Historia Oneiros

Historia część 1: Stworzenie
Zaczęło się od Pustki. Nicości absolutnej. Nicość była wszystkim i wszystko było nicością.
W tej właśnie pustce narodził się Oneiros. Śniący. Stwórca. Jego byt przepełniał pustkę, która zdawała się nie mieć kresu, a jego umysł sięgał poza wymiary. Zmęczony próbą ogarnięcia pustki Oneiros zapadł w sen. W tym śnie marzył o tym aby istniało coś oprócz niego i tej bezkresnej nicości.
Ten właśnie "Pierwszy Sen" uruchomił moc sprawczą Oneirosa i spowodował powstanie nowego wymiaru pełnego gwiazd, słońc i planet. A zwłaszcza jednej, na której bujnie zaczęła się rozrastać roślinność i powstawał ekosystem wypełniany zwierzętami wszelkiego rodzaju.
Po przebudzeniu Oneiros od razu wyczuł nowo wykreowany wymiar, w którym coś w końcu istniało. Chcąc być bliżej swego dzieła, które nazwał własnym imieniem pragnął wydostać się z pustki. Nie będąc w stanie tego uczynić, zmęczony ponownie zapadł w "Drugi Sen".
Poprzez sen, używając ogromnej części swej mocy, Oneiros wydostał się z Pustki i mógł wreszcie w pełni zachwycać się nowym światem. Jednak odcięty od pustki Stwórca nie mógł regenerować swych mocy. Aby móc poświęcić się tylko tworzeniu, poprzez "Trzeci Sen" powołał do istnienia trzech nadbogów- swoich synów- aby zarządzali i opiekowali się młodym światem.
Tymi bogami byli TetsuRaistr i Malarei.

Historia część 2: Pierwsze rasy rozumne
Świat kwitł. Oneiros obserwował piękno życia przygotowując się do kolejnego snu, a trójka jego synów zarządzała światem. Na początku wszyscy byli jednakowi, lecz z czasem powoli zaczęli formować swoje własne poglądy a razem z tym zmieniał się ich wygląd.
Tetsu przedkładał ponad wszystko porządek a Malarei najbardziej cenił sobie zmiany i brak stałości. Najbliżej tego jakim został stworzony pozostał Raistr, będąc stale pomiędzy braćmi i łagodząc ich spory.
W tym czasie Oneiros często przebywał na świecie zwiedzając go samotnie, więc nie mógł zobaczyć co wkrada się w serca jego dzieci. Gdy powrócił i nadszedł czas "Czwartego Snu", ogłosił że postanowił stworzyć istoty rozumne. Zaobserwował bowiem, iż istnieje w naturze pięć sił, które nią rządzą i tak samo powołał pięć ras, które będą z nimi powiązane. Wtedy podszedł do niego Tetsu i wybłagał, aby Oneiros użyczył mu odrobinę swej sprawczej mocy aby i on mógł stworzyć jedną rasę, która pomoże w jego dziele. Oneiros zgodził się i uszczuplił swą moc o odrobinę darowując ten niewielki kawałek Tetsu.
I tak Oneiros stworzył pięć wymiarów nakładających się na ten świat a każdy powiązał z innym żywiołem. Następnie powołał pięć ras rozumnych, które miały te siły kontrolować.
Nad ogniem panowały Smoki - potężne jaszczury o niebywałej mocy i żywotności.
Wodą mieli panować Mereni - posiadający i płuca i skrzela ludzie-ryby.
Ziemią otrzymały Krasnoludy - mały lud o wielkiej dumie i sile,
a powietrzem władali Avianie - świetliste istoty o skrzydłach wyrastających z pleców.
Błyskawicami zaś rozporządzali Avvarowie - istoty niczym duchy o białych włosach i oczach.
W tym samym czasie Tetsu tworzył swoją rasę. Powołał do życia pierwsze Elfy aby stali się strażnikami porządku, obdarował ich władzą nad wszelkimi siłami żywiołów oraz kontrolą nad pogodą. Nazwali się Elfami Veritari, a wieki później zaczęto ich nazywać Prawdziwymi Elfami.
Wśród rodzeństwa, to Malarei przepełniony był zazdrością i to do tego stopnia, że pewnego razu podszedł do śpiącego Oneirosa i osłabił go jeszcze bardziej zabierając część jego mocy stwórczej dla siebie i w sekrecie stworzył własną rasę, którą w swej dumie nadał nazwęMalar.

Historia część 3: Niezgoda
Oneiros nadal śnił tworząc swoje pięć ras i doglądając ich rozwoju. Tymczasem pomiędzy boskimi braćmi stosunki były coraz gorsze.
Tetsu zaabsorbowany elfami odizolował się tymczasowo, a Raistr mógł tylko obserwować jak Malarei się zmienia.
Malarei w istocie pogrążał się w chaosie i szaleństwie swojego umysłu. Spojrzał wewnątrz planety i dostrzegł jej płynne jądro. Widok był dla niego tak piękny, że na pewien czas porzucił tworzenie Malarów zostawiając ich samym sobie i sam postanowił stworzyć własną planetę. Próbował wiele razy lecz nie odniósł sukcesów. Wściekły i zrezygnowany wrócił do swej rasy i zobaczył jak została ona spaczona. Za bardzo uczynił ich tożsamych z nim samym i w ich ciałach ukazało się jego zniszczenie. Każdy z nich posiadał potworne kształty a także planowana dla nich potęga się nie udała, gdyż nie potrafili kontrolować więcej niż jednego żywiołu. Malarei odmówił im swojego imienia i zamiast tego nazwał ich rasę Daemon, a wieki później nazywani byli Demonami.
Przy kolejnej próbie Malarei skaleczył się i zobaczył swoją boską krew płynącą z rany. Widok go zachwycił i nowym tworom dał zdolność manipulowania krwią. Jednak i tych dosięgło spaczenie. Mając władzę nad krwią pragnęli jej sami, pijąc ją niczym wodę. Zdegustowany Malarei im także odmówił swej łaski- nazwał ich Vampyre a wieki przekształciły tę nazwę na wampiry.
Przy następnej próbie Malarei szalał, miotając się w gniewie po całym świecie niszcząc i druzgocząc wszystko na swej drodze, czy to swoje twory, czy to zwierzęta czy też elfy i rasy Oneirosa. I wtedy natchnął go widok kociąt. Wrócił do tworzenia z zamiarem zrobienia rasy- eksperymentu. Wziął koty i skrzyżował je z kilkoma złapanymi elfami tworząc kotopodobną rasę zdolną zmieniać postać i nazwał ją Gatt. Mimo iż Gatt nie posiadali wielkiej mocy Malarei był zadowolony i wiedział już co czynić. W ten sposób w końcu stworzył swych ukochanych Malarów. Bosko piękni, z parą rogów na czołach obdarzeni wielką potęgą Malarowie byli doskonali. Szaleństwo Malareia dotknęło ich, lecz spaczenie ukazywało się tylko w chwilach gniewu zmieniając ich twarze w przerażające maski.
Niewiele później obudził się Oneiros. Stwórca był bardzo osłabiony lecz zadowolony ze swych dzieł, do czasu gdy ujrzał dzieła Malareia. Wezwał swych trzech synów i wymusił na Malareiu przyznanie się do tego co uczynił. Ojciec bogów nie miał serca aby zniszczyć dzieła syna ani nie potrafił go ukarać. Wygnał go jedynie zapowiadając, że sprawi aby nikt już nigdy nie zdołał go oszukać. Spojrzał wtedy na dusze istot zabitych z ręki Malareia i zapłakał nad ich losem a jego łzy zmieniły się w astralną rzekę. Kiedy to ujrzał natychmiast mimo osłabienia ułożył się do "Piątego Snu'.
Nieświadomy nadchodzącego kolejnego nieszczęścia Oneiros wyśnił, że każda istota posiadać będzie Aurę. Aura ta stanie się częścią jestestwa danej istoty odzwierciedlając jej serce, duszę i myśli- każdą część istnienia. Następnie ukierunkował rzekę swych łez poprzez pustkę i skierował błądzące dusze ku strumieniowi ofiarowując im łaskę błogosławionego snu. Niestety nie wszystkie dusze były dobre, zatem Oneiros ustanowił, że dobre dusze lekkimi będąc, mają poruszać się pod prąd rzeki powoli wracając do niego, aby się z nim połączyć. Złe zaś będą spływały z prądem do Jeziora Płomieni znajdującego się na końcu rzeki snów- tam będą trawione wiecznymi koszmarami.
I tak bóg ustanowił Rzekę Dusz i Jezioro płomieni w Pustce a z pustki uformował Bezdusznych. Istoty bez ciała i duszy. Ich zadaniem było pilnowanie porządku życia i śmierci i nadzorowania przepływu dusz w rzece.
W tym samym czasie Malarei ujrzał jak jego dzieła oraz on sam uzyskują aurę i wpadł w szał, że ktoś ingeruje w jego sprawy. Wtedy jego umysł wypaczył się zupełnie. Doszedł do wniosku że zachowa Malarów, lecz aby nigdy nikt mu nie przeszkadzał, zgładzi całą resztę, włącznie z braćmi i ojcem, a następnie zniszczy świat i odbuduje go na nowo. Powrócił do swych braci zapowiadając im to i wieszcząc Chaos a oni nazwali go szalonym. Tetsu podjął, że uczyni wszystko by powstrzymać brata i Chaos który wszędzie rozsiewa. Wziął więc Tetsu o połyskującej kryształem skórze swą zbroję z najczystszych klejnotów i kryształów i wyruszył w poszukiwaniu Malareia, który zdążył się ukryć. Raistr widząc swych braci usiadł i zapłakał gdyż olśniła go pewna myśl... ani Tetsu, ani Malarei nie mogą wygrać. Jeśli bowiem zwycięży Malarei i chaos, który on reprezentuje, świat zostanie ogarnięty wojną, zarazą i spaczeniem zaś rzeki spłyną krwią wszelkich istot. Jeśli jednak wygra Tetsu, wszystko pogrąży się w stagnacji a wszelki chaos umrze. A razem z nim zginie postęp i zmiany a czas stanie. Więc Raistr płacząc zaprzysiągł, że nie dopuści do tego i opowiedział się za równowagą. Tetsu w tym czasie nadal poszukiwał swego brata aby go zapieczętować i uwięzić a Malarei wykuwał Ostrze Chaosu- broń mogącą zabić nawet Stwórcę...

Historia część 4: Chaos
Tetsu nie od razu odnalazł brata, chwila dla bogów na świecie oznaczała kilkaset lat. W końcu jednak Tetsu odszukał Malareia na kontynencie, na którym żyły jego rasy. Zbieg był w wielkiej świątyni otoczonej przez miasto. Widząc to Tetsu zamarł, ponieważ nawet jeśli zatrzymałby brata, armie które zobaczył zniszczyłyby inne, nieświadome zagrożenia ludy. Bowiem w ciągu tych kilkuset lat Malarowie zmienili się. Zawsze byli potężni, ale ingerencje ich nikczemnego stwórcy spaczyły ich moce. Malarei również wyznaczył im króla. Jednak zamiast dać mu, tak jak reszcie panowanie nad wszystkimi żywiołami- jak u elfów, dał mu unikalne moce.
Garper, bo tak miał na imię król Malarów, posiadał moc życia, śmierci, chaosu, rezonansu oraz nicości pustki. Malarowie jednak nie poprzestali na kultywowaniu swojej mocy i rozwijali się w zastraszającym tempie. Świat Oneiros ujrzał wynalazki niedostępne nigdzie indziej. Jednak bardziej przeraziła go ilość żołnierzy. Czym prędzej więc zawrócił z zamiarem zwołania pod sztandar wszystkich pozostałych ras. To co zastał Tetsu zadziwiło go, wprawdzie pięć ras Oneirosa dawało sobie radę, ale elfy które stworzył osobiście osłabły w sile. Wiele z nich utraciło niemal wszystkie moce i uformowały się w plemiona. Elfów Veritari pozostała zaledwie jedna dziesiąta ich liczby sprzed kilkuset lat a i tak absolutną władzę nad wszystkimi żywiołami zachował jedynie ród królewski, reszta panowała jedynie nad pięcioma żywiołami i kilkoma ich pochodnymi.
Natomiast przez te setki lat Malarei nie opuścił swoich tworów. Pozwalał Malarom się rozwijać i pomagał im a także uczynił ich władcami nad resztą swoich dzieł. Jednak było to dla nich za mało i błagali Malareia o więcej niewolników, samymi będąc zbyt dumni aby zajmować się czymś więcej niż rozwojem i wojną. Więc Malarei stworzył im rasę niewolników którą nazwał Ludźmi. Byli oni stworzeni w pośpiechu, więc nie tak doskonali jak Malarowie, nie przesiąknęli też chaosem. Malarei również nie dał im żadnej mocy aby nie mogli się przeciwstawić swoim panom.
Malarowie narzekali jednak na brak wojowników i gladiatorów, których mieliby dla dla uciechy i bezpieczeństwa, więc ich Pan ponownie przychylił się do prośby. Wziął część ludzi oraz inne rasy, które Malarowie złapali na niewolników i wpłynął na nich swą chaotyczną mocą wypaczając ich. Stracili wprawdzie wiele z umysłu ale zyskali moc i siłę. Tak ze schwytanych elfów zabierając im ich piękno i moc powstały niziołki. Krasnoludy straciły siłę i wytrzymałość stając się gnomami. Smokom odebrano ich mocarne postawy i intelekt a także ich dumne skrzydła czyniąc z nich jaszczuroludzi. Bóg wziął również część ludzi i odbierając im rozum zwiększył ich ciała kreując olbrzymów. Z podwodnych merenów natomiast uczynił zielonoskóre orki i gobliny.
Całe armie spaczonych istot zobaczył Tetsu. Zebrawszy wszystkie dostępne siły ruszył na wojnę z bratem i jego armiami, tam u bram malarowej stolicy rozegrała się bitwa mająca zadecydować o losach świata. Czy też wygrać miał ład czy chaos?
Siły ładu prowadził Aiolia - król elfów i nikt- czy to malar czy olbrzym, nie mógł się przeciwstawić jego mocy. Dopiero kiedy elf spotkał się oko w oko z królem malarów Garperem i ich bitwa nie wstrząsnęła miastem sytuacja uległa zmianie. Jednak elfy miały inne zadanie. Tuż przed bitwą, w przebraniu starca, odwiedził ich Raistr i opowiedział im o równowadze którą chciał zaprowadzić oraz o tym czym się skończy zwycięstwo Tetsu lub Malareia. Sprawiedliwy brat zyskał tym wyznaniem sojuszników w postaci elfów Veritari. Ci zaś przedostali się na zaplecze sił malarów i tam szerzyli popłoch i zniszczenie, aż natrafili na zagrody niewolników. Wtedy oczom ich ukazały się rzesze ludzi, niziołków i gnomów, które miały być odwodem armii malarów. Od śmierci z rąk elfów wybawił ich Raistr, który podążył tam za wojskiem. Jako że te rasy nie były spaczone chaosem dostrzegł w nich potencjał- zwłaszcza w ludziach, dzięki któremu mogliby wyrównać rozchybotane szale równowagi między armiami. Nakazał ich oszczędzić i darować im wolność a oni z wdzięczności wylali się na tyły armii malarów przypieczętowując jej klęskę.
Lecz w tym samym czasie toczyła się jeszcze jedna bitwa... Gdy Tetsu przybył na pole bitwy Malarei już czekał na niego dzierżąc oburączOstrze Chaosu. Wymiana ciosów była szybka i okrutna a starcie ich boskich mocy spowodowało zmiany na całym kontynencie. Góry stawały się dolinami, jeziora rzekami a równiny wypiętrzały się. Całe miasta niknęły pod ziemią lub w wodnych odmętach. Tego dni cywilizacja malarów miała przestać istnieć. Lecz mimo iż obaj bracia byli sobie równi mocą, Malarei miał bezdyskusyjną przewagę. Za pomocą Ostrza strzaskał kryształowy miecz Tetsu i rozrąbał jego tarczę. Ze śmiechem na ustach przebił ostrzem zbroję Tetsu mierząc prosto w serce. Cios ten był tak potężny, że zbroja nie złagodziła ciosu a jego impet rozrąbał kontynent na całej szerokości sprawiając, że miasto i świątynia razem z walczącymi armiami zapadały się pod ziemię. Upojony zwycięstwem Malarei nie zauważył, że Tetsu zniknął, sam zaś rzucił się w kierunku Oneirosa w pałacu bogów.
Raistr zapłakał gorzko nad losem brata i pomógł umierającemu Tetsu wlewając w niego odrobinę życia aby ten mógł powstać. Wtedy to odsunął płaszcz i obnażył zwykłe stalowe ostrze ruszając za swym drugim bratem. Malarei zastał Oneirosa przebudzonego i przyglądającego się całemu zdarzeniu. Stwórca wiedział, że jego syn przybył po więcej stwórczej mocy, tylko że sam potwornie osłabiony nie byłby w stanie się mu przeciwstawić. Jedyne co w tej chwili mógł zrobić, to uciekać zostawiając swój ukochany świat po opieką innych. Oneiros otworzył więc przejście do pustki i uszedł z tego świata w ostatnim momencie. Malarei zdążył bowiem sięgnąć ojca czubkiem Ostrza zadając mu straszliwą ranę, przez którą zaczęło wyciekać więcej jego mocy. Przejście zamknęło się nie pozwalając Malareiowi podążyć za ojcem i go dobić a sam Oneiros oddał się pod opiekę bezdusznych aby czuwali nad jego "Szóstym Snem", który miał naprawić zło Malareia i przywrócić mu siły.
Dawno temu czas nie istniał. Teraz Oneiros śni powoli odzyskując siły a jego sen trwa do dziś. Malarei oszalały z gniewu ucieczką ojca sięgał swym umysłem do pustki i wypaczył połowę bezdusznych sprawiając, że podzielili się na Świetlistych wiernych Oneirosowi i Mrocznych, którzy zostali przesyceni chaosem. Wtedy przypomniał sobie o rannym Tetsu i postanowił zabrać cząstkę, którą ten posiadał lecz w tym momencie przybył do niego Raistr. Malarei zaśmiał się widząc skromny miecz w ręku swego brata i zaatakował ale nie był przygotowany na to jak straszną bronią władał jego przeciwnik, bowiem Raistr dzierżył w swej dłoni Miecz Równowagi- broń wyrównującą wszelkie siły i szanse a z obecnym przesytem chaosu nabrał morderczej siły.
I tak po kilku ciosach Malarei upadł pokonany a Raistr zapieczętował go w osobnym wymiarze, tak że ani dotykiem ani mocą nie mógł poza niego sięgnąć. Jedynie jego spaczony umysł nadal szukał sposobu aby dobić Tetsu, który pojął jaki jest cel brata i złożył sam siebie w ofierze. Swe ciało zmienił w kryształ i oddał w opiekę elfów, umysłem zamknął się poza wymiary a dusze podzielił na pięć części i każdą wysłał w jeden z wymiarów żywiołów. Tam fragmenty jego duszy uzyskały kształt i świadomość, każda przyjmując formę potężnej bestii:
z ognia feniks,
z wody lewiatan,
na ziemi behemot,
w powietrzu rok
a z błyskawic cuatzacoatl.
Bitwa która rozgrywała się na ziemi także dobiegła końca. Niedobitki malarów niepostrzeżenie wycofały się prowadzone przez swego króla znikając bez śladu a król elfów ogłosił zwycięstwo. Wszystkie rasy podległe malarów rozbiegły się w panice opuszczając pole bitwy, lecz zwycięzców nie było wielu. Elfy poniosły wielkie straty nie tylko w bitwie ale też część z nich uległa chaosowi i zbiegli w nieznanym kierunku. Wszystkie rasy oprócz elfów veritari wróciły do swych siedzib. Pozostali wzięli ciało Tetsu i ruszyli wgłąb kontynentu aż wszelki słuch o nich zaginął.
Zniknęli elfowie i malarowie a kontynentem zawładnęli ludzie. Widząc koniec bitwy Raistr odłożyłMiecz Równowagi na kowadło i spuścił na niego młot dopóki ostrze nie rozprysło się na drobne kawałki nie chcą aby wpadło w niczyje ręce. Po tym czynie udał się do pałacu bogów i udał się na spoczynek. Wszyscy myśleli że to już koniec...
ale rana zadana Oneirosowi broczyła mocą niby krwią i ta moc ciągle spadała na świat. Część zmieniła się w bryły czarnego metalu i tak spadała na ziemie, a część przybrała inną formę. Kiedy ludzie i inne rasy odczuwali brak boskiej opieki i akurat spadły tam fragmenty mocy, które natrafiły na życzenia i modlitwy, przybierały one formę jakiej pragnęli wyznawcy. W ten sposób narodzili się nowi bogowie i nastała ich era.

Historia część 5: Nowi bogowie
Po bitwie wszystkie rasy i plemiona wracały na swoje ziemie lub zajmowały nowe. Rasy oswobodzone w niewoli u Malarów zaczęły przejmować kontynent na własność. Jednak z powodu osłabnięcia Raistra a także zniknięcia Tetsu, Malareia i Oneirosa świat pozostał bez opieki i przewodnictwa a chaos który zasiał Malarei rozchodził się po świecie.
Dwie rasy, które dobrze znały ścieżki bogów- odizolowane smoki i elfy Veritari- zniknęły bez śladu, więc nikt nie przekazywał już słów Oneirosa. Z braku tej opieki narodzili się nowi bogowie. Każda kropla z rany zadanej Oneirosowi Ostrzem Chaosu niosła bowiem maleńką cząstkę jego mocy sprawczej, czekającej tylko na jakiś impuls aby zadziałać i obudzić się do życia.
Tam gdzie ktokolwiek wzywał pomocy, miał jakieś nadzieje życzenia lub żądze i trafiły one właśnie do tych cząstek, tam rodził się nowy bóg lub bogini. W ten sposób świat Oneiros zyskał nowych opiekunów pod nieobecność starych. Nowi bogowie powoli odkrywali swoje moce i rzeczy którym patronowali, a wraz z tym rosła ich świadomość siebie i kształtował się ich charakter a ogólny chaos i zamęt na świecie zaczęły zanikać.
Lecz chaos nie śpi nigdy, Malarei obserwował wszystko ze swego międzywymiarowego więzienia a w jego spaczonym umyśle już rodził się nowy plan jak pogrążyć świat w cierpieniu, krwi i bólu, nowi bogowie mieli zaś być jego narzędziami.

Historia część 6: Świt ludzkości
Po bitwie z malarami wiele ras wróciło na swoje ziemie lub rozpierzchło się; krasnoludy i elfy - za wyjątkiem elfów Veritari które zniknęły - wróciły na swój kontynent zabierając ze sobą gnomy. Mereni, avvarowie oraz avianie także wrócili na swe ziemie. Z ras walczących przeciw malarom jedynie część smoków pozostała na tym kontynencie. Szczepy orków olbrzymów i jaszczuroludzi rozpierzchły się. Malarowie zniknęli, przetrzebione wampiry zaszyły się w niedostępnych miejscach a demony podążyły za krasnoludami.
Szansę na dominację zdobyli ludzie gdyż Gatt nie byli zbyt liczni a także byli usposobieni pokojowo. Ludzkie klany rozpoczęły wędrówki po tych ziemiach szukając odpowiednich miejsc na siedziby. Jednak z braku elfów Veritari, którzy przekazywaliby świadectwo o Oneirosie i jego synach, ludzie nie byli świadomi istnienia tych bogów. Nic nie wiedzieli ani o Tetsu, Oneirosie i Raistrze ani o Malareiu, który już knuł jak zaprowadzić na świecie na nowo chaos.
Nowi bogowie, którzy mieli odegrać rolę w jego planach także nie byli świadomi jego istnienia. A przed czymś czego nie znamy, a tym bardziej nie wiemy nawet że istnieje, ciężko się bronić. Tymczasem ludzkie klany rozwijały się i uczyły szybko. Wprawdzie o ziemię musieli często walczyć z potworami lub szczepami orków, ale dzielnie dawali im odpór i żyli dalej. W ciągu kilku dziesięcioleci, ludzie rozprzestrzenili się po całym kontynencie biorąc go niemal w posiadanie. Brak mocy wcale nie ułatwiał im zadania, ale właśnie w tym, że nie zostali stworzeni z przyporządkowaną mocą tkwił ich potencjał, który dojrzał w nich Raistr.
Tam gdzie nie było mocy, tam było miejsce w którym mogła się ona znaleźć. I tak ludzie zaczęli napotykać na swojej drodze co raz więcej istot zrodzonych z sił natury. Nimfy, driady, syreny i wiele innych nie raz przekazywały im swoją wiedzę o żywiołach dając też władzę nad nimi poprzez przekazania im części swej krwi i esencji. Odbiło się to zarówno w aurze jak i genach ludzi. I tak ludzie zaczęli zdobywać moc ucząc się od innych lub rodząc się z nią a ludzkość jako gatunek miała władzę nad wszystkimi siłami natury. Znaczenie ludzi z czasem urosło na tyle, że nawet krasnoludy przekopały nowe tunele pod oceanem i ustanowiły swoje twierdze na ziemiach ludzkich, aby z nimi handlować. Elfy zaś uczyły ich więcej o świecie. W tym też czasie ludzie którzy do tej pory używali przeklętego języka malarów za pośrednictwem bogów uzyskali własną mowę.
Różne rasy koegzystowały z sobą odnosząc nawzajem korzyści aż do momentu kiedy Malarei uznał, że jest gotów. Ostrze Chaosu znowu pojawiło się na powierzchni Oneiros.

Historia część 7: Wojna bogów
Malarei od czasu uwięzienia spędzał cały czas na obserwowaniu świata. Wiedział, że sam nie da rady się uwolnić i będzie do tego potrzebował pomocy z zewnątrz. Odpowiednie narzędzie pojawiło się dość szybko gdy zaczęli pojawiać się nowi bogowie. Nieświadomi natury Malareia nie zachowywali odpowiedniej ostrożności i wkrótce wielu z bogów wpadło w sidła jego kłamstw stając się nieświadomymi swojego przeznaczenia narzędziami. Malarei przekonał ich, że był pierwszym spośród bogów i został uwięziony przez uzurpatora. Swoim poplecznikom zlecił dwie misje: zabić Raistra w Pałacu Bogów oraz odnaleźć duszę Tetsu. Okazało się jednak, że nie tylko on zbierał sojuszników.
Tetsu mocą swego umysłu robił to samo. I tak wkrótce bogowie zwrócili się przeciwko sobie tocząc bój u bram Pałacu Bogów. Jednak walka nie wyłoniła zwycięzcy, gdyż wszyscy byli nieśmiertelni a żaden z nich nie posiadał mocy oraz narzędzi do zabicia przeciwnika. Wtedy interweniował Raistr.
 Rozbudzony ze swojego snu, odzyskawszy wiele mocy, siłą strącił bogów z niebios na powierzchnię Oneiros zmuszając ich do obleczenia się w śmiertelne ciała aby tam kontynuowali swoją walkę. Malarei widząc to musiał podjąć bardziej drastyczne kroki. Ujął rękojeść Ostrza Chaosu i rzucił nim w stronę Oneiros. Ostrze gładko przebiło się przez ściany więzienia i wbiło w ziemię a zaraz za nim pojawił pojawiły się chaos i spaczenie, które sączyły się przez wyrwę w więzieniu Malareia. Wkrótce bogowie rozpoczęli zażartą walkę aby zdobyć Ostrze a ich boska krew rozlewała się po polach. Wielu zginęło tamtego dnia, aż rękojeść ujął bóg szaleństwa Norgi. Zabiwszy wszystkich wokół siecie, czy to sojuszników czy wrogów wycofał się. Po tej bitwie wszyscy bogowie zaprzestali walki i rozeszli się w poszukiwaniu swoich wyznawców i rozpoczęli przygotowania do nieuchronnej wojny.
Lecz wojna nie nadchodziła. Mijały lata i większość bogów wzmacniała swoje pozycje a nawet niektórzy mieli dzieci z innymi bogami lub śmiertelnikami tworząc nefilimów - półbogów. Tak było do czasu gdy Norgi pojawił się ponownie. Przekonał do siebie bogów orków i zjednoczył szczepy zielonoskórych razem z nimi prowadząc jeszcze olbrzymy i jaszczuroludzi oraz malarów. Ludzkie klany nie były w stanie przeciwstawić się zjednoczonej sile wrogów, do których dołączali coraz to nowi bogowie. Główną przeszkodą w zjednoczeniu sił i wspólnej ochronie była jedna z umiejętności ludzi waleczność i zmysł taktyczny - głównie spierali się i walczyli ze sobą nawzajem próbując ustalić gdzie należy dać odpór wrażym siłom. Posłano po pomoc do innych ras. Bezskutecznie. Klany krasnoludzkie i plemiona elfów od wielu lat już były w stanie wojny z demonami i malarami. Wojny, o której nie było wiadomo gdyż toczyła się w tunelach i jaskiniach krasnoludów a także na obszernym podziemnym kontynencie. Nie było sposobu dotrzeć do avianów ani avvarów, którzy żyli zbyt daleko a spośród smoków pomóc mogły tylko te, które już znajdowały się na tych ziemiach. Wszelkie próby wysłania posłańców z prośbą o pomoc spełzły na niczym. Jedyna pomoc przychodziła od tych nielicznych smoków, niziołków i gatt a także oddziału wysokich elfów, który zdołał przybyć. Nad ludźmi zawisło widmo zguby.
Bogowie będący neutralni lub skłaniający się ku Tetsu także nie mieli lekko. Będąc śmiertelnymi byli wprawdzie niezmiernie potężni lecz zabić ich nadal można było jak każdego innego śmiertelnika. Z rąk nadchodzących armii lub bogów wspierających Malareia zginęli bóg wojny, bóg sprawiedliwości, bóg kłamstw i wielu innych, aż pozostali bogowie bali się stawić czoła Norgiemu. Z Ostrzem Chaosu był niepokonany. Wszyscy, którzy byli w stanie schronili się w jednym z ludzkich miast, za dnia oglądając na horyzoncie kurz unoszący się za maszerującymi armiami a w ciągu nocy łuny od ich ognisk. Ratunek nadszedł kiedy nikt się go już nie spodziewał. Prawdziwe elfy, elfy veritari, dołączyły do wojny.
W czasach ich świetności liczba ich wojowników sięgała kilku tysięcy. Po poprzedniej wojnie zostało ich mniej niż połowa. Obecnie przybyli wszyscy, zostawiając tylko w swoich ukrytych miastach kobiety i dzieci. Mimo to, pojawili się w liczbie zaledwie tysiąca. Byli nieliczni, ale skupili na sobie wszystkie siły malarów, które pociągnęły za nimi aby ich zmiażdżyć, smoki zaś zajęły się olbrzymami. Przed ludźmi i bogami pozostał jedynie problem orków i jaszczuroludzi. Wtedy przed naradzającymi się bogami pojawił się bóg męskości i witalności - Torp. Zaoferował im ratunek w zamian za bycie nowym bogiem wojny. Nikt nie zgłosił sprzeciwu. Torp wyszkolił tysiąc ludzi na swych wyznawców i nauczył ich pieśni dzięki której wsparłby ich w boju. Tak powstała "Pochwalna pieśń Torpa" i jego elitarna gwardia. Tysiąc Fanatyków Torpa stanęło do boju przeciw stu tysiącom orków i ich sojuszników i odnieśli miażdżące zwycięstwo. Norgi został powstrzymany przez młodego króla elfów vertari, Aiolosa, syna starego króla Aiolii.
Malarowie ponownie się oddalili w nieznanym kierunku a zielonoskórzy zdziesiątkowani wrócili na swoje ziemie. Elfów przeżyło raptem trzystu. Ceną jaką przyszło zapłacić za pokój była pozostała przy życiu niewielka liczba bogów i ludzi.

Historia część 8Wojna i pokój
Lata które nadeszły po wojnie bogów przede wszystkim upłynęły na naprawianiu szkód, należało bowiem odbudować osady, na nowo ufortyfikować miasta, od nowa rozrysować mapy oraz ponownie wydzielić terytoria. Ludzie mieli co robić. Bogowie, gdy tylko Raistr otworzył im ponownie wstęp do planu ich istnienia, bardzo szybko opuścili krainy ludzi. Bali się śmierci. Pradawne elfy zostały z ludźmi przez kilka miesięcy, pomagając w odbudowie a także otwierając ich umysły na prawdę o Oneirosie Stwórcy oraz trzech jego synach, którzy istnieli przed nowymi bogami. Po tym czasie Elfy Veritari odeszły równie niespodziewanie jak się pojawili by już nigdy nie powrócić.
Na długie lata nastał spokój. W pamięci ludzkiej zachowały się wzmianki i przestrogi oraz wdzięczność. Ludzie zachowywali to długo w swojej pamięci aż zaabsorbowani sobą niemal zupełnie zapomnieli o innych rasach. Utrzymywali jedynie kontakty z krasnoludami, niziołkami, niektórymi plemionami elfów oraz z kotowatymi Gatt zapominając o reszcie. Pokój trwał przez blisko 150 lat. Aż tyle czasy zajęło orkom odrobienie strat jakich doznali podczas wojen bogów. Pozostałe wrogie rasy dotąd się nie podniosły z klęczek. Plemiona orków dotychczas stanowiły jedynie niewielką niedogodność, napadając na nieostrożne grupy i karawany, które zapuściły się na ich terytoria. W ciągu ostatniej dekady jednak stawały się jednak coraz bardziej aktywne dokonując grabieży nawet na większych osadach. Liczne bandy zielonoskórych przedzierały się też wgłąb ludzkich krain paląc i plądrując napotkane wioski i osady. Okazało się, że ignorowani orkowie strasznie urośli w siłę a ludzkie krainy musiały kolejny raz wystawić armie, które by sobie poradziły z tym problemem.
Wojny i konflikty z orkami trwały niemal nieprzerwanie przez długie lata i żadna ze stron nie była w stanie zdobyć przewagi. Działo się to do czasu, gdy do walk dołączyły nowo wyszkolone oddziały Jeźdźców Przestworzy. Ogromnym nakładem czasu i wysiłku ludziom udało się okiełznać wiele zwierząt i używając ich jako wierzchowców atakować z powietrza. Jeźdźcy na gryfch, drakach, wiwernach i pegazach ostatecznie przechylili szalę zwycięstwa na stronę sojuszu ludzi.
Po tych konfliktach stało się jasne, że orkowie stale będą poszukiwali nowych łupów i terytoriów. To samo też postanowili ludzie. Wyprawy na zachód odpadały, gdyż tamte ziemie zajęty były przez elfów i krasnoludy którzy na domiar tego często musieli odpierać ataki ze strony demonów. Nie było tam miejsca dla ludzi. Dlatego oczy odkrywców zwróciły się na wschód, gdzie leżał jeszcze jeden kontynent, którego nie zasiedlały inne rasy. I tak zaczęły się wyprawy ku wschodniemu kontynentowi. Wkrótce zaczęły się tam pojawiać kolejne osiedla i państewka. Dom z dala od domu. Lecz nie tylko to ludzie znaleźli na wschodzie. Flora i fauna rosły tam bujnie i wielu ludzi padło ofiarą nieznanych dotąd bestii oraz roślin, które albo ich zjadły albo okazały się zatrute. Życie nie było łatwe. Nawet tutaj były wrogie rasy które ludzie znali ze swojej ojczyzny, takie jak jaszczuroludzie, olbrzymy oraz wampiry. Konflikty rozogniły się również na wschodzie. Zmiany które ukształtowały miejscowe bestie i rośliny dotknęły i ludzi zmieniając ich aury. Dotąd jeżeli ludziom udało się zamanifestować swoją aurę w konkretnym kształcie było to zawsze w formie jakiegoś zwierzęcia. Tutaj natomiast aury zaczęły się przekształcać i uzyskały formy dzikich egzotycznych bestii. Pojawił się też niezwykły omen gdyż zauważono jedną zMitycznych Bestii - Behemota i uznano to za zwiastun nowej ery dla ludzkości.

W miarę jak ludzie rozprzestrzeniali się powoli po kontynencie natknęli się na coś jeszcze -
 smoki.

Historia część 9: Smocze wojny
Przez cały ten czas, jaki minął od wojen bogów, ludzie zupełnie zapomnieli o smokach, od kiedy te opuściły ich ziemie. Teraz, gdy ponownie na nie natrafili, widzieli tylko wielkie zwierzęta będące albo zagrożeniem, albo świetnymi wierzchowcami. W życiu nie przyszłoby im do głowy, że stare baśnie o mówiących, inteligentnych gadach są prawdziwe. W celu ich pochwycenia zaczęły się wielkie łowy na smoki. Cała sprawa oczywiście nie spodobała się jaszczurom. Obserwowali ludzi z ukrycia od momentu, gdy ci dostali się na kontynent i wmieszali się między nich.
Smoki ewoluowały. Już dawno nauczyły się transformować swoje ciała, przybierając wygląd dowolnego przedstawiciela innych ras. Ciało smoka w postaci człowieka nadal zachowuje swoje właściwości takie jak siła czy odporność, a jego moc nawet rośnie. Bardziej doświadczone są w stanie sprawić, aby ich ciało było w pełni ludzkie. Takie smoki przebywały w każdym osiedlu i grupie ludzkiej, obserwując ich poczynania a kiedy zaczęły się łowy, jaszczurzy przywódcy szybko dowiedzieli się co nadchodzi.
Dla smoków lata wojen przeminęły szybko a teraz człowiek okazał swą niewdzięczność za pomoc i poniesione ofiary. Gniew starszej rasy był ogromy, a ich odwet okrutny. Wkrótce ludzkie osady jedna po drugiej stawały w ogniu, gdy klucze smoków wzlatywały w niebo. Rozgorzała okrutna wojna. Z jednej strony niezbyt liczna, ale jakże potężna rasa smoków, z drugiej zastępy ludzkich żołnierzy na lądzie i w powietrzu. Wojna ze smokami wymagała coraz większej ilości żołnierzy, którzy przybywali okrętami ze swoich krain, wysyłani przez władców obniżających w ten sposób ochronę swych dziedzin. Fakt ten wykorzystaliby zielonoskórzy, gdyby nie jeden niewielki ludzki klan przybyły z dalekiego zachodu.
Ludzie z rodu Veritahnn dysponowali olbrzymią mocą i okiełznali wszystkie pięć żywiołów z ich pochodnymi. Posiadając płynącą w żyłach krew dawnych elfów, byli w stanie zaszachować przywódców orkowych szczepów i zmusić ich do odwrotu, podczas gdy oni sami parli coraz dalej na wschód, aż do morza i poza nie. Klan Veritahnn dołączył do działań wojennych. Sytuacja była naprawdę nie do pozazdroszczenia. Mimo iż smoki walczyły przeciw wielokrotnej przewadze liczebnej, zwykle wychodziły zwycięsko z potyczek, a ludzie nie byli w stanie zwabić ich w pułapkę, gdzie na pojedynczego ognistego wypadałoby kilkudziesięciu wojowników. Wszystko to dzięki zinfiltrowaniu wojsk przez ukrywające się jaszczury i przekazywaniu cennych informacji dalej. Kontynent stał w ogniu i wydawało się, że wkrótce walki przeniosą się na ojczyste ziemie ludzi, gdyż ci byli już w odwrocie.
Przybycie oddziału z zachodu było długo oczekiwanym wsparciem i podniosło morale żołnierzy. Radość trwała jednak bardzo krótko.W ciągu kilku dni klan Veritahnn zniknął zupełnie, nie biorąc nawet udziału w żadnej walce. Co dziwniejsze smoki zaniechały też ataków. Tydzień później o świcie ujrzano mitycznego Feniksa, a zagadka wyjaśniła się, gdy niebo przesłoniło cielsko olbrzymiego smoka. Wódz starszej rasy przybył z klanem Veritahnn na rokowania z ludzkimi dowódcami i wojna zakończyła się rozejmem. Od tej pory ludzie mieli niemal całkowicie wycofać się z tych ziem, zachowując jedynie kilka nadmorskich miast oraz zaprzestać polowań na ognistą rasę. Smoki natomiast na nowo zawarły sojusz z młodszą rasą, obiecując także nie zapuszczać się na ich ziemie bez wezwania. Ludzie jednak nie poznali smoczej zdolności zmiany kształtu. Wśród jaszczurów narodził się zwyczaj pielgrzymki- potajemnego wysyłania młodzików do ludzkich krain, aby uczyli się i zbierali wieści.
Dzień gdy smoki powrócą nadejdzie prędzej czy później i nie wiadomo czy będą wrogami czy sojusznikami.

Historia część 10: Adelle
Do czasu wojny ze smokami klan Veritahnn był niewiele znaczącą grupą składającą się z kilkunastu rodzin i zajmującą jedną twierdzę wraz z kilkoma osadami. Pierwszy raz pojawili się na tych ziemiach podczas ostatniego kryzysu, w którym wzięły udział Elfy Veritari. Teraz klan powoli się rozwijał i zajmował nowe tereny. W czasie smoczej wojny wszyscy byli świadkami ich mocy i pojawiały się głosy, jakoby w ich żyłach miała płynąć właśnie krew pierwszych elfów. W czasach po wojnie, gdy nastąpił tak zwany niespokojny pokój, ludzkie klany zaczęły rywalizować o ziemię i władzę; wywiązało się wiele konfliktów pomiędzy głowami rodów, jednak do tej pory nie wybuchła z tego powodu kolejna wojna. W zamian za to silne klany chętniej podbijały i wchłaniały te osłabione po konflikcie z jaszczurami. Doprowadziło to do sytuacji, w której kontynent był kontrolowany przez ledwie 15 klanów. Przy takim stanie wydarzeń, nikt nie chciał podjąć się kolejnego ruchu przed innymi, aby nie narazić się na atak ze strony reszty.
Taki stan rzeczy doprowadził ostatecznie do wiekopomnej chwili, gdy przywódcy dwóch najpotężniejszych klanów zawarli ugodę, aby połączyć je w następnym pokoleniu i zakończyć walki na tej ziemi. Klan Veritahnn miał się połączyć z klanemBermast. 20 lat później wśród Veritahnn narodziła się ta, która była objęta umową - Adelle Veritahnn.Wszyscy członkowie tego klanu dysponowali nie tylko wielką mocą, ale też władzą nad pięcioma głównymi żywiołami i ich pochodnymi, mając za to mniejszy talent do magii. Adelle posiadała zero potencjału magicznego, ale jej moc była olbrzymia w porównaniu z resztą, a w wieku 10 lat bez większych problemów pokonała swojego ojca. Było jasne, że dowolny klan prowadzony przez nią błyskawicznie mógłby zdobyć przewagę na każdym polu bitwy - walka przeciw mocy Adelle byłaby jak walka przeciw samej naturze. Od dziecka więc uczono ją dyplomacji, etyki oraz polityki, by uczynić z niej perfekcyjną głowę klanu.
Jednak Adelle preferowała otwarte przestrzenie i wolność. Uciekała z lekcji częściej niż na nich była, a jedynymi zajęciami do jakich podchodziła z entuzjazmem, były walka bronią oraz jeździectwo. Mimo tego, Adelle pozostała nadal dość czystą, niewinną istotą i z uśmiechem przyjmowała każdy dzień. Do czasu gdy w wieku lat piętnastu ogłoszono, że wkrótce wyjdzie za mąż i przedstawiono jej narzeczonego z klanu Bermast - jedenastoletniego wówczasCrespina. Ślub miał się odbyć za 9 lat, kiedy to Crespin przejmie obowiązki głowy klanu zgodnie z jego tradycjami. Adelle uciekła z rodowej twierdzy i przez wiele dni nie udało się jej odnaleźć. Podczas tej właśnie eskapady po raz pierwszy spotkała Garbolta.

Historia część 11: Garbolt
Przeszłość Garbolta jest bardzo niejasna. Nie wiadomo skąd się wywodzi, jednak pewnym jest, że był mieszańcem. Ludzie pozostali na smoczym kontynencie nie mieli po wojnie lekkiego życia. Agresywne bestie i dzika natura utrudniały życie. Moc unosząca się nad kontynentem zmieniała mieszkańców i ich aury. Aura każdego, kto tam mieszkał, coraz częściej przybierała formy egzotycznych bestii i stworów, co nie działo się nigdy do tej pory. Szczególnie widoczne było to u tych, którzy się tam urodzili. Ludzie tacy, jeśli zdecydowali się wrócić do ojczyzny, byli uważani za obywateli drugiej kategorii i poddawani kontroli. Jednym z nich był Garbolt Półsmok.
Aury Garbolta nie dało się odczytać w żaden sposób, lecz jako jedyna osoba miał aurę o kształcie smoka. Posiadał też zdolność fizycznej transformacji, choć zdawało się, iż nie posiada mocy nad żywiołami. Jako nastolatek zarabiał na życie jako najemnik. Nie zwracał na siebie uwagi, aż pewnego dnia, w wieku siedemnastu lat spotkał Adelle. Zaprzyjaźnili się i to właśnie on odstawił ją z powrotem do rodziny po tygodniu nieobecności. Z wdzięczności, starszyzna Veritahnn zezwoliła mu zostać jako najemnemu wojownikowi na ich usługach. Garbolt był idealny w każdym calu. Dorastając zmienił się w pięknego mężczyznę o boskich rysach twarzy i idealnej sylwetce. W walce dowolną bronią przewyższał doświadczonych mistrzów, prędko łapał każdą nową wiedzę, był biegły w dyplomacji i polityce, a także wykazywał talent we wszystkich znanych ludziom dziedzinach magii, szczególnie lubując się w psionice i czarnej magii. W połączeniu z jego nadludzką wytrzymałością i siłą dziedziczoną po smoczej matce, wkrótce stał się jedną z najpotężniejszych istot w tej części świata, na równi z dorastającą Adelle.
W wieku 20 lat z wojownika stał się tajnym zabójcą klanu i wykonywał dla nich liczne zlecenia przez kolejne dwie wiosny. W wieku 22 lat Półsmok cieszył się tak wielkim szacunkiem w szeregach klanu, że rozważano przyjęcie go i obdarzenie klanową krwią, a w przyszłości uczynienie z niego członka rady oraz męża młodszej siostry Adelle. Zaczęto go też wysyłać na dalekie i niebezpieczne misje, z których nie wracał miesiącami. Kolejne lata mijały szybko, aż nadszedł dzień ślubu Adelle. W czasie nieobecności Garbolta zginęło jej młodsze rodzeństwo i teraz, jako jedyna dziedziczka miała zjednoczyć oba klany. Uroczystości ślubne opiewane były przez licznych bardów a ziemie kontrolowane przez ludzkie klany osiągały stabilność.
Aż w końcu rok po ślubie Garbolt wrócił na czele armii demonów.

Historia część 12: Bohaterka i Wróg
Garbolt zawsze był dość tajemniczy i nikt nie wiedział, dokąd właściwie prowadziły go misje ani co tam robił. Teraz okazało się, że w czasie swoich wędrówek trafił nawet na zachodni kontynent, gdzie zaczął sobie podporządkowywać całą rasę demonów. Te, które się sprzeciwiały lub mu odmawiały, zakończyły żywot z jego ręki. W czasie ostatniej podróży na zachód drogę zastąpiła mu flota wysokich elfów, które odkryły jego zamiary i planowały go powstrzymać. Ich arogancja kosztowała 20 zatopionych okrętów oraz tysiące zaginionych i martwych z ręki wojownika. To właśnie tam na dalekim zachodzie, Garbolt w pełni objął władzę nad rasą demonów i na ich czele udał się z powrotem na kontynent centralny. Zostawiwszy swoje złowrogie oddziały w tyle, odwiedził twierdzę Veritahnn gdzie okazał swoją prawdziwą, dotąd skrywaną moc.
Garbolt nie był w połowie człowiekiem a w połowie smokiem jak dotąd myślano - po części był Malarem z rodu królewskiego. Jego armie błyskawicznie natarły na ziemie ludzi, a on sam niemal do nogi wybił klan Veritahnn w ich twierdzy. Adelle w tym czasie gościła w ojczyźnie męża, a gdy rozpoczął się atak jej piątka dzieci miała zaledwie 3 miesiące. Zostawiwszy potomstwo pod opieką nianiek, wyruszyła na wojnę u boku Crespina. Oboje byli genialnymi strategami i wojska różnych klanów po początkowym zaskoczeniu przez wroga zjednoczyły się pod ich sztandarem. Jednak zanim ludzie dobrze zwarli szeregi, Garbolt i jego armia przetoczyli się przez całą północno-zachodnią część krain.
Ludzie byli osamotnieni w tej walce. Żadna z innych ras nawet nie miała szans się dowiedzieć o trwającym konflikcie, gdyż wszystkich posłów likwidowano w czasie prób przedostania się przez morza w celu poproszenia innych ras o pomoc. Konflikt trwał siedem lat, podczas których dwie wrogie sobie armie namiętnie się wybijały. Tam gdzie walczyła Adelle, zdecydowanie wygrywali ludzie. Tam gdzie był Garbolt - przeważały demony. Jednak ich było tylko dwoje i żadne nie mogło walczyć na wielu frontach.
W końcu nadeszła konfrontacja. Garbolt i Adelle spotkali się twarzą w twarz na płaskowyżu nieopodal walczących armii, a ich pojedynek wstrząsnął ziemią pod stopami ludzi i demonów; wstrząs starcia strącał latające demony i podniebnych jeźdźców z nieba. Moc Adelle była jednak mocą świata i natury, więc w końcu zrzuciła swego wroga martwego w przepaść, a ludzie zaczęli odnosić sukcesy. Udało się też nawiązać kontakt z Avianami, którzy chociaż nieliczni, byli zaprzysięgłymi wrogami demonów. Dzięki temu sojuszowi, mimo iż wojna trwała kolejne lata, ostatecznie odparto nieprzyjaciół i podczas ostatniej bitwy Adelle zniszczyła ich ciała, dusze wiążąc pod ziemią za pomocą pieczęci z własnej krwi.
Wojna zebrała wiele ofiar. Zginął mąż Adelle, zginęło wielu przywódców i generałów, a straty w ludziach wyniosły ponad 100 tysięcy. Na powojennym wiecu zebrała sięWielka Rada składająca się ze wszystkich ocalałych przywódców i oni obradowali przez wiele dni. W końcu nadano Adelle tytuł bohaterki i zbawicielki ludzkości czyniąc ją też władczynią całego kontynentu. Garbolt uznany został za wcielenie chaosu i awatara Malareia. Obwołano go Wrogiem, a jego imię miało być odtąd zapomniane.

Materiały dodatkowe: Prawdziwa historia Adelle i Garbolta
Wyciąg z tajnych archiwów inkwizycji
Raport inkwizytora Cain'a Mire na temat Wroga z dnia 8 czasu Króla, rok 76 p.z.A. (po zwycięstwie Adelle)
"Zgodnie z poleceniem Jego Wielkości Dowódcy Inkwizycji, Boga, ja z trzema innymi inkwizytorami podjęliśmy się próby odtworzenia wydarzeń, które miały miejsce w historii Garbolta - zwanego dalej Wrogiem - oraz Bohaterki Adelle. W tym celu zebraliśmy grupę wróżbitów oraz skłonnych do pomocy Oneiromantów, aby odkryć wszystko, co pominąć mogli historycy i kronikarze, a także by przeanalizować zachowanie Wroga i odnaleźć jego źródło. Nasze badania przyniosły niespodziewanie dobre rezultaty i jesteśmy pewni następującej wersji wydarzeń.

Od czasu ich pierwszego spotkania po ucieczce Adelle, gdy miała 15 lat, ona oraz Garbolt byli w bardzo dobrych stosunkach. Siedemnastoletni wówczas Wróg nie objawiał żadnych oznak szału oraz chęci zniszczenia. Jednakże nie przyznając się również do bycia w połowie Malarem z powodu strachu przed odrzuceniem, gdyż już sama egzotyczna aura była powodem prześladowań. Z naszych badań wynika, że jego matka, złota smoczyca Ulneeramia została pojmana przez Malarów i zmuszona do służenia im. W niewoli Malarowie odkryli zdolność smoków do transformacji. Ulnee została osobistą niewolnicą króla Malarów i miała z nim syna - Garbolta. Udało nam się odkryć, iż to właśnie ona opowiedziała mu o tym, jak wygląda świat poza ich ziemiami oraz dopomogła mu w ucieczce. Garbolt nigdy nie wstydził się swego smoczego pochodzenia, sądzimy więc, że darzył matkę dużym szacunkiem.
Po tym, jak został najęty przez klan Veritahnn, przechodził intensywne szkolenie, wielokrotnie będąc także sparingpartnerem Adelle i nigdy nie wyrządzając jej najmniejszej krzywdy. Sądzimy, że z upływem lat ich przyjaźń rozwinęła się, a także przeszła w uczucie. Dowiedzieliśmy się też, że w jakiś czas po tym, jak Garbolt został zabójcą na usługach klanu, on i Adelle zostali kochankami. Ponadto Adelle była w ciąży, o czym nie od razu było wiadomo, a co było trzymane w najgłębszym sekrecie. Na rok przed ślubem Adelle, Garbolt wyznał prawdę o swoim pochodzeniu tamtemu władcy klanu - którym był ojciec Adelle - i nie został odtrącony. Co więcej, władca Aiollte zgodził się, aby ten pojął córkę za żonę po zerwaniu uzgodnionych już zaręczyn z klanem Bermast, jak i jego rzekome zaręczyny z o dwa lata młodszą siostrą Adele- Cinią. Kolejna, Reyna, była młodsza o następny rok i miały być jedynie odwróceniem uwagi od przygotowań do zerwania ugody. Podejrzewamy, że powodem był Garbolt - naprawdę potężny sprzymierzeniec i zdecydowanie lepszy przywódca niż Crespin Bermast, nieudolny w największym stopniu. Innym możliwym powodem jest to, iż Aiollte wiedział o uczuciu, jakim jego córka pała wobec Garbolta i chciał, by była szczęśliwa.
Nie wiemy dokładnie z jakiego powodu starszyzna klanu była przeciwna i na głosowaniu przesądzono o podtrzymaniu umowy z klanem Bermast ale sądzimy, że większość została przekupiona złotem i ziemią, gdyż Bermast posiadali rozległe dobra i kontrolowali większe tereny. Udało nam się odkryć, że to właśnie Aiollte wysłał Garbolta na zachód w celu pozyskania armii mogącej walczyć przeciw innym klanom oraz fakt, że kiedy Garbolt wyjechał, starszyzna Veritahnn zaczęła działać na własną rękę. Nie tylko powiadomili Słoneczne Elfy o nadejściu Wroga i napuścili ich na niego, zmuszając do walki, ale też podtruli rodzinę Adelle, doprowadzając do śmierci ojca i sióstr, zrzucając odpowiedzialność na Garbolta. Pod ich nadzorem także odebrany został poród i odurzonej Adelle wmówiono, że dziecko nie przeżyło, a ostatnim życzeniem jej ojca był mariaż pomiędzy nią i Crespinem Bermast. Jak udało się ustalić, dziecko było chłopcem i Bohaterka zdążyła mu nadać imię Garret. Opiekunce kazano się go pozbyć i zameldować po wykonaniu rozkazu. Kobieta nie miała najwidoczniej serca zabić niemowlęcia lub planowała je jakoś wykorzystać, gdyż ukryła je w tajemnicy u swej rodziny, z dala od rodu. Lecz gdy wróciła z meldunkiem o wykonanym zadaniu, starszyzna zlikwidowała ją jako świadka istnienia chłopca (podobnie jak i innych ewentualnych świadków), dziecko więc przepadło u dalekich krewnych, bez wiedzy któregokolwiek ze starszych. Będąc w depresji, Adelle łatwo poddawała się manipulacji starszych. Nie dowiedziała się także o tym, jak jej ojciec i Wróg zawarli ugodę.
Ślub z Crespinem odbył się około roku później i Adelle, pogrążona w rozpaczy, nie sprzeciwiała się. Jednak Bohaterka dopuściła do siebie małżonka tylko raz, podczas nocy poślubnej. Ród Crespina zwykle był nie dość, że wielodzietny, to często zdarzały się bliźnięta lub trojaczki. W przypadku naszej Zbawicielki były to pięcioraczki, a poród ledwie przeżyła. Prawdopodobnie z powodu pośledniej krwi rodu Bermast, żadne z dzieci nie odziedziczyło wielkiej mocy, a zamiast tego każde potrafiło władać jednym z pięciu żywiołów na poziomie znacznie wyższym od przeciętnego człowieka. Wiemy, że Bohaterka nigdy nie kochała swojego małżonka, jednak bardzo dbała o swoich potomków. W takiej właśnie sytuacji zastał ją Garbolt po powrócie w dwa lata po wyruszeniu na misję zdobycia armii. Zostawiwszy demony z tyłu, chciał odszukać ją przed rozpoczęciem bitwy, lecz przywitany wrogo i przepędzony, znając nowy obrót sprawy, popadł w obłęd, tydzień później przypuścił atak na czele armii na siedziby Veritahnn.
Niemal cała starszyzna rodu była w twierdzy w momencie ataku i to właśnie tam runął główny impet natarcia. Garbolt osobiście poprowadził odziały, oszczędzając tylko jednego ze starszych. Po torturach dowiedział się od niego wszystkiego, jeszcze bardziej popadając w szaleństwo. Jednak rozchwiany stan umysłu nie miał negatywnego wpływu na jego geniusz militarny i sprawność bojową. Wróg odrzucił narzucone samemu sobie ograniczenia i dowolnie rozporządzał mocami Malarów. Pod taką presją pozostałe klany ludzi miały wybór: paść albo oddać się pod dowództwo Crespina, który używał imienia Adelle w celu zyskania posłuchu. Był on dowódcą co najmniej niekompetentnym i jego oddziały zawsze ponosiły wysokie straty w najmniejszych nawet potyczkach. Wszędzie tam, gdzie nie było Crespina sytuację ratowali jego generałowie i małżonka.
Do bitwy Garbolta i Adelle doszło w siódmym roku konfliktu i nie była ona tak apokaliptyczna jak podają źródła historyczne. W nieznany nam sposób Adelle dowiedziała się prawdy, lecz było zbyt późno na ocalenie Garbolta. Podstępem otruła go (sparaliżowała pocałunkiem) i ostatecznie zgładziła, obiecując wkrótce do niego dołączyć. Niestety, wbrew nadziejom dowódców, śmierć wroga nie miała większego wpływu na demoniczną armię i jedyny skutek, jaki udało się osiągnąć, to osłabienie dyscypliny do momentu objęcia dowodzenia przez władców demonów. Bez potęgi Garbolta jednak nie byli w stanie stawić czoła Bohaterce, zwłaszcza po uzyskaniu przez ludzi wsparcia Avianów. Ciekawym faktem do zanotowania jest, żeCrespin Bermast zginął w trakcie zasadzki na jego oddział, a Adelle zdołała ocalić wszystkich jego żołnierzy oprócz jego samego. Sądzimy, że to właśnie ona mogła mu zadać śmiertelny cios. Po ostatecznym zwycięstwie, celowo użyła własnej krwi jako pieczęci, tym sposobem skracając swoje istnienie o co najmniej 20 lat, poświęcając duży zapas mocy i sił życiowych na zniszczenie ciał demonów i uwięzienie ich dusz.
Gdy po wojnie okrzyknięto ją Bohaterką oraz oddano wszystkie ziemie ludzi pod jej panowanie, skorzystała z powszechnego uwielbienia i odcięła się od klanów Veritahnn i Bermast, porzucając także nazwisko i przybierając dla siebie i swoich dzieci nowe: Savirane. Słowo to zdaje się pochodzić z pradawnego języka pierwszych elfów, ale żadnemu z naszych ekspertów nie udało się go dokładnie przetłumazyć inaczej, niż na coś wspólnego ze słowem "ocalony".
Adelle po wojnie urządziła Garboltowi potajemny pogrzeb i jego zamrożone szczątki znajdują się gdzieś w obrębie Gór Środkowych, jednak nie udało nam się odnaleźć dokładnej lokalizacji. Adelle dożyła jedynie 42 lat, przekazując władzę siedemnastoletnim wówczas dzieciom. Jej grobowiec znajduje się w miejscu tryumfu nad Garboltem, jednak odkryliśmy, iż jest on pusty, a jej ciało spoczywa w innym miejscu, którego nie udało nam się określić.

Po przeprowadzeniu dogłębnych badań i symulacji, dochodzimy do wniosku, że Garbolt, zwany także Wrogiem, nie był takim potworem, jakim kreuje go historia, a raczej ofiarą polityki i kumoterstwa, podobnie jak czczona przez lud Bohaterka Adelle. Sądzimy, iż należałoby oczyścić jego postać i za pozwoleniem Centralnego Dowództwa, razem z moim zespołem podejmiemy się tego zadania."

Inkwizytor śledczy Cain Mire

Komentarz Centrali dot. raportu inkwizytora Mire
"Z rozkazu Jego Nieomylnej Wielkości Dowódcy Inkwizycji, Boga, treść powyższego raportu uznana zostaje za zbyt niebezpieczną, aby dopuszczona została do publicznej wiadomości i opatrzona zostaje klauzulą najwyższej tajności z dostępem jedynie dla najwyższych rangą inkwizytorów. Na mocy tego samego rozkazu inkwizytor Mire zostaje awansowany na oficera i jednocześnie jego osoba oraz cały jego zespół razem ze wszystkimi możliwymi świadkami wyznaczeni zostają do likwidacji ze skutkiem natychmiastowym."

Historia część 13: Nowa Era - po zwycięstwie Adelle
Po zapieczętowaniu demonów dla ludzi nastał czas, który wielu uważało za najlepszy w dziejach. Pozostałe rasy uwikłane były w większe i mniejsze konflikty, lecz omijało to ludzi wracających do sił bardzo powoli. Wojna z zastępami demonów trwała niemal 10 lat i zabrała wiele żywotów. Ludzie przybywali do pustych lub zniszczonych domów, albo nie przybywali wcale. Wielu nie miało już do kogo wracać lub też nie potrafiło się odnaleźć wśród zmian jakie zaszły.
Coś takiego spotkało również Adelle. Ziemie jej klanu były całkowicie spustoszone, a dzieci miały teraz 10 lat i w ogóle jej nie poznawały. Kobieta obwołana Bohaterką i władczynią wszystkich ludzi była złamana. Przez ten czas wiele szarych eminencji sprawowało rządy, posługując się jej imieniem i nadużywając władzy, podczas gdy ona sama próbowała ratować to, co zostało z rodziny. Dopiero około 3 lata później naprawdę zaczęła rządzić krajem, trzymając dzieci blisko siebie. Z niewiadomych przyczyn żadne z pięcioraczków nie odziedziczyło jej wielkiej mocy. Były bardziej podobne zwykłym ludziom, gdyż każde posiadało po jednym żywiole i podżywiole. Ich imiona brzmiały: Darren o mocy ziemi, Aisha władająca powietrzem, Cyrax panujący nad wodami, Bellatrix z błyskawic i władczyni ognia Fiamme.

Złoty czas szczęśliwie trwał kolejne 4 lata, w trakcie których wiele się zmieniło. Pojawili się pierwsi chronomanci - wyznawcy Boga Czasu, którzy posiadali władzę nad czasem - a takżeoneiromanci, ludzie którzy we śnie potrafili połączyć się z samym Oneirosem, czasem czerpiąc niesamowitą wiedzę o wydarzeniach lub wynalazkach, które zmieniły na zawsze bieg historii. Ludzie cieszyli się dobrobytem, aż w końcu kontynentem wstrząsnęła tragedia. W wieku zaledwie 42 lat, zmarła ich bohaterka- Adelle, a władza została pozostawiona do podziału między piątkę jej potomków.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz