiedział. Byłam wobec niego lojalna, ponieważ
był moim bratem. Zresztą złożyliśmy sobie obietnicę: nigdy siebie nie atakować
i mieć do siebie szacunek. Brat nadal mnie męczył o moją mało smoczą naturę jak
za młodszych lat, ale na swój sposób mnie lubił. Miałam ten niepowtarzalny upór,
który zawsze go rozbawiał, a niekiedy zastanawiał. Przez ten czas moje myślenie
zbytnio nie uległo zmianie.
Zaprowadził
mnie do karczmy i poznał ze swoimi kolegami. Oni ucieszyli się, że mnie
poznali, ja także się ucieszyłam. Dowiedziałam się przy okazji do jakiej grupy
należy brat. Coś zapaliło się w mojej głowie, ale zignorowałam to. To był mój
brat. Opowiedziałam mu o swoich przygodach. A gdy poprosił o wszelkie
informacje o konkurentach, bo moi towarzysze brali udział w bitwie, wszystko mu
powiedziałam. Chciałam pomóc wygrać swojemu bratu i już wiedziałam, że na
turnieju będę mu kibicować.
- Jutro
zapoznam cię z pewnym znajomym – powiedział na koniec – Nie jest smokiem, ale
jest bardzo przydatny.
- Z chęcią
go poznam – powiedziałam i pożegnałam się z bratem jak i z jego towarzyszami.
Drużyna
smoków była ciekawym pomysłem. Jednak Torso mówił, że należy poznać inne rasy.
Dlatego też kupowałam księgi legend. Od legend wszystko się zaczyna, a moja
drużyna była mieszanką wielu kultur. Zadowolona ze spotkania z bratem wróciłam
do karczmy.
Moje wejście
zauważył Lancello i zainteresował się, co mnie trochę zaskoczyło, bo na ogół
byłam dla niego tylko nieużyteczną towarzyszką. Zadał mi pytanie, którego
treści niestety niekojarze, za bardzo rozkojarzona byłam faktem zainteresowania
moją osobą przez kogoś innego niż Mścibor.
- Spotkałam
brata – odpowiedziałam uradowana.
Lancello
chciał dowiedzieć się więcej, jednak Vivienne odwróciła jego uwagę, a ja udałam
się do siebie by zacząć czytać księgę.
Kolega
Kajresa
Następnego
dnia udałam się do karczmy. Przywitał mnie brat ze znajomym o którym mówił.
Postać była zakapturzona, gdy Kajres go mi przedstawił on odsłonił swoje
oblicze. Zobaczyłam Malara (Gervallen), którego wcześniej poznałam. To ten sam,
który dał mi dzwoneczek.
- Ach to ty –
przywitałam się – Miło mi cię widzieć.
Uśmiechnął
się w odpowiedzi.
- Widzę, że
podoba się dzwoneczek – odparł.
- Tak, jest
piękny – zadzwoniłam nim lekko.
Nie
spodziewałam się, że będę miała z bratem wspólnego znajomego. Wiedziałam co
oznacza przyjaźnienie się z Malarem. Jak moja drużyna pozna mojego brata może
być różnie. Trochę cieszyłam się, że brat ma po swojej stronie Malara, dzięki
temu moja drużyna będzie miała problem z zabiciem go, gdyby miała taki zamiar.
Mimo wszystko nie bałam się o siebie ani o brata, choć wiedziałam o tym, że
kontakt z Malarem źle się kończy. Zaczynałam przyciągać kłopoty, co wcześniej
robił Pan Wąż.
- Słyszałem,
że kilka osób z twojej drużyny coś planuje w nocy – zagadnął – Może dowiesz się
o co chodzi?
- Spróbuję –
zgodziłam się.
Spotkanie
przebiegło spokojnie. Ja potem próbowałam dowiedzieć się od Mścibora czy na noc
ma coś zaplanowane, jednak zaprzeczył. Czułam, że nie mówi całej prawdy, ale
nie męczyłam go. Spróbowałam.
Śmierć
Mścibora
W karczmie
zostali tylko Lancello i Vivienne. Nie chciałam im towarzyszyć, więc udałam się
do siebie by zacząć czytać księgę. Legendy krasnoludów są ciekawe, o ile elfie i ludzkie miały podobne wątki, o
tyle krasnoludzkie miały w sobie coś wciągającego. Lekturę przerwało mi
wrzeszczenie na dole. Wyszłam za drzwi obok, których stali jacyś ludzie,
zignorowałam ich i zeszłam na dół. Ci ludzie poszli za mną.
- Co to za
wrzaski? – spytałam.
Mikur
wrzeszczał jakieś słowa, ale ciężko go było zrozumieć, a Vivienne go
uspakajała.
- Mikur
zabił Mścibora – oznajmił mi Lancello przyglądając się mojej reakcji.
W mojej
głowie powstała pustka. Nie chciałam w to uwierzyć.
- Tam są
jego pozostałości – dodał wskazując na kupę prochu.
- Ścierwo –
powiedział z obrzydzeniem Mikur patrząc na proch.
Pustka
wypełniła się żalem. Chciałam chronić Mścibora, jednak nie udało mi się. Żal
został zastąpiony rozpaczą, która szybko zamieniła się we wściekłość. Miałam
ochotę zionąć i zniszczyć wszystko co wokół mnie się znajdowało. Przez ten czas
patrzyłam na prochy Mścibora. Gdy miałam problem z powstrzymaniem się,
odwróciłam wzrok i bez słowa wyszłam poza karczmę. Udałam się prosto do brata.
Kolejna śmierć mojego kolegi. Nie mogłam usiedzieć. Świeże powietrze trochę
złagodziło moją złość, dzięki czemu emocje nie zawładnęły moim ciałem. Wzięłam
kilka wdechów i nim dotarłam do brata byłam w miarę uspokojona. Brat szybko
zobaczył, że nie jestem w nastroju. Wiedział jak ode mnie wyciągnąć co mi
dolega, nie musiał nawet o nic pytać. Sama mu wszystko opowiedziałam.
- Pomożemy
ci się zemścić – obiecał – ale ponieważ to była postać niższa musisz do nas
dołączyć. Nie będziesz walczyć, wystarczy, że będziesz do nas należeć.
Wiedziałam,
że to źle wróży. Ale w tym momencie było mi wszystko jedno. Brat mnie lubił i
nie skrzywdzi mnie. Będzie mnie chronił i dbał o to by niczego mi nie zabrakło.
Dołączenie do bractwa miało wiele ze sobą konsekwencji, a także fakt porzucenia
drużyny. Uznali by mnie za zdrajczynię. Choć czy oni mnie nie zdradzili
zabijając osoby na których mi zależy? Byłam już gotowa zgodzić się. Nie
musiałam nic przysięgać. Brat wiedziałby od razu, że nigdy go nie zdradzę i
jestem bardzo lojalna. Gdy chciałam się odezwać w drzwiach pojawił się
mężczyzna w złotych włosach i niebieskich oczach.
- Znalazłem
smoka, może będzie się chciał przyłączyć – oznajmił towarzysz brata.
Brat kiwnął
głową, a ja nie odrywałam wzroku od przybysza. Zaciekawił mnie przedmiotem
trzymanym w rękach. On zaś dostrzegł moje spojrzenie i powiedział:
- Cześć
piękna.
Brat mi
odpuścił zostawiając mnie z nowym przybyszem, a ja do niego zagadałam.
Powiedziałam o śmierci Mścibora. Chcąc mnie pocieszyć zaśpiewał mi piosenkę.
W trakcie
piosenki pomieszczenie się rozjaśniło, ja poczułam gorąco na policzkach, a mój
kielich napełnił się winem. Stwierdziłam, że ten smok jest jedyny w swoim
rodzaju. Bo który smok gra na gitarze i śpiewa?
Dżejbols
Obudziłam
się obok nowo poznanego smoka. Byłam świadoma tego co się wydarzyło, ale
działałam jak zaklęta. Nie spodziewałam się nigdy takiej reakcji po sobie. Moje
uczucia wcześniej zamknięte wypłynęły. Wszystko co do tej pory mnie złościło
zniknęło. Nic nie miało znaczenia. Wszystko co zostało przebudzone skierowało
się na Dżejbolsa. Wywołał u mnie uczucia, których nikt z drużyny nie potrafił
nawet drgnąć. Zakochanie było naprawdę silnym uczuciem. Nie myślałam, że smoki
potrafią tak silnie kochać. A byłam pewna, że go kocham. Nie ważne czy się
znaliśmy, że mało o sobie wiemy.
Po
przebudzeniu rozmawialiśmy o swoich przygodach. Głównie ja mówiłam, bo więcej
zwiedziłam i wiele w moim życiu się wydarzyło. Słuchał mnie zafascynowany. Po
drodze zerwał dla mnie kwiata. Nie znałam jeszcze tej tradycji, ale
postanowiłam sobie zachować na pamiątkę, więc wrzuciłam do torby. Pokazałam mu
kilka przedmiotów i opowiedziałam historie z nimi związane.
Nawet nie da
się opisać tego co aktualnie czuje, jest to po prostu niemożliwe. To się nie
mieści w mojej smoczej świadomości, wykracza poza moje myślenie.
Związałam
się z Dżejbolsem chwilą, która złączyła nas łańcuchem. Byliśmy już sobie oddani
i czuliśmy, że będziemy ze sobą aż do śmierci. Krótka chwila nas złączyła,
jedno mgnienie.
Zaprowadziłam
swojego chłopaka do karczmy w której byłam z towarzyszami. Chciałam im go
przedstawić, jednak nie od razu było mi to dane, Vivienne znowu się z kimś
kłóciła. Pewnie bym się zirytowała, ale czułam się odporna na negatywne emocje.
Przysiadłam przy stole, gdzie siedzieli Ravis i Manro przyglądający się tej
sytuacji. Przy okazji wszystko opisywałam smokowi. Był zaciekawiony moimi
towarzyszami. Stwierdził, że są zabawni.
Brandivor
Powodem
kłótni był miecz. Dokładnie to krwawy elf, który zamieniał się w miecz.
Historia jego i Vivienne wydaje mi się zbyt śmieszna i nie godna uwagi by
zapisywać ją w dzienniku. Brandivor sam w sobie był ciekawą istotą. Poznałam go
gdzieś na początku podróży. Z ciekawością zawsze obserwowałam jego ruchy,
zachowanie osób, które go trzymały. Tak też było i tym razem. Sterował naszym
towarzyszem. Vivienne była wściekła, a Lancello trzymał w dłoni sztylet. Jak
bardzo znana mi scena. W sumie na ogół kiedy oni są razem zawsze jest podobnie.
Brandivor przez usta towarzysza szydził z Vivienne. Nie powiem, że w niektórych
momentach nie zasłużyła, co potwierdził Manro głośnym śmiechem. Obserwowałam
Dżejbolsa, który wyciągnął notes i zaczął pisać. Gdy skończył uderzył w struny
i zaśpiewał. Ravis i Manro zwrócili na niego uwagę, a elf pod władzą Brandivora
zaczął krwawić.
Brandivor ma
osobliwy charakter. Osobiście z nim nie rozmawiałam, ale na ogół towarzysze źle
reagowali na jego towarzystwo. Mi osobiście nie przeszkadzał. Był tak samo
interesujący jak Talatsu, którego nosiłam w torbie. Będę mu musiała powiedzieć
o śmierci Mścibora.
Gdy Vivienne
się nakrzyczała, co trwało długo dopiero zwróciła na nas uwagę. Bawiłam się
dzwoneczkiem, którego dźwięk mnie uspokajał.
- A co
jesteś taka zadowolona? – spytała – I kim jest twój towarzysz?
- To mój
chłopak – oznajmiłam krótko.
Zaskoczenie
wypłynęło na twarz Vivienne. W sumie nikt z towarzyszy nie spodziewał się, że
kogoś ze sobą przyprowadzę.
- Dżejbols –
przedstawił się wyciągając do Vivienne rękę.
Miny na
twarzach towarzyszy ubawiły mnie. Byłam usatysfakcjonowana całą sytuacją oraz
zachwycona Dżejbolsem. Z taką cierpliwością czekał, aż towarzysze zobaczą nową
osobę. Ja za to cieszyłam się, że go poznałam.
Gdy w kimś
się tak zakochacie uważajcie. Wszystkie uczucia skumulowałam w chłopaku. Co
znaczy, że jak ktoś zagrozi mu, ja mogę odpowiedzieć agresją. Wtedy uczucia
mają władzę nad twoim ciałem i ciężko panować nad niektórymi odruchami. Jest to
niebezpieczny stan, ale warty podjęcia ryzyka. Bo tego uczucia po prostu nie da
się opisać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz